Reklama

Stop prywatyzacji szpitali?

Resort zdrowia chce powstrzymać prywatyzację lecznic i wykreślić z ustawy o działalności leczniczej przepisy wymuszające na samorządzie komercjalizację publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Tam, gdzie spółki już istnieją, a mają charakter publiczny, MZ zamierza zobowiązać np. samorządy terytorialne do utrzymania większościowego pakietu.

Pobierz darmowy: PIT 2015

Reklama

Jak zaznaczył minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, resort ma też zamiar wprowadzić zasadę non-profit, co oznacza, że każdy ewentualny zysk musiałby być przeznaczony na działalność leczniczą spółki.

Przedmiot uzgodnień

Jak podkreślił, resortowi zdrowia zależy na tym, aby odwrócić pewną tendencję, z którą mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie, kiedy - jak się wyraził - doszło do "niezwykłej atomizacji systemu zdrowia", wprowadzenia konkurencji wszystkich ze wszystkimi, a także przerzucenia na pacjenta odpowiedzialności za zorganizowanie sobie opieki medycznej.

Jego zdaniem jedną z przyczyn tego stanu rzeczy była niemal przymusowa komercjalizacja samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, które wcześniej były przede wszystkim własnością samorządów.

- Ten przymus - zaznaczył minister Radziwiłł - pojawiał się wtedy, kiedy pojawiały się kłopoty finansowe.

Milena Kruszewska, rzecznik prasowy ministra zdrowia, w informacji przesłanej redakcji Rynku Zdrowia wyjaśniła, że przygotowany projekt założeń do projektu ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej jest obecnie przedmiotem uzgodnień wewnętrznych, w wyniku których zostanie wypracowana wersja, która następnie zostanie przekazana do uzgodnień zewnętrznych. Szczegółowe rozwiązania, w tym dotyczące przeznaczenia zysku podmiotów leczniczych, są obecnie analizowane.

Co w zamian?

Hanna Zych-Cisoń, członek Zarządu Województwa Pomorskiego, tłumaczy, że przez ostatnie pięć lat, po wejściu w życie ustawy o działalności leczniczej, samorządy cały czas uczyły się, jakie rozwiązania wprowadzać, aby były korzystne dla lecznic.

- Osobiście nie jestem zwolenniczką odsprzedawania majątku samorządu za bezcen. Uważam, że zanim zapadnie decyzja, samorząd powinien najpierw zbilansować placówkę, żeby mieć dobrą kartę przetargową podczas negocjacji z partnerem prywatnym. Jednak nie zawsze jest inne wyjście. Mam tu na myśli te jednostki samorządu terytorialnego, które mają bardzo niskie dochody i są właścicielami szpitali powiatowych - tłumaczy.

Zwraca uwagę, że inną kategorią są np. zakłady opiekuńczo-lecznicze - tam podmiot prywatny stworzyłby znacznie lepsze warunki pacjentom niż samorząd. - Zastanawiam się też, jak ustawodawca podejdzie do takich partnerów, którzy nie są podmiotami leczniczymi, np. Agencja Rozwoju Przemysłu czy Powszechny Zakład Ubezpieczeń, a które wchodzą finansowo w sektor zdrowia. Resort musi tu znaleźć jakieś rozwiązanie - podkreśla Hanna Zych-Cisoń, komentując proponowane zmiany w ustawie.

Dodaje: - Nie wiem, skąd samorządy mają brać pieniądze. Być może Ministerstwo Zdrowia wprowadzi jakieś inne rozwiązanie. Może niemożliwe będzie tylko odsprzedawanie udziałów, a dzierżawa na zasadzie najmu zostanie dopuszczona? Może zostaną uruchomione preferencyjne kredyty dedykowane zdrowiu? - dzieli się wątpliwościami.

Jest przekonana, że jakieś wsparcie musi zostać uruchomione. - W innym wypadku, kiedy samorządy nie poradzą sobie z trudnościami finansowymi, kiedy nie będą mogły nic zrobić z udziałami, to skąd wezmą pieniądze, żeby szpital oddłużyć czy zmodernizować? Taka sytuacja może doprowadzić do likwidacji placówki, bo samorządy nie będą miały innej drogi - podkreśla Zych-Cisoń.

Jednocześnie zaznacza, że nie widzi żadnego problemu z przeznaczaniem zysków placówek medycznych na inwestycje. Jak wyjaśnia, dzisiaj placówki medyczne przekształcone w spółki albo nie wypracowują w ogóle zysku, albo ten zysk jest minimalny i zawsze w stu procentach jest przeznaczany na potrzeby placówki. - A i tak bez pomocy samorządu nawet te przekształcone placówki nie dają sobie rady - zauważa.

- Pozostaje pytanie, czy i skąd samorządy będą miały pieniądze, żeby doinwestowywać placówki opieki zdrowotnej. Nasz urząd musi np. zmodernizować blok operacyjny w szpitalu w Wejherowie. Koszt inwestycji oscyluje wokół 50 mln zł. Samorząd takich pieniędzy nie ma. Jak na razie nie może też liczyć na wsparcie Ministerstwa Zdrowia. Pojawia się zasadnicze pytanie: czy samorządy powinny być właścicielami szpitali? - zwraca uwagę Hanna Zych-Cisoń.

Mniej ideologii...

Adam Roślewski, przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy Nowy Szpital, wskazuje z kolei na częste mylenie dwóch porządków: polityki i ideologii z przesłankami merytorycznymi.

- Naszym nadrzędnym celem powinno być "zdrowie, które musimy kupić". A cała reszta - organizacja, zasoby, własność publiczna czy prywatna - to są tylko narzędzia służące do realizacji tego celu - przekonuje Roślewski.

Wyjaśnia, że zadanie, którym jest zaspokojenie potrzeb zdrowotnych społeczeństwa, jest publiczne, zaś środki konieczne na jego zapewnienie są ograniczone. - Dlatego dobrze jest być roztropnym i tak gospodarować środkami, żeby jak najwięcej potrzeb zdrowotnych zaspokoić - zaznacza Roślewski.

Twierdzi, że sekretem dobrego działania nie jest ideologizowanie i głoszenie, że tylko publiczny podmiot jest dobry oraz, że w przypadku placówek prywatyzowanych co najmniej 51% udziałów powinno zostać w rękach publicznych.

W jego ocenie, błędem jest mówienie, że prywatny jest najlepszy na świecie, ale takim samym błędem jest mówienie, że tylko publiczna własność jest dobra. Jak podkreśla, publiczna forma własności wcale nie musi się przekładać na rozsądne kupowanie tego "zdrowia", o które nam powinno chodzić.

Precyzuje, że podmiot publiczny to nie ten, który tak się nazywa, ale ten, który realizuje świadczenia zdrowotne na podstawie umowy z NFZ.

- Tak rozumiejąc znaczenie słowa publiczny, można zacząć obiektywnie oceniać prywatne placówki opieki zdrowotnej. Wówczas okazuje się, że wcale nie są one takie złe. Weźmy np. podstawową opiekę zdrowotną. Tutaj większość przychodni jest w rękach prywatnych. I jak się okazuje, bardzo dobrze działają - zaznacza.

W jego ocenie także szpitale sprywatyzowane działają lepiej niż ich poprzednicy spod znaku SPZOZ. - Dobrze znam Grupę Nowy Szpital. To największa sieć szpitali w Polsce przekształconych ze szpitali powiatowych. Podmiot prywatny ma tu we wszystkich placówkach większościowy pakiet. Niektóre szpitale tak przekształcone już skończyły dziesięć lat. Większość z nich jest na plusie, a cały zysk przez wszystkie te lata przekazywały na cele statutowe, czyli de facto spełniają kryteria instytucji non-profit - tłumaczy Roślewski.

Podkreśla, że działo się tak z powodu racjonalnego zachowania właściciela. - Ani złotówki z zysku prywatny właściciel nie skonsumował, czyli zachował się tak, jak w tej chwili pan minister postuluje: cały zysk zostaje w firmie - podsumowuje.

Marzena Sygut

Dowiedz się więcej na temat: zdrowie | Narodowy Fundusz Zdrowia | prywatyzacja szpitali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »