Spis treści:
- Oszuści z Niemiec wyszukują mieszkańców pogranicza i wykorzystują ich w roli "słupów"
- "Martwe dusze" zarządzają niemieckimi biznesami
- Fikcyjni dyrektorzy w Niemczech - jak to możliwe?
"Przestępcy wykorzystują bezdomnych i alkoholików z Polski jako słupy niemieckich firm. Może to państwo kosztować miliardy euro - alarmuje "Deutsche Welle", powołując się na śledztwo redakcji Rbb z Berlina.
Oszuści z Niemiec wyszukują mieszkańców pogranicza i wykorzystują ich w roli "słupów"
Dziennikarzy Rbb (Adriana Bartocha i Jana Wiese) śledztwo zawiodło do Legnicy, gdzie - według niemieckich rejestrów - zameldowanych jest kilkunastu "dyrektorów" niemieckich spółek prowadzących rozliczne i niemałe interesy. "Razem oficjalnie prowadzą stamtąd około 80 firm w całych Niemczech, wiele z nich w Berlinie, w tym firmy zajmujące się handlem samochodami, energią elektryczną i nieruchomościami, a także firmy budowlane, spedycyjne i ochroniarskie oraz firmy eksportowo-importowe" - opisuje Rbb cytowane przez "DW".
Dziennikarze dotarli do jednego z "menedżerów". Okazał się nim mężczyzna - alkoholik mieszkający w zapuszczonym, legnickim mieszkaniu. W rozmowie z reporterami przyznał, że kiedyś zabrano go prosto spod sklepu do Niemiec, wynagradzając tę eskapadę pieniędzmi na alkohol. Efektów tej "wycieczki" już nie był świadomy, ale najpewniej właśnie w ten sposób z przytupem wszedł do świata dużego biznesu w roli "zarządzającego".
"Martwe dusze" zarządzają niemieckimi biznesami
Jak pokazało śledztwo Rbb, część "dyrektorów" już nie żyje lub została uznana za zaginionych. Inni - jak wspomniano - to alkoholicy i bezdomni.
Będzie w błędzie ten, kto opisywane patologiczne zjawisko uzna za marginalną "biznesową egzotykę". "Deutsche Welle" przytacza słowa cytowanego przez Rbb Ralfa Simona, śledczego z Wydziału Przestępczości Zorganizowanej w Urzędzie Celnym Policji Kryminalnej (ZKA) w Kolonii, który informuje, że tego typu przypadki można liczyć w tysiącach. Osoby wykorzystywane w charakterze "słupa" pochodzą z Polski, Rumunii czy Bułgarii. Korzystają z nich wszystkie istotne organizacje przestępcze w Niemczech: mafie, klany czy gangi motocyklowe.
Fikcyjni dyrektorzy w Niemczech - jak to możliwe?
Jak się okazuje, przestępcy doszli do perfekcji w wykorzystywania słabych stron niemieckiego prawa. To ostatnie w specjalny sposób chroni notariuszy.
"Zmiana dyrektora zarządzającego firmy może odbyć się wyłącznie u notariusza i wymaga jego poświadczenia. Reporterzy Rbb sprawdzili setki umów notarialnych w niemieckich rejestrach handlowych. Przy około 70 umowach - wszystkich zawartych w imieniu legnickich słupów - obecny był zawsze ten sam tłumacz - donosi "DW". Ale to nie wszystko - jak ustaliła redakcja Rbb, tłumacz pochodził także z Legnicy i jest notowany w Polsce jako przestępca. Mało tego, okazuje się, że umowy są poświadczane u tych samych notariuszy, którzy najprawdopodobniej są częścią procederu.
"Jeśli oszustwo zostanie wykryte, pierwszymi osobami, które zostają objęte dochodzeniem, są odpowiedzialni za nie dyrektorzy zarządzający, czyli słupy" - puentują dziennikarze Rbb. "DW" dodaje, że prawo chroni tajemnicę notarialną, dlatego współpraca rejentów z organami ścigania bywa utrudniona.
***











