Reklama

Szkodliwe pomysły Kaczyńskiego na problemy systemu emerytalnego i rynku pracy

W wygłoszonym w niedzielę przemówieniu Jarosław Kaczyński przedstawił szereg postulatów, których realizacja oznaczałaby drastyczne zwiększenie wydatków budżetowych i skazałaby Polaków na "głodowe emerytury". Prezes PiS nie podał przy tym źródeł sfinansowania tych propozycji. Można domyślać się, że wiązałoby się to ze wzrostem podatków.

"Nasze propozycje to nie puste hasła, ale konkretne rozwiązania legislacyjne." - czytamy na stronie internetowej PiS. Większość wymienionych tam propozycji nie potwierdza jednak tego stwierdzenia, a co gorsze, stoi z nimi w jawnej sprzeczności. Przypominają one ogólnikowe sformułowania zamieszczone w programie wyborczym partii. Innymi słowy - są to "odgrzewane kotlety", które już w zeszłym roku nie smakowały wyborcom.

Czytaj raport specjalny serwisu Biznes INTERIA.PL "Porozmawiajmy o zarobkach"

Reklama

Najważniejsze propozycje Prawa i Sprawiedliwości dotyczące systemu emerytalnego i rynku pracy to: Narodowy Program Zatrudnienia, zwiększenie środków na aktywizację bezrobotnych, uchylenie ustawy podwyższającej wiek emerytalny do 67 lat, powrót do wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, przy możliwości dobrowolnego wydłużenia przez osoby uprawnione, wprowadzenie wyboru w systemie emerytalnym (ZUS/OFE).

J. Kaczyński chce wprowadzić 10-letni plan walki z bezrobociem, polegający na stworzeniu 1,2 mln miejsc pracy w miastach poniżej 50 tys. mieszkańców, wsiach oraz gminach ekonomicznie zdegradowanych. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że programem tym mają nie być objęte duże miasta, wśród których są te, które zmagają się z wysokim bezrobociem (np. Grudziądz, Radom, Włocławek czy Bytom). Prezes nie podaje szacunkowych kosztów programu oraz kto ma stworzyć te miejsca pracy (państwo?). Środki na jego sfinansowanie pochodzić mają z rezygnacji z "bezsensownych szkoleń, które są marnowaniem pieniędzy i nabijaniem kabzy firmom je organizującym" oraz dzięki likwidacji niektórych zwolnień podatkowych.

Problematyczny jest również postulat zwiększenia środków na aktywizację bezrobotnych. Nie zostały jasno wskazane źródła finansowania tego przedsięwzięcia, jak również nie wiadomo, o jaki konkretnie typ aktywnych polityk rynku pracy chodzi (subsydiowanie miejsc pracy, roboty publiczne, doradztwo zawodowe, itd.). Jak dowodzą badania empiryczne, wydatki na aktywne polityki rynku pracy najczęściej w nieznacznym stopniu wpływają na zmniejszenie stopy bezrobocia i skrócenie jego długości (nieliczni bezrobotni znajdują z ich pomocą zatrudnienie). Może się zatem okazać, że będą to kolejne zbędne wydatki budżetowe.

Prezes stwierdził, że nie może być przymusu pracy do 67. roku życia oraz że jego rząd przywróci wiek emerytalny kobiet i mężczyzn do poziomu sprzed reformy (tj. 60 i 65 lat), przy czym Polakom pozostawi się możliwość dłuższej aktywności zawodowej (do 67. roku). Dodał również, że zakłada przy tym, iż większość osób będzie chciała z tego prawa skorzystać.

Niestety zdecydowana większość badań empirycznych pokazuje, że ludzie rzadko decydują się na dobrowolne wydłużenie aktywności zawodowej. Nabywając prawo do emerytury, po prostu z niej korzystają, ponieważ traktują ją jako okres zasłużonego wypoczynku po latach trudów pracy zawodowej. Inną kwestią jest wbudowanie do systemu emerytalnego narzędzi zachęcających do dłuższej aktywności, działających równocześnie jako hamulec prewencyjny przed zbyt wczesnym opuszczeniem rynku pracy. Jeśli dziś prezes mówi "nie podwyższajmy wieku emerytalnego", to de facto skazuje Polaków na "głodowe emerytury". Nikomu nie udało się oszukać praw demografii, z których jednoznacznie wynika, że jeśli dłużej żyjemy, to - by po przejściu na emeryturę nie odczuć drastycznego pogorszenia własnego dobrobytu - musimy dłużej pracować. Założenie prezesa o tym, że większość Polaków dobrowolnie zdecyduje się na dłuższą aktywność zawodową jest bezzasadne.

W swoim wystąpieniu J. Kaczyński stwierdził także, iż należy pozostawić Polakom możliwość wyboru, czy chcą odprowadzać składki do ZUS czy do OFE. "Dzisiaj znaczna część społeczeństwa zorientowała się, że (...) OFE oznacza perspektywę emerytur nie niskich, tylko w gruncie rzeczy żadnych, czy prawie żadnych." - dodał. Przesłanki wskazują na to, że prezes Kaczyński zmierza w kierunku rozwiązania węgierskiego, czyli całkowitej likwidacji kapitałowego filaru systemu emerytalnego. Konieczność przeprowadzenia proponowanej przez siebie antyreformy opiera przy tym na przedwczesnej ocenie funkcjonowania nowego systemu emerytalnego.

System emerytalny jest narzędziem skonstruowanym na dekady. Filar kapitałowy (OFE) został wprowadzony w celu uniezależnienia emerytur od odprowadzanych do ZUS składek (które miały wątpliwy związek z wysokością wypłacanego świadczenia), których wysokość zależy od decyzji politycznych. W drugim filarze (OFE) odprowadzane składki w przejrzysty sposób generują wysokość świadczenia - każdy pracuje na swoją emeryturę. Dodatkowo zaś, im więcej oszczędzamy, tym gospodarka będzie się szybciej rozwijać, a przyszłe emerytury będą wyższe. Składka do OFE - zamiast zostać obcięta - powinna zatem wzrosnąć, ponieważ leży to w interesie odprowadzających składki, lecz nie w interesie rządzących. Likwidacja OFE to nie tylko uzależnienie emerytur od decyzji polityków, ale również spowolnienie rozwoju gospodarczego poprzez zmniejszenie skali inwestycji i rosnące koszty obsługi jawnego długu publicznego wynikające z rosnącego deficytu systemu emerytalnego.

Czytaj raport specjalny serwisu Biznes INTERIA.PL "Świat utknął w kryzysie finansowym"

Filar kapitałowy jest swego rodzaju buforem chroniącym nas przed krótkowzrocznymi decyzjami polityków. Jeśli założymy jego likwidację, dzisiejsi i przyszli podatnicy zmuszeni będą ponieść fiskalne konsekwencje tej decyzji. Oznacza to, że w perspektywie najbliższych 10-20 lat będziemy zmuszeni zaakceptować zmniejszenie emerytur. Alternatywą do tego rozwiązania jest zwiększenie podatków, co z kolei jeszcze bardziej osłabi tempo wzrostu gospodarczego poprzez zmniejszenie inwestycji krajowych i zagranicznych oraz spadek zatrudnienia (ucieczka w szarą strefę) i związany z nim spadek wpływów podatkowych, co wymusi następną podwyżkę podatków. Funkcjonowanie OFE istotnie zmniejsza ryzyko realizacji powyższego scenariusza.

Prezes Kaczyński proponując cofnięcie dwóch reform systemu emerytalnego de facto skazuje Polaków na "głodowe" emerytury. Wszystko dziać się jednak będzie w myśl legitymującego wszystkie poczynania rządu PiS hasła: "Polacy zasługują na państwo, które troszczy się o ich potrzeby i rozwiązuje ich problemy."

Mateusz Guzikowski, Forum Obywatelskiego Rozwoju

PO: Obietnice PiS to gruszki na wierzbie, do tego częściowo zatrute

"Gruszkami na wierzbie" nazwała PO propozycje sformułowane w niedzielę przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. PO podkreśla, że zastrzeżenia dot. zgodności z konstytucją budzi postulat PiS wprowadzenia podatku obrotowego dla banków i sieci handlowych.

Na wtorkowej konferencji prasowej politycy PO skrytykowali m.in. propozycje PiS dotyczące kultury i gospodarki.

Małgorzata Kidawa-Błońska przekonywała, że za rządów PO-PSL nakłady na kulturę są największe w historii. Jak podkreśliła, w 2014 roku zrealizowany zostanie postulat twórców - przeznaczania na kulturę 1 proc. PKB. "Nie zgadzamy się na to, aby to politycy decydowali, jaka kultura jest wartościowa, a jaka nie" - oświadczyła wiceszefowa klubu PO. Oceniła też, że postulowana przez PiS likwidacja obowiązku szkolnego dla 6-latków byłaby odebraniem dzieciom szansy związanej z wcześniejszym rozpoczynaniem edukacji.

Według Adama Szejnfelda, postulaty PiS cofnęłyby Polskę do stanu sprzed 1989 roku. - To gruszki na wierzbie. Część z nich - zatruta, bo doprowadziłaby Polskę do bankructwa - ocenił poseł.

Odnosząc się do postulatu połączenia podatków dochodowych PIT i CIT Szejnfeld pytał polityków PiS, czy są za podwyższeniem zobowiązań wobec fiskusa. Przypomniał, że PIT wynosi obecnie 18 proc (wyższa stawka 32 proc.), a CIT - 19 proc. - Czy PiS zmieniło zdanie i chce wprowadzenia podatku liniowego? Czy mamy rozumieć, że Jarosław Kaczyński podważa stanowisko Lecha Kaczyńskiego, który mówił, że nigdy nie poprze takiego rozwiązania? - pytał Szejnfeld.

Skrytykował też pomysł objęcia podatkiem VAT wszystkich przedsiębiorców. Ocenił również, że zastrzeżenia natury konstytucyjnej budzi postulat selektywnego wprowadzenia podatku obrotowego: dla hipermarketów i sektora bankowego.

- Niedzielne wystąpienie Kaczyńskiego było polityczne, partyjne, a nie programowe - konkludował Szejnfeld.

Poseł poinformował też, że nadal trwa wyliczanie kosztów, jakie oznaczałaby dla budżetu realizacja pomysłów Jarosława Kaczyńskiego. Wyliczenia te - dodał Szejnfeld - zostaną przedstawione w najbliższych dniach.

W niedzielnym wystąpieniu J.Kaczyński zaproponował m.in. 10-letni plan walki z bezrobociem i podkreślił, że to propozycja neutralna dla budżetu. PiS proponuje też wspieranie rodzin poprzez zwiększanie stawki, którą można odliczyć od podatku o 50 proc. za każde dziecko, a same odliczenia można by dokonywać już od momentu poczęcia dziecka. Kaczyński mówił też o wprowadzeniu ulgi na zakup podręczników, wprowadzeniu bonu 300 zł (nie wiadomo, czy miesięcznie, czy rocznie) dla biedniejszych rodzin na przedszkola czy żłobki. Powtórzył też postulat ustanowienia karty rodziny wielodzietnej uprawniającej do wielu zniżek.

PiS chce też przywrócić możliwość przechodzenia na emeryturę w wieku 60 i 65 lat (ale z pozostawieniem wyboru, czy ktoś chce pracować dłużej). Kaczyński zaproponował też referendum ws. odejścia od kapitałowego systemu emerytalnego i powrót do systemu solidarnościowego, a także wprowadzenie wyboru między ZUS i OFE. Chciałby też rezygnacji z opodatkowania rent i emerytur do 1 tys. zł.

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata w Biznes INTERIA.PL

Jeśli chodzi o kulturę, partia postuluje m.in. powrót do polityki kulturalnej, która "będzie zachowywała dotychczasowy dorobek instytucjonalny" oraz takiej, która będzie promowała dziedzictwo narodowe "w najlepszym tego słowa znaczeniu"

Według prezesa PiS, obecny rząd nie rozwiązuje obecnych problemów Polski", dlatego Prawo i Sprawiedliwość przechodzi do ofensywy, której głównym celem jest "zbudowanie pełnej alternatywy, innego sposobu rządzenia naszym krajem". Według Kaczyńskiego, "żeby w ogóle w Polsce cokolwiek zrobić" trzeba przede wszystkim "od nowa zorganizować finanse publiczne i zmienić system podatkowy". (PAP)

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »