Reklama

Prezes NBP o deflacji, kredytach walutowych i złotym

NBP powinien trzymać się obecnego poziomu celu inflacyjnego- ocenia prezes NBP Marek Belka. Belka pytany w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" wskazał, że "na razie nie ma powodów, aby panikować" z powodu utrzymującej się deflacji w Polsce.

Reklama

Belka pytany w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" o możliwość obniżenia celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. z symetrycznym przedziałem odchyleń +/- 1 pkt proc. - PAP) odpowiedział: "Prawie wszystkie kraje na świecie mają ten problem co my i nikt nie mówi o tym, żeby obniżać cele inflacyjne".

Zaznaczył, że cele inflacyjne banków centralnych nie mają "sztywnego uzasadnienia naukowego" i opierają się na pewnej intuicji, ale właśnie dlatego ich zmiany byłyby "trudne do wyjaśnienia".

"Lepiej trzymać się obecnego celu, ale z zastrzeżeniem, że jesteśmy elastyczni, że możemy tolerować przez wiele kwartałów - a może nawet lat - odchylenie od niego rzeczywistej inflacji. Sam fakt, że deklarujemy przywiązanie do celu, sprawia jednak, że ludzie pamiętają o nim i go uwzględniają w budowaniu swoich oczekiwań" - zapowiedział.

Belka wskazał, że "na razie nie ma powodów, aby panikować" z powodu utrzymującej się deflacji w Polsce. Zastrzegł, iż należy jednak pamiętać, że o ile ceny konsumentów spadają od połowy ubiegłego roku, o tyle ceny producentów maleją już od 2,5 roku.

DEFLACJA

Obawiam się, że jeśli okres deflacji się przedłuży, to w końcu przedsiębiorstwa przestaną podnosić płace. A jak przestaną podnosić płace, to wpadniemy w prawdziwą deflację. I to już nie będzie zabawne - powiedział Belka.

Prezes NBP wskazał, że niskie stopy procentowe na świecie "to jest sprawa nawet na całe pokolenie" i że jest to "paradoksalnie niestety zła wiadomość".

- Niskie stopy procentowe oznaczają, że będziemy żyć w świecie niskiego wzrostu gospodarczego. Problemem wielu zachodnich gospodarek, jak się wydaje, jest połączenie narastających nierówności dochodowych z demokracją. Ten miks prowadzi bowiem do nadmiernego zadłużenia społeczeństw - zapowiedział.

Zaznaczył, że w pewnym momencie warstwy społeczne, których realne płace tkwią w miejscu albo nawet spadają, zaczynają się zadłużać, bo to na jakiś czas pozwala im podtrzymać status materialny. Dodał, że w pewnym momencie jednak optymizm mija, ludzie orientują się, że mają za dużo długów i trzeba je zacząć spłacać.

- To jest recepta na tzw. recesję bilansową. I Zachód generalnie jest w takiej fazie, dlatego może mieć przed sobą długi okres stagnacji gospodarczej albo bardzo słabego wzrostu i w efekcie niskich stóp procentowych - powiedział.

KREDYTY WALUTOWE

NBP nie przejmie od banków ryzyka walutowego związanego z kredytami frankowymi - poinformował w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Marek Belka, prezes NBP.

- Na całym świecie banki za bardzo przywykły do tego, że im się dopłaca do rozwiązywania ich problemów. W tym wypadku nie powinny na to liczyć. Jeśli jakakolwiek pomoc publiczna wchodzi w grę, to najwyżej zwolnienie banków z ciężarów podatkowych, które mogłyby wynikać z umorzenia części kredytów - powiedział Belka.

Dodał, że "w żadnym razie" sektor publiczny, w tym Bankowy Fundusz Gwarancyjny, nie powinien brać na siebie części kosztów takiej operacji.

- Tak samo naiwnością jest oczekiwać, że NBP przejmie od banków ryzyko walutowe związane z kredytami frankowymi - powiedział.

Zdaniem prezesa NBP bankom zabrakło rozsądku, gdy udzielały kredytów przy niskim kursie franka. Według niego banki muszą mieć świadomość, że wysokie wskaźniki LTV dla kredytów frankowych stanowią dla nadzoru przesłankę, by żądać od banków większych zabezpieczeń tych kredytów.

Belka pytany o propozycję KNF, według której kredyty frankowe mogłyby zostać przewalutowane po kursie z dnia ich zaciągnięcia, a różnica między początkową wartością kredytu a obecną byłaby w połowie umarzana przez banki, a w połowie uzupełniana przez kredytobiorców odpowiedział:

- Uważam, że ta propozycja byłaby zabójcza dla banków. A w każdym razie trudna dla nich do zaakceptowania. Natomiast dla nas oznaczałaby pozbycie się prawie połowy rezerw dewizowych.

ZŁOTY

Deklaracji RPP o zamknięciu cyklu łagodzenia polityki pieniężnej towarzyszyła obniżka stóp procentowych, która przybliżyła je do stóp obowiązujących w strefie euro, co zmniejsza presję aprecjacyjną na złotego - ocenia prezes NBP Marek Belka.

- (...) przewidywania kursów walutowych nie mają większego sensu. Jednak teraz sytuacja wydaje się raczej oczywista: gospodarka amerykańska dość żwawo się rozwija, wszyscy się spodziewają, że tamtejszy bank centralny zacznie wkrótce podwyższać stopy procentowe - powiedział Belka w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

"Tymczasem Europejski Bank Centralny (EBC) politykę pieniężną rozluźnia. To musi prowadzić do wzmocnienia dolara względem euro. Dlatego też dolar się umacnia w stosunku do złotego, a złoty - mam nadzieję - będzie +płynął+ z euro tak jak dotychczas" - dodał.Prezes NBP wskazał, że w przypadku dalszego wzrostu kursu dolara polski handel z krajami rozliczającymi się w dolarach będzie się odbywał na korzystniejszych warunkach. Dodał, że wprawdzie ropa naftowa będzie droższa, ale za to polski eksport do krajów Azji, Bliskiego Wschodu, który dość szybko się rozwija, będzie bardziej konkurencyjny.

Belka pytany czy ostatnia deklaracja RPP o zakończeniu cyklu luzowania polityki pieniężnej nie niesie ryzyka, że złoty się umocni i czy nie jest to "zaproszenie dla spekulantów" odpowiedział: "Raczej odwrotnie, gdyż to oczekiwania na obniżki przyciągają krótkoterminowych inwestorów. Poza tym tej deklaracji towarzyszyła obniżka stóp procentowych w Polsce, która przybliżyła je do stóp obowiązujących w strefie euro. A to zmniejsza presję aprecjacyjną na złotego".

Zaznaczył, że wprawdzie bezpośrednio po tej deklaracji złoty rzeczywiście się umocnił, ale "nie istotnie i nie w sposób trwały".

"Nie lekceważę tego, że EBC dopiero rozpoczął skup obligacji i będzie go kontynuował przez jakiś czas. Ale rynki finansowe internalizują takie wydarzenia natychmiast. A na razie nie widzieliśmy, żeby złoty się gwałtownie umocnił" - powiedział.

Prezes NBP wskazał na "tylko jeden epizod" silnej aprecjacji waluty w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

- W ciągu ostatnich kilkunastu lat już kilka razy było tak, że złoty miał się gwałtownie umacniać, ale ostatecznie mieliśmy w tym czasie tylko jeden epizod silnej aprecjacji waluty - powiedział.

- To było wtedy, gdy dopuściliśmy do rozwoju kredytów frankowych i przez to straciliśmy kontrolę nad międzybankowymi przepływami kapitału. Poza tym epizodem nie doświadczaliśmy właściwie gwałtownego osłabienia lub wzmocnienia złotego w stosunku do euro - dodał.

Dowiedz się więcej na temat: bank | stopy procentowe | w polsce | prezes NBP | kredyty walutowe | NBP | deflacja | CHF | Marek | inflacja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »