Reklama

Teraz uwaga na budżet

Wrzesień zbliża się szybkimi krokami, a to oznacza, że czas przyspieszyć prace nad projektem ustawy budżetowej na rok 2017. To mocno wyczekiwany projekt przez rynek. Na pozór informacje są dobre, jednak głębsza analiza nastręcza wielu wątpliwości. Wczoraj minister finansów Paweł Szałamacha przekazał, że deficyt sektora finansów publicznych ma w przyszłym roku wynieść 2,9% PKB, a deficyt budżetu państwa ma nie przekroczyć 59,3 mld złotych.

Pozornie to dobra wiadomość: najgorszym scenariuszem byłaby rezygnacja z próby utrzymania deficytu poniżej unijnego progu 3% PKB. Z pewnością musiałoby się spotkać to z ostrą reakcją nie tylko Brukseli, ale także agencji ratingowych (najbliższa decyzja już 9 września, wtedy o ratingu wypowie się Moody's), a w konsekwencji wyprzedażą złotego.

Dobrą wiadomością jest też to, że rząd w projekcie urealnił nieco prognozę wzrostu PKB - do 3,4% w tym roku i 3,6% w przyszłym.

Jednak jest kilka "ale".

Po pierwsze, trudno oprzeć się wrażeniu, że prognozowany deficyt nie jest wypadkową prognoz ekonomicznych i planów wydatkowych a pułapem, którego przekroczyć nie można - budżet trzeba będzie zatem teraz "spiąć" do tej kwoty. Po drugie, strona dochodowa zakłada bardzo optymistyczny wzrost wpływów z podatku VAT o 11%.

Reklama

Naturalnie uszczelnienie systemu byłoby bardzo pożądanym efektem, jednak zapisanie jego efektów przy deficycie, które przekroczyć nie można jest przejawem sporego optymizmu.

Tym bardziej, że jak na razie dane nie potwierdzają oczekiwanego przyspieszenia popytu konsumpcyjnego. Przygotowując projekt przyszłorocznego budżetu rząd otwiera też dyskusję nad budżetem 2018.

A to dlatego, że przyszłoroczny projekt zakłada obniżenie wieku emerytalnego, ale najwcześniej od października.

Taki zabieg sprawia, że w przyszłym roku związane z tym wydatki wzrosną tylko o ok. 2 mld złotych, zaś w roku 2018 będzie to już zapewne kwota oscylująca wokół 10 mld. Warto też zwrócić uwagę, iż ministrowi finansów nie udało się przeforsować w rządowej opinii zapisu, iż obniżenie wieku powinno być powiązane ze stażem pracy.

Oznacza to tyle, że kolejne budżety będą musiały polegać na kombinacji dobrej koniunktury i wyższej ściągalności podatków aby deficyt miał szansę utrzymać się poniżej progu 3% PKB. Tymczasem patrząc na perspektywy globalne ryzyko wolniejszego wzrostu w przyszłości jest niestety większe niż szansa na trwałe przyspieszenie powyżej 4% rocznie.

Podejście rynku do procesu budżetowego będzie w dużym stopniu zależeć od tego, jak ustosunkują się do niego agencje ratingowe. Z punktu widzenia złotego jest to jednak element ryzyka.

Na globalnym rynku trwa wyczekiwanie na rozpoczynającą się w czwartek konferencję w Jackson Hole, na której szefowa Fed ma przedstawić zapatrywanie na politykę pieniężną. Z jednej strony mówi się, że może ona zasygnalizować podwyżkę stóp w tym roku, z drugiej jakoś niespecjalnie pomaga to dolarowi, który o poranku traci wobec wszystkich innych walut G10. Najmocniejszy jest dolar nowozelandzki po studzących oczekiwania na obniżki wypowiedziach szefa RBNZ.

Złoty traci, za dolara trzeba zapłacić 3.8075 złotego, za euro 4.3150 złotego, za franka 3.9650 złotego, za funta zaś już 5.0120 złotego.

dr Przemysław Kwiecień CFA

Główny Ekonomista XTB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »