Reklama

Rafał Woś: Inflacja, histeria i ideologia

Ostatnie miesiące dają nam niezłą szkołę ekonomii. Miejmy nadzieję, że w tej szkole nauczymy się zauważać jak bardzo ideologia i panikarstwo spaczają nam postrzeganie rzeczywistości.

Dobrze to widać na przykładzie inflacji. Przez lata neoliberalnego prania mózgów kazano nam wierzyć, że inflacja to - jak pisał Milton Friedman - zawsze i wszędzie zjawisko monetarne. Czyli - mówiąc w skrócie - polega na tym, że w systemie jest za dużo pieniędzy. A co to znaczy, że w systemie jest za dużo pieniędzy? Jak się ten pieniądz do tego systemu dostał? To proste, nadmiarowy pieniądz do gospodarki dostaje się albo przez zbyt tani kredyt (niskie stopy procentowe), albo przez nadmierny wzrost płac. 

Jedno i drugie jest - zdaniem liberałów - czymś złym. Bo prowadzi do inflacji właśnie. Tego typu argumentację znamy również z naszego polskiego podwórka. W ostatnich latach przybrała ona postać ostrej krytyki pisowskiego podnoszenia najsłabszych. Przez programy takie jak 500+ albo wzrost płacy minimalnej. Te rozwiązania - nazywane zbiorczo "pisowskim rozdawnictwem" - doprowadziły nas w roku 2022 do najwyższej od lat inflacji. I jeśli nie położymy im tamy, to inflacja będzie rosnąć. Tak każą nam wierzyć liberałowie.

Reklama

Ciekawe, ze środowiska celujące w takiej argumentacji - na przykład FOR Balcerowicza i inne lobby pracodawców - zazwyczaj nie kładą się Rejtanem i nie krzyczą "non possumus" gdy władza sięga po jeszcze jeden mechanizm promowania nadmiernej płynności w system. To znaczy, gdy obniża podatki. 

A przecież skutek takich rozwiązań będzie dokładnie taki sam jak w przypadku wzrostu płac czy taniego kredytu. Tym skutkiem będzie więcej pieniędzy w systemie. To znaczy większy popyt, to znaczy większa inflacja. Dla liberałów płace i kredyt są jednak złe, ale niskie podatki już dobre. Jest w tym logika? Nie? Jest ideologia? Owszem.  

Spójrzmy jednak także na środowiska otwarcie deklarujace swój dystans do liberalnej ortodoksji. To - mówiąc w uproszczeniu - ci wszyscy, co przez lata narzekali, że Polska nie rozwija się równomiernie i zdrowo. Że obok wysepek sukcesu mamy morza i oceany stagnacji. Oni twierdzili, że Polacy muszą lepiej zarabiać i więcej konsumować. A polski dobrobyt winien być podzielony bardziej demokratycznie. Po roku 2015 te środowiska dostały to, o czym tak marzyły. To znaczy wyższe płace i tańszy kredyt. A z nimi - jako efekt uboczny - podwyższoną inflację. Powinni być zadowoleni. Również dlatego, że w Polsce wzrost płac cały czas wyprzedza wzrost inflacji. 

Nie jest więc prawdą, że ludzie na inflacji tracą. Na dodatek jest to sytuacji na tle Europy dosyć unikalna. Bo tak od lat wzrosty płacy realnej są bliskie zeru albo na minusie. Zwolennicy silnego pracownika i konsumenta się jednak nie cieszą. Odwrotnie. Panikują z powodu inflacji nierzadko bardziej od liberałów. Chcieliby jakiegoś magicznie bezinflacyjnego wzrostu płac. A może boli ich to, że przeróżne równościowe rozwiązania wprowadza nielubiany przez nich PiS? Tak czy owak znów ideologia, a nie logika i ekonomia. 

Jedni i drudzy ignorują niestety podstawowe fakty. Fakty te można sprowadzić do następującego wywodu: Inflacja to - mówiąc z grubsza - skutek przewagi popytu nad podażą. Ta przewaga może mieć jednak różne przyczyny. Prócz opisanych wyżej przyczyn monetarnych jest jeszcze jedna - ważniejsza - grupa powodów. Te powody to systemowe braki w podaży kluczowych towarów. Takich jak surowce - żywność, nawozy, minerały czy paliwa. To właśnie braki tych towarów (spowodowane najpierw pandemią a teraz wojną) są dziś mechanizmem napędzającym nasza inflację. Nie tylko naszą - bo przecież rekordowe wzrosty cen mamy i w USA i na zachodzie Europy. 

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc!

Problem w tym, że aby to zobaczyć trzeba oderwać się od ideologii. Trzeba przestać używać inflacji jako pałki na tego czy owego polityka, którego nie lubimy. Trzeba też wiedzieć, że inflacja nie jest jakąś egipską plagą spadająca na Bogu ducha winne gospodarki. Inflacja jest normalnym zjawiskiem gospodarczym. Trochę dobrym a trochę złym. Jego obiektywna ocena winna jednak zależeć od kontekstu. Od wzrostu płac, reakcji władz czy prawdziwych przyczyn. Dopiero wtedy można coś z niej zrozumieć. Inaczej będzie tylko histeria i ideologia.

Rafał Woś

Autor felietonu prezentuje własne poglądy.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »