Reklama

Polaku, gdzie najlepsza benzyna?

Bliskie spotkanie czwartego stopnia z problemem jakości paliw może być mocnym przeżyciem. Ekstremalne sytuacje, zdarzająca się rzadko, jednak takie przygody mogą być efektem zatankowania paliwa, w którego składzie było 96 proc. wody.

Tankujemy, płacimy w kasie, przy kasie ulegając jakiejś dobrze zaplanowanej na stacji pokusie, czyli najczęściej kupujemy coś słodkiego. Przegryzając słodkości, wsiadamy i odpalamy silnik. Spokojnie zapinamy pasy, bo dłuższa droga przed nami, wyjeżdżamy powoli ze stacji, próbujemy się włączyć do ruchu, a tu silnik nie reaguje na przyciśnięcie pedału gazu. Krztusi się i prycha, jakby napił się wody. Samochód raczej podskakuje niz jedzie. Sytuacja robi się niebezpieczna, bo częściowo wyjechaliśmy już na drogę szybkiego ruchu, a tu nie ma jak ruszyć. W końcu, po kilku parsknięciach - silnik gaśnie.

Reklama

Stoimy w połowie na pasie ruchu, więc próbujemy jeszcze raz odpalić... nic. Kręcimy rozrusznikiem... nic. Ciężarówka jadąca wprost na nas, nie mogąc ominąć naszego samochodu, na szczęście zatrzymała się i jest chwila na opanowanie sytuacji. Nic się nie daje zrobić. Pozostaje wysiąść i przepchać samochód z powrotem na teren stacji... Kierowca ciężarówki patrzy ze zrozumieniem na nasz problem, no bo mamy problem. Niechlubna historia.

Opisany przypadek, który może kosztować na sporo nerwów (a w konsekwencji często trochę grosza) nie jest dziś czymś powszechnym, To ekstremalna sytuacja, zdarzająca się bardzo rzadko, jednak takie przygody mogą być efektem zatankowania paliwa, w którego składzie było 96 proc. wody. Takie przypadki zostały wykryte podczas kontroli przez Inspekcję Handlową wiele lat temu.

Dzisiaj sytuacja się unormowała.

Trzeba stwierdzić jasno: jakość paliw na polskich stacjach spełnia standardy europejskie. To już nie te czasy, gdy mieliśmy z nią poważny kłopot, jednak warto przypomnieć wydarzenia sprzed zaledwie siedmiu lat. Na rozdrobnionym rynku paliw z niewielką ilością markowych stacji szalała duża ilość dostawców paliw, które nie spełniały podstawowych norm jakości. Były to po prostu "wynalazki", które różniły się bardzo od paliw, ale, co ważne - były sprzedawane bez podatku akcyzowego. To zachęcało wielu amatorów szybkiego zarobku do dodawania do paliwa niewiarygodnych wręcz mieszanek - dodawali wszystko, co się rozpuszczało w paliwie (a także to, co się nie rozpuszczało, jak choćby wodę). Procederom tym sprzyjały niejasne przepisy (stąd do dziś kłopot z ich egzekucją wobec przyłapanych), słabość polskiej administracji i niejasne układy polityczne, które raczej przeszkadzały tym, którzy chcieli wykorzenić te zjawiska. A na początku XXI wieku ten proceder opanował 33 proc. rynku! Jedna trzecia stacji paliw na rynku stanowiła zagrożenie dla naszych silników (wg wyników PIH z 2003 roku: 267 stacji paliwowych na 796 kontrolowanych).

Dochodziły do tego źle działające odmierzacze paliw, które w co szóstej stacji zawyżały ilość sprzedanego paliwa (wg wyników PIH z 2003 roku), nie zerowały liczników, nierzetelnie wskazywały wydane ilości paliwa. Było źle.

Jak zawsze ofiarą był klient?

Ofiarą był klient, gdyż te działania odzwierciedlały się w jakości paliw. Pierwsze wyniki badań jakości, jakie przeprowadzono państwowo, były przerażające. W 2003 roku weszła w życie ustawa o kontroli jakości paliw, Państwowa Inspekcja Handlowa uzyskała możliwość przeprowadzenia badania jakości paliwa i pierwsze badania były ... zasmucające dla klientów. 24 proc. próbek paliwa nie spełniało parametrów jakości. Jednak już samo wprowadzenie systemu kontroli i dość restrykcyjne kary spowodowały szybką poprawę jakości na stacjach.

Dużą rolę odegrało tutaj także wejście w 2004 roku do Unii Europejskiej. Wówczas przystosowano system podatkowy do wymogów europejskich. Wprowadzono składy podatkowe i choć był to bardzo uciążliwy i biurokratyczny wymóg - pomogło to zmarginalizować problem niskiej jakości.

Wykres 1 pokazuje, jak bardzo obniżyła się w ostatnich 3 - 4 latach ilość paliwa, które nie spełnia wymogów jakościowych. Ilość próbek, które nie spełniają wymagań (a co to oznacza - o tym trochę później) zawiera się w przedziale 1,7 proc. do 4,2 proc. w ostatnich 3 latach (średnia za te lata to 3 proc.) - można więc uznać problem za marginalny. Szczególnie, gdy przyjrzeć się szczegółowym wynikom, które pokazują, że uchybienia są najczęściej minimalne. Problem z oszustwami i kantowaniem na podatkach i na jakości paliw mamy za sobą. Jednak teraz rozpoczyna się prawdziwe wyzwanie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »