Reklama

Strefy ekonomiczne: będą większe zachęty do inwestowania

Ministerstwo Rozwoju szykuje zmiany w przepisach o wspieraniu inwestycji składających się na Polską Strefę Inwestycji, a dawniej tworzących specjalne strefy ekonomiczne (SSE). Chodzi o to, żeby po popandemicznym kryzysie inwestycje ułatwiać jeszcze bardziej, bo już wiadomo, że z ich powrotem do "normalności" będzie problem.

- Chcemy uelastycznić kryteria jakościowe (inwestycji mogących liczyć na wsparcie). Dodatkowym elementem jest paszport strategicznego inwestora - powiedziała wiceminister rozwoju Olga Semeniuk podczas III Forum Wizja Rozwoju w Gdyni.

Jedna polska strefa

Do sukcesu stref przyczyniło się rozszerzenie zasad, na jakich mogły być wspierane inwestycje w SSE, na całą Polskę (Polska Strefa Inwestycji) w 2018 roku. Spowodowało też wzrost inwestycji - twierdzą dyrektorzy stref i samorządowcy. Przypomnijmy, że wcześniej strefy były czternastoma wydzielonymi obszarami kraju, gdzie inwestorzy mogli wznosić np. fabryki, i tylko tam przysługiwały im przywileje, jak choćby ulga w podatku dochodowym w wysokości do 70 proc. wartości inwestycji.

Reklama

Zmiana z 2018 roku polegała przede wszystkim na tym, że inwestycja mogła liczyć na wsparcie w każdym miejscu w Polsce, a jego wysokość, czy też wielkość ulg podatkowych zależała np. od stopy bezrobocia w powiecie, w którym była dokonywana. Tam, gdzie bezrobocie było wysokie, ulgi dla inwestora są większe. Dlatego SSE zmieniły się w PSI. Jaki był tego skutek?

- Wcześniej w ciągu roku udało się wydać 2-3 zezwolenia (na działalność gospodarczą w SSE). Pod rządami nowej ustawy wydajemy średnio 15 decyzji rocznie - powiedział podczas Forum Leszek Dec, prezes Suwalskiej SSE, jednej z najmniejszych w kraju.

Dodał, że zmiany zmobilizowały samorządy, które dysponowały niewielkimi obszarami, po 2-3 hektary, żeby starać się przyciągnąć inwestorów. Przed wprowadzeniem zmian było bardzo trudno takie małe obszary dołączyć do istniejących stref.

- Samorządy (...) widzą, że są w stanie przyciągnąć przedsiębiorców - powiedział Leszek Dec.

­- Dotarliśmy do tych miejsc, gdzie nie mogliśmy dotrzeć wcześniej - dodał Krzysztof Kielec, prezes Kostrzyńsko-Słubickiej SSE.

Uproszczenia w prawie z 2018 roku pozwoliły także zarządzającym strefami wydawać decyzje o wsparciu dla inwestycji znacznie szybciej.

- Kiedyś decyzje o wsparciu mogły się ciągnać trzy i pół roku. Teraz są wydawane w dwa tygodnie - mówił prezes SSE Starachowice Marcin Perz.

Tysiące miejsc pracy

Najstarszą w Polsce, powstałą w 1995 roku jest Specjalna Strefa Ekonomiczna Euro-Park Mielec. Zarządza nią - podobnie jak Tarnobrzeską Specjalną Strefą Ekonomiczną Euro-Park Wisłosan oraz częściowo strefą obejmującą Kobierzyce pod Wrocławiem z gigantyczną inwestycją koncernu LG w produkcje baterii - Agencja Rozwoju Przemysłu. 

Wiceprezes Agencji Paweł Kolczyński mówi, że przez ostatnich 25 lat ARP podjęła 850 decyzji o wparciu dla inwestorów w wysokości 21 mld zł. Dzięki nim powstało 68 tys. miejsc pracy. Ale na podejmowaniu decyzji rola zarządzającego strefami się nie kończy.  

- Chcemy wyposażyć przedsiębiorców w cały wachlarz usług ARP. To mogą być takie usługi, jak transport ponadgabarytowy, ale też wybudowanie budynku dla prowadzenia działalności, czy też usługi finansowe - powiedział Paweł Kolczyński.

- Duża część naszej aktywności nie polega tylko na wydawaniu decyzji o wsparciu, ale na obsłudze przedsiębiorców działających w strefie. Na tym, żeby zasugerować im najbardziej korzystne rozwiązania, by mogli myśleć o dalszym inwestowaniu - dodał Marcin Perz.

Sukces stref ekonomicznych zależy nie tylko od zmian w prawie. To przede wszystkim sukces samorządów, bo to one są współakcjonariuszami SSE. Podkreśla to Wojciech Kałuża, wicemarszałek województwa śląskiego. Przypomina, ze jego rodzinne miasto Żory po pierwszej fazie transformacji miało bezrobocie sięgające 37 proc.  - Kiedy pojawiła się SSE rzeczywistość zaczęła się zmieniać. Samorządy potrafiły się do zmian szybko dostosować i wykazały zwinność. Miasto udało się z biedy wyciągnąć - mówi. - Sukces śląskich samorządów jest wypadkową sukcesu stref ekonomicznych. Miasto stało się jednym z wzorcowych, gdzie sukces strefy był sukcesem samorządów - dodaje.

Kałuża mówił też, że miasto przez długie lata przeznaczało "wolne" środki na inwestycje, rzędu 30-40 mln zł na budowę infrastruktury i dróg dla stref. To jednak były pieniądze, które pozwoliły stworzyć wiele nowych miejsc pracy.

Prezes Katowickiej SSE, do której należą Żory, Janusz Michałek dodaje, że dzięki samej inwestycji Opla na Śląsku powstało 90 tys. miejsc pracy. Przyciągnęła dziesiątki innych inwestorów, i pośrednio jedno miejsce pracy w fabryce Opla daje kilka kolejnych.

- To już dużo więcej niż zatrudnia górnictwo - powiedział.

Liczy się czas

Olga Semeniuk mówi, że pomimo pandemii zarządzający SSE wydali w tym roku 100 decyzji na wsparcie inwestycji o wartości 10 mld zł zapewniających 10 tys. miejsc pracy.  Ale ministerstwo chce, aby inwestycje płynęły do stref szerszym strumieniem i były jeszcze prostsze. Wiceminister zdradza na razie niewiele, ale kilka ułatwień będzie.

Dla dużych inwestorów, którzy mają obroty powyżej miliarda złotych ministerstwo przewiduje wprowadzenie "paszport strategicznego inwestora".

­- Paszport ma przede wszystkim pokazać dużym firmom, że pozwolenia budowlane, środowiskowe, czy zatrudnianym cudzoziemców będzie można otrzymać szybciej - powiedziała Olga Semeniuk. 

- Chcemy przygotować paszport po to, żeby zapewnić miejsca pracy - dodała.

Ministerstwo chce też zmienić ustawę o rzemiośle.

- Od stycznia mierzymy się jako ministerstwo z przygotowaniem ustawy o rzemiośle. To rzemiosło jest kreowaniem przyszłości (...) Chcemy włączyć SSE w proces szkół branżowych (...) stworzyć zawody przyszłości w elektromobilności i telekomunikacji (...) Niezwykle ważne jest podtrzymywanie naszych zdolności w sektorze polskiego przemysłu i polskich usług - dodała wiceminister.

Tworzenie centrów nowych kompetencji dzięki działaniu SSE to dla śląskiej strefy nic nowego. Janusz Michałek mówi o projekcie KSSENON, który jest biznesowym akceleratorem. W ramach tego projektu do pomocy przedsiębiorcom gotowych jest trzydziestu doktorantów. Ok. 4 tys. osób uczy się w szkołach technicznych. Projekt wart jest 60 mln zł, z czego 40 mln zł dofinansowania to środki Unii Europejskiej.

- To projekt skrojony na miarę. Chcemy, żeby na Śląsku powstało centrum kompetencyjne pokazujące, że tam warto mieszkać (...) Pokazujemy, że nie wszyscy musza mieć wyższe wykształcenie, żeby mieć pracę - mówi Janusz Michałek.

Teraz najważniejsze zadanie dla Katowickiej SSE jest pomoc w transformacji regionu w kierunku zielonej energii oraz stworzenie nowych miejsc pracy dla tracących pracę w górnictwie i węglowej energetyce. 

d.e.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »