Wojskowa dyscyplina i hierarchia nie znoszą chaosu. Jednak właśnie niejednoznaczność procedur zwalniania z terytorialnej służby wojskowej doprowadziła do sytuacji, w której dowódcy, prawnicy, a nawet sądy próbują zinterpretować, co tak naprawdę oznacza "rozkaz dzienny". Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich napływają skargi od żołnierzy WOT, którzy kwestionują sposób swojego zwolnienia. W ich ocenie - odbywa się ono bez zachowania wymaganych form prawnych. W tle pojawiają się przepisy, interpretacje, i pytanie o fundamentalne zasady państwa prawa.
Rozkaz dzienny zamiast decyzji? Skargi żołnierzy trafiły do RPO
Żołnierze niezawodowi wskazują, że są zwalniani z Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) przed zakończeniem okresu służby na podstawie rozkazu dziennego, wydawanego - jak podkreślają - wyłącznie w celach ewidencyjnych. Ich zdaniem takie działanie nie spełnia standardów wymaganych dla decyzji personalnych.
W odpowiedzi na te wątpliwości Rzecznik Praw Obywatelskich skierował oficjalne wystąpienie do ministra obrony narodowej, wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Ustawa o obronie Ojczyzny rozróżnia żołnierzy zawodowych i niezawodowych, a także wskazuje, że w pewnych sytuacjach należy stosować inne przepisy dla różnych form służby. W tym kontekście RPO podniósł pytanie: czy rozkaz dzienny to rzeczywiście wystarczająca podstawa do zakończenia służby, czy powinien być to pełnoprawny rozkaz personalny?
RPO: Brak wiedzy żołnierzy może ograniczać ich prawa
Z punktu widzenia prawa administracyjnego sprawa nie jest zero-jedynkowa. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie już w kilku orzeczeniach uznał, że nawet jeśli dokument nie ma formalnego tytułu "decyzja", to i tak może nią być - o ile spełnia minimalne kryteria: wskazanie organu, adresata, rozstrzygnięcie i podpis.
Rozkazy dzienne - jak zauważa RPO - często te elementy zawierają. To oznacza, że formalnie mogą zostać uznane za decyzje administracyjne. Problem w tym, że sami żołnierze często nie są tego świadomi.
"Obawiam się jednak, że wiedza taka nie jest wśród żołnierzy terytorialnej służby wojskowej powszechna, co może uniemożliwiać im efektywne korzystanie z drogi odwoławczej" - alarmuje Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich.
MON: Czekamy na wyroki sądów, ale zmiany są możliwe
Ministerstwo Obrony Narodowej nie pozostało obojętne na wystąpienie RPO. W odpowiedzi resort zapowiedział możliwość zmian legislacyjnych, które mają "systemowo uporządkować sytuację prawną".
"Resort obrony narodowej zamierza zainicjować zmiany w ustawie o obronie Ojczyzny poprzez pozostawienie sposobu ukształtowania instytucji zwalniania z terytorialnej służby wojskowej w sposób ukonstytuowany na gruncie ww. art. 98u ust. 1 o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej" - poinformował MON.
Jednak zanim ruszy legislacyjna maszyna, oczy całego resortu zwrócone są w stronę sądów administracyjnych. Toczą się już konkretne sprawy, a do Naczelnego Sądu Administracyjnego wpłynęły kasacje. Ich rozstrzygnięcia będą miały bezpośredni wpływ na to, czy i jakie zmiany zostaną wprowadzone.
W tle stabilność systemu i przejrzystość struktur
Dla przedsiębiorców i instytucji współpracujących z WOT - czy to w ramach projektów logistycznych, szkoleniowych, czy infrastrukturalnych - sprawa ta może wydawać się wewnętrznym sporem formalnym. W rzeczywistości dotyka jednak fundamentalnej kwestii: jak państwo zarządza zasobem ludzkim w strukturach zbrojnych.
Niejasne przepisy i brak transparentnych ścieżek odwoławczych przekładają się na ryzyko utraty zaufania do instytucji. W sektorze obronnym, który coraz częściej współpracuje z biznesem, przejrzystość i przewidywalność procedur są równie ważne, jak same przepisy.
Na razie żołnierze WOT - mimo narastających wątpliwości - nadal mogą być zwalniani na podstawie rozkazów dziennych. Dopóki nie zapadnie wyrok NSA, sytuacja prawna pozostaje niejednoznaczna. Dla żołnierzy oznacza to niepewność. Dla resortu - konieczność obserwacji. Dla systemu to sygnał, że czas na precyzję.
Agata Siwek











