W Niemczech w poniedziałek (02.02.) codzienna podróż do pracy i szkoły zamieniła się w test cierpliwości. Strajk ostrzegawczy niemal całego sektora transportu publicznego sparaliżował życie miejskie w niemal całym kraju. Setki tysięcy pasażerów zmuszone były szukać alternatywnych sposobów przemieszczania się, podczas gdy związki zawodowe walczą o poprawę warunków pracy dla swoich członków.
Niemcy: Strajk niemal w całym kraju, powodem negocjacje płacowe
Jak podał związek zawodowy Verdi, protest rozpoczął się o godz. 3.30 rano i potrwa 24 godziny. Do strajku przystąpiły lokalne przedsiębiorstwa transportowe w niemal wszystkich 16 krajach związkowych, z wyjątkiem Dolnej Saksonii. Autobusy, tramwaje i metro pozostają w zajezdniach, powodując poważne utrudnienia w funkcjonowaniu miast.
Jak relacjonuje Polska Agencja Prasowa (PAP), według Verdi, celem protestu jest zwiększenie presji w trwających negocjacjach płacowych dotyczących prawie 100 tys. pracowników transportu publicznego.
Związkowcy domagają się między innymi skrócenia tygodniowego czasu pracy, w tym w systemie zmianowym, wydłużenia okresów odpoczynku oraz wyższych dodatków za pracę w nocy i w weekendy.
Utrudnienia w trudnych warunkach pogodowych i tysiące pasażerów w pułapce
Strajk zbiega się z trudnymi warunkami meteorologicznymi. Jak informuje Niemiecka Służba Meteorologiczna, w części kraju możliwy jest marznący deszcz i oblodzenie dróg, co dodatkowo komplikuje sytuację kierowców i pieszych.
Pomimo protestu nie uchylono obowiązku szkolnego, co oznacza, że uczniowie i ich rodzice musieli radzić sobie z utrudnionym dojazdem do szkół.
Ponad 150 miast, setki linii transportowych i tysiące pasażerów - tak wygląda bilans pierwszego dnia strajku. W wielu miejscach wprowadzono zmiany w ruchu drogowym, a pasażerowie korzystali z prywatnych samochodów czy rowerów, by dotrzeć do pracy. Verdi podkreśla, że działania te są "niezbędne, by zwrócić uwagę na trudną sytuację pracowników transportu publicznego".












