Reklama

Skandalista Phineas Taylor Barnum

Codziennie potrzebujemy zastrzyku rozrywki, choćby tylko w pozycji horyzontalnej naprzeciw telewizora lub komputera. Statystyki oglądalności dowodzą, że najbardziej popularne są groteskowe obrazy powodujące "dziki śmiech" i zdziwienie "opadniętej szczęki". P.T. Barnum był pierwszym, który to odkrył i zamienił w szczere złoto. Żyjąc w przekonaniu, że co minutę rodzi się frajer odniósł sukces oferując ludziom oglądanie dziwactw graniczących z głupotą.

Codzienność wymaga od nas na każdym kroku najwyższej atencji i racjonalizacji. Powaga, praca, zdrowie i dobrobyt to priorytety. Nie ma czasu na głupoty. Jednak dla wielu owa głupota, podawana w pigułkach rozrywki, bywa lekarstwem przed umieraniem z nudów. Raz na jakiś czas muszą się porządnie zdziwić się, przeżyć szok, zanurzyć w kiczu, a nawet przerazić, żeby poczuć, że szara rzeczywistość nie jest prawdą ostateczną.

Człowiekiem, który zaprzeczył wszelkiej szarości, był Phineas Taylor Barnum. Przez wielu uważany za ojca światowego przemysłu rozrywkowego, od podszewki poznał mechanizmy, które gwarantują sukces i fortunę w produkcji ubawu na masową skalę.

Reklama

Potencjał naiwności

Wszystko zaczęło się w XIX wieku, w burzliwych czasach "pączkujących" Stanów Zjednoczonych, kiedy rozpoczął się proces przekształcania kowbojów w przedsiębiorców.

Phineas Taylor Barnum urodził się w 1810 roku w małym miasteczku Bethel, w stanie Connecticut. Pochodził ze skromnej, protestanckiej rodziny. Jako najstarszy z pięciorga dzieci sklepikarza musiał od najmłodszych lat ciężko pracować, pomagając ojcu w prowadzeniu rodzinnego interesu. Gdy po raz pierwszy wykazał się inicjatywą, z pasją angażując się w sprzedaż losów na loterii fantowej, przekonał się - jak sam później wspominał - że człowiek jest z natury istotą naiwną, w czym dostrzegł ogromny potencjał ekonomiczny.

Kolejnym ważnym doświadczeniem Barnuma, które zaprocentowało w przyszłości, było założenie w wieku dziewiętnastu lat tygodnika "The Herald of Freedom", dzięki któremu zamierzał utrzeć nosa kalwinistom ze swojego rodzimego stanu.

Jego odważne wystąpienia w kolejnych wydaniach pisma spowodowały liczne procesy o zniesławienie. Był trzykrotnie więziony i ostatecznie zrezygnował z wydawania gazety. Poczuł, że powinien opuścić Connecticut.

Przełomem decydującym o jego przyszłej karierze showmana okazało się osobliwe spotkanie. Na amerykańskim Południu poznał starą, ślepą, niemal całkowicie sparaliżowaną Murzynkę, która mogła jedynie mówić. I mówiła, ale od rzeczy.

Joice Heth twierdziła, że jest 161-letnią byłą guwernantką George'a Washingtona. Zaintrygowany niesamowitą historią Barnum odkupił staruszkę od plantatora za tysiąc dolarów i ruszył z nią w tournée po kraju.

Kiedy po niecałych dwóch latach Murzynka zmarła, Barnum zorganizował publiczną sekcję zwłok, która miała udowodnić jej imponujący wiek. Okazało się jednak, że miała ok. 80 lat. Pomimo zdemaskowania, Barnum zdążył już na całej sprawie nieźle zarobić, a co najważniejsze - zdobyć rozgłos.

Muzeum osobliwości

W następnych latach kontynuował podróże po Stanach, rozszerzając swój repertuar osobliwości. W końcu, w roku 1841 dotarł do Nowego Jorku i okazjonalnie kupił podupadające muzeum na Broadwayu (Scudder's American Museum), gdzie szybko stworzył osobliwe miejsce. Pokrył ściany malunkami egzotycznych zwierząt, kolorowymi flagami i reklamami, zatrudnił najgorszych ulicznych grajków, po czym wystawił ich na balkon, by cały czas robili zamieszanie.

Jego muzeum było jedynym w swoim rodzaju połączeniem gigantycznej kolekcji dziwactw, jak choćby zaschniętej syreny, którą odkupił od marynarza, miniaturowego ogrodu zoologicznego, ezoterycznej biblioteki, wystawy figur woskowych oraz galerii ludzkich osobliwości, w której występowały m.in. syjamskie bliźnięta Chang i Eng, słynny Człowiek Lew (pochodzący z Polski - Stefan Bibrowski) czy jedyny ocalały z miasteczka Saint Pierre - więzień Auguste Cipris, Murzyn, który stał się celebrytą rekonstruując w zaimprowizowanej scenografii celi zdarzenie cudownego ocalenia.

P.T. Barnum swoimi kiczowatymi eksponatami szybko podbił serca nowojorczyków. Pomogła mu w tym atmosfera skandalu wokół galerii ludzkich osobliwości, jak również niezwykłe pomysły marketingowe.

Do promowania swojej działalności Barnum zatrudnił pewnego dnia kloszarda, zlecając mu ustawienie cegieł w czterech miejscach, wyznaczonych na drodze do muzeum. Dodatkowym zadaniem bezdomnego było chodzenie tam i z powrotem z jedną - piątą cegłą, którą wymieniał w punktach postoju, aby z ostatnią wejść w końcu do muzeum.

Zaintrygowani przechodnie podążali tropem kloszarda, nie wahając się zapłacić pięćdziesięciu centów za wstęp do muzeum tylko po to, by odkryć tajemnicę człowieka z cegłówką. Z pozoru idiotyczny pomysł sprawdził się doskonale, bo w pierwszym dniu za kloszardem przyszło do muzeum pięćset osób!

Wkrótce po tym Barnum zyskał międzynarodową sławę, kiedy zajął się promocją Charlesa Strattona, którego ochrzcił przydomkiem scenicznym: Generał Tom Tumb. Generał, który miał 60 cm wzrostu, pod okiem mistrza Barnuma nauczył się świetnie tańczyć, śpiewać i potrafił parodiować Napoleona Bonaparte.

Strzałem w dziesiątkę okazały się jego występy w Anglii. Generał błyskawicznie stał się gwiazdą, spotkał się z królową Wiktorią i zabawiał tysiące widzów na Starym Kontynencie. Powrócił do Stanów jako najsłynniejszy oraz najbogatszy karzeł świata.

Machina sukcesu

Kiedy w 1869 roku na farmie we wsi Cardiff, w stanie Nowy Jork, odkopano dziesięciometrową figurę człowieka, która przez prasę brukową została okrzyknięta skamieliną mitycznego giganta, Barnum już na drugi dzień pojawił się u właściciela farmy z propozycją wynajmu figury. Propozycja została odrzucona, bo farmer zdążył już sprzedać figurę komuś innemu.

Nie zwlekając, ani nie pytając nikogo o pozwolenie, Barnum zlecił u rzeźbiarza wykonanie kopii znaleziska na podstawie fotografii opublikowanej w gazecie. W ten sposób sprawił, że do jego muzeum w Nowym Jorku przez kilka tygodni przybywały tłumy gapiów, aby na własne oczy zobaczyć szczątki niegdysiejszego giganta.

Kolejnym komercyjnym hitem Barnuma było zorganizowanie imponującej trasy koncertowej (prawie 100 koncertów) po USA słynnej wówczas divie operowej, szwedzkiej śpiewaczce Jenny Lind.

Niestrudzony impresario szedł za ciosem, dokonując coraz bardziej niewiarygodnych manewrów, takich jak m.in. zakup olbrzymiego słonia o imieniu Jumbo z londyńskiego zoo (kilkadziesiąt tysięcy angielskich dzieci pisało rzewne listy do królowej, błagając, by nie pozwoliła na tę transakcję).

Nic nie było w stanie zatrzymać machiny sukcesu napędzanej przez spryt i talent Barnuma. Kulminacją jego spektakularnych przedsięwzięć stało się założenie unikatowego cyrku - "Największego Show na Świecie" (Greatest Show on Earth), czyli wypadkowej wszelkich dotychczasowych jego poczynań, który wyruszył w podróż po Stanach Zjednoczonych. W 1907 roku interes został odsprzedany potentatowi cyrkowemu Ringling Brothers.

Cyrk istnieje do dzisiaj - pod nazwą The Ringling Bros and Barnum and Bailey - i jest jednym z największych cyrków świata. Corocznie przemierza trzydzieści tysięcy kilometrów na szynach (jest to najdłuższy prywatny pociąg na świecie, posiadający łącznie sześćdziesiąt wagonów).

Zabawa do końca

Barnum został jednym z najbogatszych Amerykanów. Miesięcznik "Life" w swoim rankingu zaliczył go do grona stu najważniejszych postaci XIX wieku. Wśród jego przyjaciół znaleźli się wielcy amerykańscy politycy i artyści, m.in. prezydent Abraham Lincoln, pisarz Mark Twain i generał Custer, z którym Barnum polował na bizony.

Stał się kimś więcej niż personą show bussinesu. Zajmował się polityką - walczył o zniesienie niewolnictwa i prohibicję. W 1888 roku, podczas wyborów prezydenckich, był nawet rozważany jako kandydat na to najważniejsze państwowe stanowisko w Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie zrezygnował, wystarczała mu pozycja szarej eminencji i burmistrza miasta Bridgeport w rodzinnym stanie Connecticut.

Barnum inwestował też w nieruchomości, a w wolnych chwilach pisał książki. Jego autobiografia "Zmagania i zwycięstwa" ("Struggles and Triumphs") w 1854 roku stała się bestsellerem. Sprzedano ją w ponad milionie egzemplarzy.

Kilka tygodni przed śmiercią Barnum miał sen, że czyta na pierwszej stronie gazety "New York Sun" swój nekrolog: "Wielki, Jedyny Barnum - Chciał przeczytać swój nekrolog - Oto on".

Wszystko, co chciał, osiągnął, i dobrze się przy tym bawił.

Wiara w niemożliwe

Współcześnie przemysł rozrywkowy wygląda nieco inaczej. XXI wiek kusi milionem podniet na sekundę, a reklama rozrosła się do monstrualnych rozmiarów, szlifując do perfekcji, a czasami wręcz perfidii, swoje techniki perswazyjne. Marketingowy chwyt z cegłą został wyeksploatowany do cna. Teraz wybiera się między internetem a telewizją - to jest największy show business.

Nie trzeba podróżować, chodzić do muzeów osobliwości czy do cyrku. Ekran komputera stał się areną, na której pojawiają się wszelkie osobliwości. Teoretycznie można zobaczyć wszystko, nawet to, co jest powszechnie zakazane czy niemile widziane. Decyduje się jednym kliknięciem, a jakość zależy od dostępnego sprzętu.

Doświadczanie rozrywki na żywo, a nie w second life, bezpowrotnie straciło na popularności. Z pewnością gdyby P.T. Barnum żył w dzisiejszych czasach, stałby się telewizyjno-internetowym potentatem, dostarczając nam nieziemskich rozrywek za drobną opłatą abonamentową.

"Są rzeczy na niebie i ziemi, które nie śniły się nawet filozofom" - przemysł rozrywkowy skrzętnie wykorzystuje to słynne szekspirowskie zawołanie. Stopień ludzkiej naiwności wydaje się historycznie niezmienny, bo wiara w niemożliwe towarzyszy nam od początków istnienia.

W czasie wolnym z reguły wybieramy prostą zabawę zamiast filozoficznej refleksji, a im skuteczniej w trakcie tej zabawy jesteśmy "robieni w konia", tym lepiej się bawimy. Nie oznacza to wcale, że jesteśmy prostakami, ale wręcz przeciwnie: wesołym z natury wybrykiem.

Michał Mądracki

ZOBACZ AUTORSKĄ GALERIĘ ANDRZEJA MLECZKI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »