Reklama

Polska gospodarka wytraca impet

Nastroje przedsiębiorców i konsumentów są ostrożniejsze niż kilka miesięcy temu. Choć odzwierciedlają tylko wrażenia i samopoczucie, a nie relacjonują rzeczywistej sytuacji ekonomicznej, są zapowiedzią tego co może się wydarzyć w gospodarce. Zachowawczość wynika głównie z dwóch zjawisk, które są już teraz są dokuczliwe: kłopotów z dostawami i rosnących szybko cen.

- Przedsiębiorcy mają poczucie - i słusznie - że dobra passa kiedyś musi gasnąć - uważa Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. Przypomina, że trwała znacznie dłużej niż przewidywano to w zeszłym roku, po pierwszej fali pandemii.  Teraz fala podwyższonych zamówień powoli wyczerpuje się. Przyznali to przedsiębiorcy zapytani przez GUS w badaniu koniunktury.

- Gospodarka wytraca impet - uważa prof. Maria Drozdowicz z SGH, która co miesiąc przedstawia Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK). - Przedsiębiorcy mają coraz wyższe koszty: równocześnie rosną ceny podzespołów, energii, wzrost płacy minimalnej wymusza podwyżki dla pracowników, rosną podatki i opłaty - wymienia ekonomistka. I dodaje: - Zerwane łańcuchy dostaw są problemem nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Wielkie korporacje uzależniły się od dostaw z Chin, jeśli jest w nich przerwa to wszyscy to odczuwają. Jeśli w Chinach jest tąpnięcie, to odczuwają to wszyscy.

Reklama

- Gospodarka będzie się rozwijała wolniej, ale to wciąż będzie 4 - 5 proc. PKB, tylko z wyższą inflacją - konkluduje ekonomista Janusz Jankowiak. Obawia się, że kłopoty z brakiem dostaw niektórych podzespołów czy części, mogą trwać nie tylko w przyszłym roku, ale także za dwa lata. - Ceny, które charakteryzują się pewną "lepkością" nie wrócą już do niższych wartości. Pytanie jak szybko będą rosły ceny produktów i usług i co się stanie z inflacją?

Piotr Bartkiewicz, ekonomista Banku Pekao zwraca uwagę na zróżnicowaną sytuację w branżach. - Przemysł okazał się odporny na to co dzieje się w otoczeniu. Produkcja przemysłowa jest wyższa o 8,8 proc. pomimo, że problemy w branży motoryzacyjnej są poważne. Spadek produkcji w tej branży o ponad 17 proc. na pewno musiał zaważyć na ogólnym wskaźniku przemysłu - relacjonuje ekonomista. - Braki komponentów spowodowały, że w budownictwie ceny rosną w dwucyfrowym tempie - dodaje.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

- Obawiam się, że kłopoty tej branży mogą się przełożyć na inwestycje w przemyśle - uważa z kolei Marcin Klucznik, ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Przypomina, że z danych za pół roku wynika, że rentowności średnich i dużych firm były na wysokich - rekordowych poziomach. Jego zdaniem produkcja zmniejszyła się tylko w pewnych działach, a nie we wszystkich. Przykładem jest właśnie przemysł motoryzacyjny. Przyznaje jednak, że mamy huśtawkę nastrojów.

Zwraca na nią uwagę także Małgorzata Krzysztoszek, ekonomistka z UW: - Z danych: produkcji, sprzedaży detalicznej, zatrudnienia, bezrobocia nie wyłania się trend osłabienia. Co więcej z odpowiedzi przedsiębiorców wynika, że rośnie liczba tych, którzy zastanawiają się nad inwestycjami, a spada tych, którzy przypuszczają, że w tym roku będą niższe niż w zeszłym.

- Być może firmy, które mają kłopot z terminowymi dostawami, zastanawiają się czy same nie mogłyby produkować elementów, czy produktów, których im brakuje, a może ze względu na problemy kadrowe przeprowadzają zmiany technologiczne? - zastanawia się ekonomistka.

Według niej trudno jednak przewidzieć co się będzie działo w najbliższych miesiącach. Najpoważniejszą niewiadomą jest to, jak inflacja wpłynie na całą gospodarkę, w tym na zachowania konsumentów. Ekonomistka uważa, że jeśli nie ograniczą konsumpcji, to inflacja pod koniec roku może wynieść nawet ok. 7 proc. Nie wiadomo na ile już obecnie wzrost cen jest zauważalny przez gospodarstwa domowe i czy zaczną one zmniejszać wydatki, czy też zapowiedzi dotyczące zmian podatkowych (głównie wprowadzenia wyższej kwoty wolnej od podatku) uspokoją je na tyle, że uznają one, iż co prawda ceny rosną, ale przecież od stycznia będą miały więcej pieniędzy. Nie muszą wiec oszczędzać.

- Każda symulacja fiskalna jest proinflacyjna - przypomina Piotr Bartkiewicz. Jego zdaniem sytuacja firm jest lepsza niż konsumentów. - Co prawda inflacja ma znaczenie dla nastroju konsumentów, ale nie ciąży jeszcze wydatkom. Pomimo przeciętnego wysokiego wzrostu wynagrodzeń wiele osób dostaje podwyżki raz w roku, podobnie jest z waloryzacją rent i emerytur, dlatego już obecnie część pracowników wyraźnie widzi, jak osłabiła się wartość realna ich wynagrodzeń - podkreśla ekonomista.

Aleksandra Fandrejewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »