Reklama

Paliwo dla Europy

Dzięki gazoportowi Polska znacząco wzmocniła swoją pozycję przetargową w negocjacjach z dostawcami. Jak nasze plany dywersyfikacji źródeł dostaw gazu wpisują się w europejskie trendy na tym rynku?

Reklama

W ubiegłym roku kraje Unii Europejskiej zużyły ponad 450 mld m sześc. gazu. Było to o około siedem procent więcej niż w roku 2015. Ten zaś był "lepszy" od roku 2014 o około 4 proc. Jak widać, tendencja jest stała.

Co ciekawe, konsumpcja rosła najszybciej w Grecji, Wielkiej Brytanii i Szwecji. Czyli (poza Wielką Brytanią) krajach, które jako wielcy odbiorcy gazu nie są raczej kojarzeni.

Warto podkreślić, że obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na gaz, pomimo wielu działań proefektywnościowych. Po prostu gaz jest stosowany w nowych miejscach, rośnie także jego znaczenie jako paliwa, np. w transporcie.

Kto oprócz Rosji?

Zwiększone zapotrzebowanie oznacza jednak, że kraje UE w coraz większym stopniu będą uzależnione od importu. Zasoby gazu w krajach Unii Europejskiej są bowiem stosunkowo małe.

Polska z wydobyciem pokrywającym ponad 27 proc. zapotrzebowania plasuje się wśród kilku zaledwie państw, które mogą się pochwalić aż tak wysokim udziałem własnego paliwa. Co prawda w ubiegłym roku statystycznie aż 27 proc. zużywanego w Europie surowca pochodziło z terenów Unii, należy jednak pamiętać, że średnią zawyża tu Holandia. Eksploatowane od 1963 r. złoże Groningen rocznie dostarcza nawet 60 mld m sześc. gazu, czyli pokrywa aż ponad 13 proc. gazu zużywanego we Wspólnocie.

Reszta błękitnego paliwa pochodzi z importu spoza Unii. Największą rolę odgrywa w nim Rosja. Gaz rosyjski w ubiegłym roku zaspokajał 30 proc. europejskiego zapotrzebowania. Mniejszy udział miała Norwegia (25 proc.), Algieria (7 proc.) i Katar (6 proc.). Pozostałe pięć procent dostarczają mniejsi eksporterzy.

Jednak udział poszczególnych krajów będzie się zmieniał. Zasoby gazu w niektórych krajach się kurczą, w innych zaś uruchamiane są nowe złoża. Na rynku pojawią się nowi dostawcy, w coraz większym stopniu do gry wchodzi gaz skroplony. To także szansa dla PGNiG.

Wiceprezes ds. handlowych PGNiG Maciej Woźniak wyraźnie podkreśla, że spółka bacznie obserwuje to, co się dzieje na rynku i rozważa różne scenariusze importowe. Otwarcie biura handlowego w Londynie wskazuje na ambicje aktywnego uczestniczenia w rynku. Pierwsze efekty pracy placówki są już zresztą widoczne.

- Nasza spółka intensyfikuje starania mające zdywersyfikować portfel zakupowy. Z oczywistych powodów szuka gazu od innych niż rosyjscy producentów. Co ważne, może teraz aktywnie wykorzystywać pojawiające się na rynku okazje, bo mamy odpowiednie możliwości techniczne - wyjaśnia wiceprezes Woźniak.

W praktyce oznacza to więc skupienie się naszego kraju na gazie skroplonym. Obecny rząd w ten sposób chce zerwać z wieloletnim uzależnieniem od Rosji.

Każdy osobno?

Europejska solidarność gazowa to wciąż w dużej mierze postulat. Rzeczywistość wygląda tak, że każdy kraj dba o własne bezpieczeństwo dostaw. Idea wspólnych zakupów i negocjacji, czy klauzul zabezpieczających dostawy na wypadek problemów, to nadal przedmiot dyskusji. Przykład gazowych doktryn Polski i Niemiec pokazuje dobitnie te wewnątrzeuropejskie różnice.

Otwarcie gazoportu stało się kluczowym elementem naszej polityki gazowej, która w znaczący sposób różnić się będzie w kolejnych dekadach od polityki gazowej Niemiec. Berlin bowiem zacieśnia współpracę z Moskwą, czego wyrazem są m.in. plany budowy Nord Streamu 2 i uczestnictwo w nich firm niemieckich.

Gazociąg o mocy przesyłowej 55 mld metrów sześciennych rocznie ma być gotowy do końca 2019 r. Dzięki niemu Rosja zamierza zrezygnować z przesyłania gazu rurociągami biegnącymi przez terytorium Ukrainy. Połączenie umożliwi wtłoczenie do niemieckiego systemu przesyłowego ogromnych ilości gazu. W praktyce, bez realizacji połączeń z Norwegią, nasz region zostałby odcięty od surowca z innych źródeł. Jedyną alternatywą dla gazu rosyjskiego pozostałby, tak jak teraz, LNG.

Niemcy, wybierając kierunek rosyjski, mają swoje racje - dbają o własne bezpieczeństwo energetyczne. Według ekspertów, po roku 2025 przy spadku dostaw gazu z Holandii, uzależnienie Niemiec od rosyjskiego gazu wzrośnie do 50 proc.! Budowa kontrowersyjnej rury zapewni im bezpośrednie dostawy z Rosji. Co ciekawe, Niemcy nie przejawiają większego zainteresowania LNG, choć planują sprzedaż tego paliwa na cele transportu morskiego.

Dla nas alternatywą jest właśnie gaz skroplony, zwłaszcza że współpraca z Rosją była dla nas i jest kosztowna, a ryzyko wstrzymania dostaw - spore. Na szczęście rynek LNG szybko się rozwija i staje się coraz bardziej konkurencyjny. To ostatnie jest zasługą pojawienia się nowych graczy, często w bardzo odległych od Polski regionach świata. W przypadku LNG bowiem nawet to, co dzieje się w Angoli, Australii, czy Argentynie ma na nas wpływ. LNG można wozić i każda nowa ilość surowca na rynku ma znaczący wpływ na światowe ceny tego surowca.

Skąd Polska i pozostałe kraje Unii Europejskiej mogą importować LNG? Wydaje się, że będą to dwa główne kierunki. Pierwszym będą Stany Zjednoczone, drugim kraje arabskie i Iran. Nie wyklucza to oczywiście dostaw z bardziej egzotycznych kierunków.

Gaz transatlantycki

Stany Zjednoczone to stosunkowo nowy gracz na rynku LNG. Jeszcze dekadę temu o imporcie skroplonego surowca z tego kraju nie mogło być mowy, bo USA cierpiały na deficyt błękitnego paliwa. Jednak rewolucja łupkowa spowodowała, że USA mogły się otworzyć na eksport surowca. Aby tak się stało, potrzebne były zmiany w prawie. Obecnie USA stały się jednym z najpoważniejszych graczy na rynku LNG. Zdolności eksportowe Stanów Zjednoczonych przez ekspertów szacowane są nawet na 180- -200 mld m sześc. To ilość gazu, jaką Europa kupuje od Rosji.

Czy Polska stanie się jednym z głównych importerów amerykańskiego gazu?

- Jeśli dostaniemy korzystną ofertę handlową, to będziemy rozmawiać - stwierdził niedawno szef naszego MSZ Witold Waszczykowski. Zaznaczył również, że zarówno polska, jak i amerykańska strona prezentują zbieżne poglądy co do architektury bezpieczeństwa energetycznego regionu. Pierwsza dostawa do Polski już się odbyła, teraz należy oczekiwać kolejnych.

Innym naturalnym kierunkiem wydają się być kraje z Zatoki Perskiej. Już kupujemy gaz z Kataru, nic nie stoi na przeszkodzie, by nawiązać współpracę także z innymi producentami. Wśród nich bardzo ciekawy może być Iran. Teheran intensywnie rozbudowuje swoje zdolności eksportowe, a ponieważ obok Rosji dysponuje największymi na świecie (według BP nawet największymi) rezerwami surowca, ewentualna współpraca może być zarówno owocna, jak i wieloletnia.

Jakie ilości LNG może sprowadzać nasz kraj? To zależy, co będzie się działo z inwestycjami gazowymi. Nieprzekraczalną barierą są zdolności regazyfikacyjne gazoportu, który może obecnie przyjąć do 5 mld m sześc. gazu, a po ewentualnej rozbudowie 7,5 mld m sześc.

W przypadku budowy połączenia gazowego z Norwegią nowe zdolności nie powstaną. Jeśli jednak rury nie będzie, możliwa jest budowa drugiego terminala w pobliżu Gdańska, a to oznaczać może dodatkowe, nawet 5 mld m sześc. gazu rocznie.

Dariusz Malinowski

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Dowiedz się więcej na temat: Rosja | PGNiG | gaz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »