Reklama

PZU GO: Bo liczy się każda sekunda

PZU GO działa i ratuje życie. Niewielkie urządzenie, które kierowcy naklejają na przedniej szybie samochodu komunikuje się z aplikacją w telefonie w celu wykrycia niebezpiecznych sytuacji. Rozwiązanie sprawdziło się na drodze, pomagając m.in. nieprzytomnym ofiarom wypadków drogowych.

Dane o wypadkach na polskich drogach, które co roku udostępnia Policja, nie napawają optymizmem. W 2019 r. było ich ponad 30 tys. Śmierć poniosło 2 909 osób. Rannych zostało ponad 35 tys., w tym ciężko 10,6 tys.

Uwaga: Wypadek!

Reklama

Na polskich drogach średnio co kwadrans dochodzi do wypadku. Co trzy godziny ktoś w nim ginie. Dane dostarczone przez Policję dają do myślenia: w co piątym wypadku na terenie niezabudowanym zginął człowiek, podczas gdy na obszarze zabudowanym w co osiemnastym.

"Przyczynę takiego stanu rzeczy upatrywać można w tym, że na obszarach niezabudowanych kierujący rozwijają̨ większe prędkości, często w jednym samochodzie uczestniczącym w wypadku ginie więcej niż jedna osoba, a ponadto pomoc lekarska dociera znacznie później" - oceniają autorzy raportu "Wypadki drogowe w Polsce w 2019 r.".

I tu dochodzimy do kluczowej sprawy. Czym szybsza reakcja, tym większe szanse na uratowanie życia osób ciężko poszkodowanych w wypadkach drogowych. Po zatrzymaniu akcji serca mózg człowieka umiera w ciągu 3-5 minut. Bez pierwszej pomocy udzielonej przez innych uczestników ruchu taka osoba ma małe szanse na przeżycie. W większości przypadków czasu na ratunek jest jednak więcej. Ratownicy medyczni mówią o tzw. złotej godzinie, o 60 minutach, które mogą zapobiec śmierci. To czas na zgłoszenie wypadku, przyjazd medyków, na pierwszą pomoc i przetransportowanie poszkodowanych do szpitala.

Liczy się czas

Bez wiedzy o zdarzeniu - z racji braku świadków i braku możliwości wezwania ratowników - pomoc może przybyć zbyt późno. W podobnych sytuacjach rozwiązaniem mogą być nowe technologie, które nie tylko zaalarmują odpowiednie służby o wypadku, ale również wyślą dokładną lokalizację pojazdu, niezbędną do szybkiego odnalezienia miejsca zdarzenia.

- Automatyczne powiadamianie o wypadku może skrócić czas reakcji nawet o 40 proc., gdy do zdarzenia dojdzie w terenie zabudowanym i o 50 proc., gdy do zdarzenia dojdzie na obszarze wiejskim - ocenił Paweł Lewandowski, Dyrektor ds. Analiz i Wsparcia Narzędziowego z PZU.

Tego typu rozwiązania, automatyzujące przekazywanie informacji o wypadku do odpowiednich służb ratunkowych są dostępne po 04.2018 w nowo homologowanych samochodach (eCall). Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) wynika jednak, że średni wiek samochodu na polskich drogach wynosił w 2018 r. około 14 lat. Zazwyczaj trudno szukać w nich podobnych technologii.

Dlatego to właśnie głównie dla właścicieli starszych i tych nieposiadających nowoczesnych rozwiązań aut PZU - największy polski ubezpieczyciel - przygotował innowacyjne rozwiązanie, które może uratować życie - PZU GO.

Jak działa PZU GO?

PZU GO to niewielkie urządzenie, które kierowca nakleja na przednią szybę. Po sparowaniu z telefonem jest ono gotowe do działania. Nie trzeba nic więcej robić. Po aktywacji będzie ono stale pozostawać w trybie czuwania, by w sytuacji wypadku zaalarmować Centrum Alarmowe PZU i przekazać informację o lokalizacji. PZU GO automatycznie łączy się z aplikacją w telefonie przed jazdą. Wystarczy mieć włączone bluetooth i lokalizację w smartfonie. A gdy dojdzie do wypadku?

Wszystko rozgrywa się bardzo szybko. Informacja o wykryciu wypadku (pomiar przeciążeń) trafia do PZU w sekundę po samym zdarzeniu. Konsultant PZU natychmiast dzwoni do klienta, by sprawdzić, czy potrzebna jest pomoc, a gdy ten nie odbiera i nie reaguje na wysyłane SMS-y, wzywa służby ratunkowe.

Od prezentacji rozwiązania w 2018 r. ubezpieczyciel ciągle testował urządzenie, analizował dane, to jak rozwiązanie zachowuje się w różnych drogowych sytuacjach. Kilka tysięcy kierowców na co dzień jeździło z niewielką "naklejką" na przedniej szybie i pokonało już łącznie ponad dwa i pół miliona kilometrów. PZU zapewnia, że technologia działa. I można jej zaufać.

Działa nie tylko na papierze. Urządzenie bowiem sprawdziło się już w praktyce, wzywając pomoc do nieprzytomnych ofiar wypadków drogowych.

Jest też przycisk SOS

PZU GO będzie pomocne także w sytuacji, gdy to nie my jesteśmy uczestnikami wypadku, a świadkami zdarzenia na drodze. Wtedy również można nacisnąć w aplikacji przycisk SOS, a dane lokalizacyjne zostaną przesłane do Centrum Alarmowego PZU. Po krótkiej rozmowie z dyspozytorem pomoc medyczna zostanie wysłana na miejsce wypadku. Przycisk SOS przyda się, gdy samochód ulegnie awarii, gdy kierowca zasłabnie, źle się poczuje i nie będzie w stanie kontynuować jazdy.  

Trzeba też pamiętać, że aplikacja w telefonie zbiera informacje o stylu i sposobie jazdy. Kierowca może sprawdzić m.in. prędkość i płynność przejazdu, dystans i czas, jaki zajęło jego pokonanie. To czy zbyt często przyśpiesza i hamuje. Czy jedzie spokojnie, czy może zbyt agresywnie.

Aplikacja wystawi też ocenę - jakim kierowcą w oparciu o te dane jesteśmy. To sposób na wyciągnięcie wniosków i zmianę sposobu prowadzenia pojazdu, by zwiększyć bezpieczeństwo swoje i innych, a także podnieść ekonomię podróży.  Dane zbierane w aplikacji widzi tylko właściciel telefonu przez okres 30 dni. Dane te, nie są przesyłane do PZU. Ubezpieczyciel gwarantuje, że nie wykorzystuje tych danych do wyliczenia składki w kolejnym roku. Informacja o lokalizacji kierowcy jest przesyłana do PZU tylko w momencie wykrycia przez PZU GO wypadku.

Poczucie bezpieczeństwa

PZU GO jest dostępne jako wariant ubezpieczenia dla każdego (w promocyjnej cenie 49 zł), kto zdecyduje się na polisę PZU Pomoc w Drodze. Niezależnie, czy jeździ rok, czy 30 lat - jest to sposób na zapewnienie sobie dodatkowego bezpieczeństwa.

Dla młodych osób, które niedawno uzyskały prawo jazdy, ważna może być już sama świadomość, że w razie wypadku nie zostaną bez pomocy. Dla kierowców, którzy pokonują rocznie dziesiątki tysięcy kilometrów będzie to dodatkowe zabezpieczenie. Konsultant PZU natychmiast zadzwoni i udzieli wskazówek, jak należy się zachować w związku z zaistniałym wypadkiem czy kolizją drogową, a także zorganizuje niezbędną pomoc i zajmie się odholowaniem pojazdu do wskazanego przez ubezpieczonego warsztatu.

Niewielkie urządzenie na przedniej szybie oczywiście nie zastąpi doświadczenia, rozwagi i odpowiedzialności kierowcy, ale w sytuacji, gdyby doszło do wypadku - może uratować życie właśnie dzięki temu, że wyśle praktycznie natychmiast sygnał do dyspozytora.

Jeśli wezwanie pomocy będzie konieczne, PZU GO zrobi to automatycznie.

ATR

- Gdy dojdzie do wypadku, PZU GO automatycznie wyśle sygnał do Centrum Alarmowego PZU, skąd w razie konieczności - zostaną zaalarmowane służby ratunkowe - mówi w rozmowie z Interią Paweł Lewandowski, Dyrektor ds. Analiz i Wsparcia Narzędziowego w PZU.

PZU GO trafiło do sprzedaży w całej Polsce. Zainteresowanie będzie duże?

- Praktycznie przez dwa lata testowaliśmy to rozwiązanie. Rozpoczęliśmy dystrybucję produktu w zeszłym roku w kwietniu, ale na małą skalę, wykorzystując do tego niewielką grupę agentów, ok. 250 osób. W tym roku zdecydowaliśmy się na uruchomienie masowej sprzedaży. Patrząc na  30 proc. udział PZU w rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, szacujemy, że dziesiątki tysięcy sztuk urządzenia trafią do kierowców. Od czerwca sprzedajemy PZU GO w całym kraju w ponad 2 tys. naszych placówkach. Pod koniec lipca rozpoczęliśmy sprzedaż również przez wybrane multiagencje i salony dilerskie.

- Rozwiązanie jest niezwykle innowacyjne i może ochronić ludzkie życie. To jest realizacja strategii, w której chcemy wykorzystywać innowacyjne technologie, aby poprawić bezpieczeństwo kierowców. To nie jest standardowy produkt ubezpieczeniowy. Dajemy klientom coś więcej - gwarancję, że zaopiekujemy się nimi natychmiast w momencie wykrycia wypadku lub gdy potrzebują pomocy bezpośrednio po nim. Dodatkowo staramy się wpłynąć na kierowców, kształtując w nich bezpieczne nawyki prowadzenia pojazdów po to, by do wypadków dochodziło jak najrzadziej.

Działanie PZU GO jest zbliżone do europejskiego systemu eCall.

- Podobieństwa są oczywiste, ale jednak mówimy o dwóch różnych rozwiązaniach. PZU GO podobnie jak eCall działa od 2018 r. Przy czym to drugie rozwiązanie jest montowane w nowo homologowanych pojazdach.

- My nie ingerujemy w elektronikę samochodu, w systemy bezpieczeństwa. Niewielkie urządzenie, montowane na szybie zbiera informacje o przeciążeniach, a zaawansowane algorytmy oceniają sytuację, by w razie zdarzenia wysłać automatycznie sygnał do Centrum Alarmowego PZU. Wykorzystujemy telefon i aplikację, żeby przetworzyć informacje zbierane przez czujniki. Dla wygody klientów zdecydowaliśmy się na proste, ale niezwykle skuteczne rozwiązanie, czujnik połączony z telefonem. Z rozwiązania może korzystać praktycznie każdy klient, który posiada smartfon.

Dochodzi do wypadku. Co robi PZU GO?

- Po wypadku, w bardzo krótkim czasie, PZU GO wysyła informację do Centrum Alarmowego PZU o zdarzeniu. Wówczas dzwonimy do klienta. Kolejne kroki uzależnione są od potrzeby: czy klient odbiera telefon, czy reaguje na kontakt ze strony konsultanta PZU. Jeśli nie - wzywane są służby ratunkowe na miejsce wypadku.

Były sytuacje, w których urządzenie musiało wysłać sygnał alarmowy? 

- Mieliśmy już kilkanaście zdarzeń . W zeszłym roku doszło do poważnego wypadku, w którym dwie osoby zostały ciężko ranne. Konsultant PZU jako pierwszy powiadomił Centrum Powiadamiania Ratunkowego 112, mimo że wypadek miał miejsce w mieście i było wielu świadków zdarzenia. Dlatego zdecydowaliśmy się wdrożyć PZU GO, gdyż nie zawsze wezwanie pomocy przez poszkodowanych jest możliwe.

- Wiemy, że wypadków na drogach jest sporo i nie każdy kierowca będzie korzystał z PZU GO, jednak tym, którzy zakupią PZU GO, gwarantujemy, że PZU przyjdzie z pomocą, jeżeli klient będzie tego potrzebował. Każde uratowane życie jest ogromną wartością.

- Aplikacja jest dodatkowo wyposażona w "panic button", przycisk SOS. W sytuacji, gdy klient poczuje się źle lub jego auto ulegnie awarii na drodze, sam może skorzystać z tej funkcji. Naciska przycisk SOS w aplikacji, by wezwać pomoc.

Automatyczne powiadamianie o wypadku może skrócić czas reakcji nawet o 40 proc., gdy do zdarzenia dojdzie w terenie zabudowanym i o 50 proc., gdy do zdarzenia dojdzie na obszarze wiejskim - to dane PZU?

- Bazujemy na opracowaniach zewnętrznych. Mogłoby się wydawać, że gdy dochodzi do wypadku w mieście, to ktoś zadzwoni szybko po pomoc. Bywa, że jest odwrotnie. Bo chociaż świadków jest wielu, to nikt nie wzywa służb medycznych, ponieważ wszyscy zakładają, że ktoś inny to zrobił. PZU GO sygnał alarmowy przekazuje automatycznie. A dyspozytor wzywa pomoc, dzwoniąc pod 112. Wpisujemy się dzięki PZU GO w trend światowy: nie czekamy na kogoś, kto mógłby zadzwonić po pomoc, ale automatyzujemy ten proces. To się sprawdza zwłaszcza na terenie niezabudowanym - tam, gdzie ruch jest mniejszy, podczas nocnej jazdy. Były przypadki, że osoby po wypadku czekały godzinami na pomoc.

A gdy urządzenie straci zasięg, to czy wciąż wyśle sygnał alarmowy?

- To zależy od tego, na jak długo telefon znajdzie się poza siecią. Urządzenie zbiera informacje i wysyła do naszych serwerów. Warto jednak pamiętać, że obecnie sieć GSM jest w Polsce na tyle rozwinięta, że obejmuje swoim zasięgiem zdecydowaną większość Polski.

A gdy telefon się rozładuje, to urządzenie zadziała?

- Informujemy naszych klientów, że do prawidłowego działania muszą być spełnione konieczne warunki: właściwie sparowany beacon (naklejka na szybę) z telefonem, dostęp do sieci, włączony bluetooth. W materiałach informacyjnych i w procesie sprzedaży kładziemy na to duży nacisk, żeby świadomość u klientów była wysoka, że telefon jest nieodłączną częścią systemu. Ponadto, z naszych doświadczeń wynika, że znaczna część klientów ładuje telefon podczas jazdy.

Czy urządzenie w przyszłości mogłoby funkcjonować samodzielnie, tj. bez telefonu?

- Mimo że PZU GO jest już dostępne na szeroką skalę i udowadnia swoją użyteczność, nie spoczywamy na laurach. Chcemy je rozwijać, bazując na światowych trendach i nowinkach technologicznych, które się pojawiają. Mam nadzieję, że niebawem w PZU GO będą dodatkowe funkcje, które jeszcze bardziej wspomogą bezpieczeństwo użytkowników.

Aplikacja zbiera dane o tym jak kierowca zachowuje się na drodze. Czy PZU ma dostęp do tych informacji?

- Jeśli użytkownik wyrazi na to zgodę, to tak. Ale - od razu podkreślę - że żadnych skutków: ani cenowych, ani wpływających na ewentualną wysokość odszkodowania, to nie wywołuje, bowiem PZU aktualnie nie oferuje ubezpieczenia opartego o ocenę stylu jazdy.

- Chcieliśmy dać kierowcy możliwość, by mógł zobaczyć, jak na co dzień jeździ. Jak zachowuje się na drodze. Dane są dla klienta. Może on obejrzeć trasy z ostatnich 30 dni, przejrzeć swoje statystyki, głównie aktywności, tj.: hamowanie, przeciążenia, pokonywanie zakrętów. W PZU GO jedynym naszym celem była dbałość o bezpieczeństwo.

Jeśli jednak klient nie zgodzi się na przekazywanie danych, to urządzenie wciąż będzie w pełni funkcjonalne?

- Urządzenie jest w pełni sprawne, nawet jeśli nie wyrazimy zgody na przesyłanie danych o tym, jak jeździmy.

Materiał przygotowany we współpracy z Grupą PZU

Dowiedz się więcej na temat: PZU SA | Grupa PZU

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »