Reklama

Rzecznik MŚP proponuje powrót do składki zdrowotnej liczonej od przeciętnej płacy w gospodarce

Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, proponuje, aby przedsiębiorcy płacący podatek liniowy oraz podatek zryczałtowany płacili składkę zdrowotną uzależnioną od średniej płacy krajowej. Zgodnie z propozycją rzecznika, maksymalna składka zdrowotna wynosiłaby 1176 zł miesięcznie.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

- Przedsiębiorcy wyciągają rękę do rządu, bo chcą współfinansować służbę zdrowia w większym stopniu niż obecnie  powiedział PAP Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Proponuje on, aby przedsiębiorcy rozliczający się z użyciem podatku liniowego płacili składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. W przypadku roku 2022 byłaby to kwota 533 zł.

Reklama

- Teraz mamy 381 zł, a więc przedsiębiorcy zgadzają się na podwyżkę składki zdrowotnej o prawie 50 proc. Chcemy, aby został obecny system, a więc żeby składka była ryczałtowa, a nie żeby była liczona od dochodu, jak chce rząd - powiedział Abramowicz.

Obecnie składka zdrowotna również uzależniona jest od średniej płacy w gospodarce - wynosi 9 proc., ale od 75 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Dodatkowo składkę zdrowotną można częściowo odliczyć od podatku. Rząd zaś chce, aby podatnicy rozliczający się podatkiem linowym płacili 4,9 proc. od dochodu, a dodatkowo chce zlikwidować możliwość odliczenia składki od dochodu.

Propozycje Rzecznika MŚP obejmują także przedsiębiorców płacących podatek zryczałtowany, liczony od przychodów ewidencjonowanych. Oni także płaciliby składkę w wysokości 9 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce, czyli 533 zł.

- Przychód nie jest równoznaczny z dochodem, można mieć przychód do 60 tys. zł i z tego dochód 50 tys. zł a można przy przychodzie 350 tys. zł rocznie mieć dochód 25 tys. zł. Dlatego różnicowanie wysokości składki od przychodu nie ma sensu a ponadto będzie zachęcało do ukrywania przychodów w przypadku dochodzenia do danego przedziału składkowego - powiedział Adam Abramowicz.

Rząd proponuje wprowadzenie progresji w przypadku ryczałtowców - osoby, które uzyskują przychody do 60 tys. zł, płaciłyby 9 proc. od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia, a więc ok. 300 zł miesięcznie, przedsiębiorcy z przychodami do 300 tys. zł płaciliby 9 proc. od 100 proc. przeciętnego wynagrodzenia, czyli 533 zł miesięcznie, a ci, których przychody wynoszą ponad 300 tys. zł płaciliby składkę od 180 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Obecnie ryczałtowcy płacą składkę w wysokości 9 proc. od 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

W przypadku osób, które rozliczają się na zasadach ogólnych, można sobie odliczyć kwotę wolną, czego nie ma w podatku liniowym i ryczałtowym. Dlatego przy podatku na zasadach ogólnych proponujemy pozostawienie 9 proc. od dochodu. Ale chcemy, żeby był sufit, czyli żeby wysokość składki była limitowana tak jak to jest w przypadku składki na ubezpieczenie społeczne. Żeby nie zniechęcać ludzi do wysiłku i do dodatkowej pracy, żeby nie wypychać ludzi do innych państw. Chcemy, żeby system, który był sprawny i działał, pozostał - powiedział Adam Abramowicz.

Zgodnie z propozycją rzecznika, maksymalna składka zdrowotna wynosiłaby 1176 zł miesięcznie. Chodzi o to, aby osoby, które uzyskują dochody przekraczające 30-krotność płacy krajowej nie musiały płacić składki zdrowotnej od nadwyżki ponad tę 30-krotność. Taka zasada obecnie obowiązuje przy obliczaniu składki na ubezpieczenie społeczne.

"Ten limit obowiązywałby zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników" - dodał Adam Abramowicz.

Nie są znane wyliczenia kosztów, jakie wprowadzenie rozwiązań proponowanych przez Rzecznika MŚP oznaczałyby dla budżetu.

"Nie wiem, jaka jest różnica między naszą propozycją a propozycją rządową. Trzeba jednak zadać pytanie, czy nie warto poszukać tej różnicy gdzie indziej, choćby w podatku od korporacji, albo czy nie lepiej dopuścić do powstania deficytu, który można sfinansować emisją obligacji, niż wprowadzać system, który spowoduje odejście od podatku liniowego. Podatku, który jest skuteczny i działa, z którego wpływy wzrosły z 18,3 mld zł w 2015 r. do 35,4 mld zł w 2020 r. Podatku, którego stawka jest akceptowalna i który zostawia przedsiębiorcom pieniądze na inwestycje, co ma duże znaczenie w sytuacji postcovidowej" - powiedział Adam Abramowicz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »