Reklama

Polska gospodarka stoi na rozdrożu. Słabe banki nie pomogą

Jeśli kapitał trafia tam, gdzie jest dobrze wykorzystywany i na dodatek spotyka się z efektywną pracą - gospodarka rośnie. Ale kiedy idzie tam, gdzie się go marnotrawi, może być zupełnie odwrotnie. Nazywa się to alokacją kapitału i to od niej w najbliższych latach zależy nasza przyszłość. A kluczowe dla alokacji kapitału są banki.

Stefan Kawalec, współautor wielu decyzji gospodarczych z początków transformacji, obecnie prezes ośrodka doradczego Capital Strategy, wraz z Katarzyną Błażuk opublikowali raport "Banki i inwestycje - zagrożenia dla dalszego rozwoju polskiej gospodarki". Wynika z niego, że polska gospodarka stoi na rozdrożu - po pandemii może powrócić na ścieżkę "doganiania" Zachodu, czyli konwergencji, ale może też z niej bardzo mocno zboczyć. Bardzo dużo zależy od mocno osłabionego sektora bankowego i od tego, czy będzie on w stanie efektywnie alokować kapitał.

Reklama

- Kumulacja zjawisk wokół sektora bankowego grozi zahamowaniem procesu konwergencji - mówił podczas zdalnego seminarium fundacji CASE i mBanku Stefan Kawalec

Co to takiego alokacja kapitału?

Sprawa w gruncie rzeczy jest dość prosta, a najlepiej tłumaczy ją anegdota o carze Aleksandrze III. Za jego panowania powstał pomysł budowy kolei transsyberyjskiej i władca chciał, żeby szła jak strzała prosto. Poproszono więc cara, by ją zaprojektował. Ten wziął mapę, linijkę i ołówek. Zgrabnie przyłożył jeden koniec linijki tam, gdzie była Moskwa, a drugi przy Władywostoku. I pociągnął prostą linię. Ale że najbardziej wytrawnym kreślarzem nie był, palec przytrzymujący linijkę omsknął mu się na mapę. Linia niby była prosta, ale ze sporym wybrzuszeniem obwodzącym palec cara.


Budowniczowie zrealizowali oczywiście plany władcy. Na budowę kolei zużyto więcej nakładów niż było potrzeba. Wszystko po to, żeby być w zgodzie z projektem cesarza. Słowem nakłady kapitałowe dla osiągnięcia celu mogły być mniejsze, a więc kapitał został częściowo zmarnotrawiony. Czyli - był niewłaściwie alokowany.

Do błędnej alokacji kapitału dochodzi nie tylko w satrapiach, gdzie samodzierżawca zwykł decydować co podkopać, co przekopać, co wykopać, a co zalać betonem. Zdarza się to nawet w kwitnących demokracjach. Przykład? Budowa bloku energetycznego na węgiel Ostrołęka C. Wydano na niego ok. 1,3 mld zł, a teraz zaczęła się już jego rozbiórka. Może pochłonąć drugie tyle pieniędzy.

Ale błędna alokacja kapitału nie występuje tylko wtedy, kiedy na własne oczy widzimy pomnikowe marnotrawstwo. Wystarczy przypomnieć "straconą dekadę" lat 90. zeszłego stulecia w Japonii, której gospodarka ledwo się czołgała. Warto zobaczyć też, jak w ostatnim dziesięcioleciu Włochy zupełnie nie radziły sobie ze wzrostem. Co było tego powodem?

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

We Włoszech przedsiębiorstwa były słabe, a mimo to banki je dalej finansowały. Bo bankowi czasem bardziej opłaca się udzielić bardzo słabej firmie nowego kredytu, niż wypowiedzieć stary. Jeśli wypowie, musi utworzyć rezerwy i pokryć straty. We Włoszech kredyty były rolowane w nieskończoność i dopiero gdy okazało się, że są już nie do spłacenia, w bilansach banków urosły setki miliardów euro złych długów.


Wcześniej banki obawiały się wypowiadać kredyty, gdyż miały słabe kapitały. A straty trzeba pokrywać z kapitału. Jeśli bank ma słaby kapitał, woli udawać, że nie ma strat, zamiatać je pod dywan, bo w przeciwnym wypadku mogłyby one zjeść jego kapitał. Tu leży pogrzebana tajemnica udzielania nowych kredytów bądź rolowania obligacji nierentownych firm. Wniosek stąd taki - kiedy banki są słabe, łatwiej o błędną alokację kapitału.

Co się wtedy dzieje w gospodarce?

Spada jej produktywność, a więc zdolność do tworzenia konkurencyjnej przewagi. Powstają w niej firmy-zombie, w których "zamrożone" zostają duże zasoby kapitałowe i zużywane są nieproduktywnie. Ale słabe banki to nie tylko takie, które mają liche kapitały. To również instytucje podatne na rozmaite naciski lub korupcję. Tak czy inaczej banki są kluczem do tego, czy kapitał alokowany jest produktywnie, czy też nie.

To potwierdzają badania naukowców trwające już od wielu lat. To właśnie banki - w różnych okolicznościach - odpowiedzialne są za hodowanie zombie. Niektórzy naukowcy podejrzewają nawet, że to właśnie nieefektywna alokacja kapitału trwająca od kilku dekad na świecie była odpowiedzialna za spadek produktywności, jaki nastąpił w całej globalnej gospodarce. Belinda Tracey z Banku Anglii obliczyła, że gdyby banki nie finansowały firm zombie to PKB strefy euro w roku 2014 byłby o 4,6 proc wyższy niż był w rzeczywistości.

- Banki przyczyniają się do rozwoju gospodarki, kiedy kredytują dobre firmy. Kiedy kredytują słabe firmy może to spowodować stagnację - mówił Stefan Kawalec.

- Wzrost firm zombie spowodował stagnację gospodarki, bo były finansowane firmy o niskiej rentowności, a utrzymujące duże zasoby gospodarcze - dodał. 

Banki odgrywają tak ważna rolę w Europie, ale również w Polsce. Na przykład w USA o alokacji kapitału w dużo większym stopniu decydują tamtejsze giełdy. Silniejszy rynek kapitałowy to mniejsze uzależnienie gospodarki od sektora bankowego. Ale w Polsce rynek kapitałowy mamy na razie bardzo słaby.

Zagrożenia i pozytywne doświadczenia z przeszłości

Jak to się stało, że polska gospodarka przez 28 lat nadrobiła tak dużo dystansu do państw Zachodu? Stefan Kawalec odpowiada - duża w tym zasługa banków. Stało się tak dzięki temu, że banki dobrze alokowały kapitał. Udzielały kredytów na rentowne przedsięwzięcia i nie bały się występować o upadek firm, które grzęzły w stratach.


W latach 90. zeszłego wieku Brian Pinto z Banku Światowego oraz ekonomiści z Uniwersytetu Łódzkiego Marek Belka (późniejszy premier i prezes NBP) oraz Stefan Krajewski przeprowadzili badania, które pokazały, że w latach 1990 i 1991 kredyt bankowy otrzymywały przede wszystkim firmy, którym brakowało pieniędzy ze względu na generowane straty. Ale od 1992 roku wszystko zaczęło się zmieniać. Nowy kredyt dostawały już przede wszystkim przedsiębiorstwa, które osiągały zyski, a ponieważ nie było subwencji rządowych czy też unijnych, banki były jedynym źródłem zewnętrznego finansowania.

- Ta zmiana zachowania banków miała bezpośredni wpływ na funkcjonowanie firm - powiedział Stefan Kawalec.

Właśnie w 1992 roku potransformacyjna recesja została przełamana i polska gospodarka zaczęła rosnąć szybko, nadganiając dystans do bogatych krajów. A banki odgrywały - zwłaszcza do czasu wejścia do Unii w 2004 roku - główną role w finansowaniu jej rozwoju. Teraz stanęliśmy znowu na rozdrożu, bo choć banki mają wysokie kapitały, perspektywy strat są tak duże, że kilka z nich może się zachwiać w posadach.

Zagrożenia są trzy - wymienia Stefan Kawalec. Pierwsze to osłabienie kapitałów banków. A z tym możemy mieć do czynienia, jeśli okaże się, że banki będą musiały utworzyć gigantyczne odpisy na kredyty we frankach. Ich straty mogą sięgnąć nawet 234 mld zł, a więc więcej niż wynoszą fundusze własne całego sektora.

Drugie zagrożenie to długotrwałe utrzymywanie bardzo niskich stóp procentowych. Tani pieniądz to okazja dla nierentownych firm, żeby starać się o kolejne kredyty. Trzecie zagrożenie wynika z tego, że decyzje kredytowe banki mogą podejmować pod wpływem nacisków polityków. A o wiele łatwiej jest o to, kiedy banki są państwowe.

- Istnieje poważne ryzyko, że wszystkie te okoliczności będą w najbliższych latach występować w polskim sektorze bankowym - powiedział Stefan Kawalec.

Sprawa nie jest bagatelna, bo już od 2015 roku polski sektor bankowy osiąga rentowność niepozwalającą mu pokryć kosztów kapitału. O co tu chodzi? Powiedzmy, że ktoś ma kapitał, ale oczywiście chce na tym zarobić. Powiedzmy, że ok. 10 proc. rocznie. Jeśli zainwestuje w bank, ten może mu obiecać, że przyniesie najwyżej 3 proc. rocznie. No to pójdę sobie gdzie indziej - mówi inwestor - i w bank nie inwestuje.

Stagnacja banków to stagnacja gospodarki

Bani odkładają też kapitał z bieżących zysków, co roku jego część, a nawet cały idzie na zwiększenie kapitałów. Ale jeśli nie mają zysków, nie mają jak kapitału podnosić. A jeśli kapitału nie podnoszą, nie mogą udzielać więcej kredytów. Koło się zamyka.

- Związek Banków Polskich sygnalizuje od 2018 roku bardzo niepokojącą sytuację (...), że stopniowo sektor bankowy traci zdolność do finansowania rozwoju polskiej gospodarki, ale także do autosanacji. To efekt kilku decyzji, z których każda z osobna dałaby się obronić, ale skumulowane razem zmierzały do tego, że sektor bankowy nie miał siły - powiedział podczas seminarium Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP.


O ile w latach 2015-2019 główną przyczyną spadku rentowności banków były podatek bankowy i wzrost składek na bezpieczeństwo systemu finansowego, to po pandemii doszły do tego bardzo niskie stopy procentowe, perspektywa strat kredytowych wskutek pandemicznego kryzysu gospodarczego oraz ryzyko prawne związane z kredytami we frankach. Jednak spadek rentowności banków nie martwi Eugeniusza Gatnara, profesora Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach i członka Rady Polityki Pieniężnej.

- Nie jest tak źle (...) Biznes bankowy jest takim biznesem jak inne i nie wiem, dlaczego powinien mieć rentowności wyższe niż 5-6 proc. - mówił podczas seminarium.

Dane Komisji Nadzoru Finansowego pokazują, że rentowność całego polskiego sektora bankowego załamała się w zeszłym roku poniżej 3,5 proc. Co takiego się stało po wybuchu pandemii? Rząd zaangażował wielkie pieniądze (głównie z Polskiego Funduszu Rozwoju) dla pomocy gospodarce. Czy słusznie? Odpowiedź na to pytanie przyjdzie dopiero z czasem. Stefan Kawalec zwraca jednak uwagę na ważną sprawę.

- Nie jest istotne, ile pieniędzy trafi do gospodarki, ale jak te środki są alokowane - mówi.

Tymczasem udział państwa w kapitale polskich banków wzrósł z ok. 20 proc. w 2020 roku do 43 proc. w 2020 roku. Ale jeśli banki prywatne będą miały kłopoty, jeśli z Polski będą chcieli wyjść inwestorzy zagraniczni, udział ten może się zwiększać, bo na razie nie widać szans na to, żeby nasze banki wróciły do przyzwoitej rentowności. To stawia pod znakiem zapytania, czy w okresie wychodzenia z kryzysu banki będą zdolne do właściwej alokacji kapitału, czy też będą robić to, co chcą politycy.

- W wychodzeniu z kryzysu jest ważna rola inwestycji publicznych. Zaangażowanie środków publicznych jest sensowne (...) Miarą efektywności wydatkowania środków publicznych jest to, czy dopływają tam środki prywatne. Tymczasem mamy trzy negatywne trendy. To nacjonalizacja, monopolizacja i niszczenie mechanizmów gospodarki rynkowej przez instytucje publiczne - mówił Leszek Pawłowicz, dyrektor Gdańskiej Akademii Bankowej.

W związku z tymi procesami rośnie ryzyko, że w okresie wychodzenia z kryzysu zewnętrzne finansowanie będzie w nieproporcjonalnie dużym stopniu napływać do firm nieefektywnych, do zombie, a firmy efektywne, mające szanse rozwoju, wzrostu zatrudnienia i inwestycji, będą miały do niego trudniejszy dostęp. A to może spowolnić wychodzenie gospodarki kryzysu. Jeśli w sektorze bankowym wybuchnie kryzys, recesja może być nawet dwa razu dłuższa - przestrzega Stefan Kawalec. A wtedy zamiast doganiać Zachód, zaczniemy tracić dystans.

Jacek Ramotowski

Rozlicz PIT online już teraz lub pobierz darmowy program

Dowiedz się więcej na temat: gospodarka | bankowość | inwestycje | kapitał

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »