Reklama

To będzie rok zielonej energii

W 2021 wchodzimy z wieloma gospodarczymi i społecznymi znakami zapytania w Polsce związanymi przede wszystkim ze skutkami pandemii. Ale już na starcie roku można przyjąć za pewnik, że nie dotyczą dynamicznego rozwoju zielonej energii, bo wreszcie jest na to zgoda polityczna, społeczna i biznesowa.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Poprzedni rok przejdzie do historii jako okres załamania siły lobby węglowego w Polsce, które od dekad determinowało kierunki rozwoju naszej energetyki. Niechęć do ograniczania wydobycia węgla, redukcji zatrudnienia, zamykania kopalń, nawet tych najbardziej nierentownych, w zasadzie zakonserwowało u nas miks źródeł wytwarzania, które zdominowane są w blisko 80 proc. przez węgiel kamienny i brunatny. Narracja o węglu jako podstawie bezpieczeństwa energetycznego Polski była obecna jeszcze w I połowie 2020 roku, ale i wtedy już wyłącznie na użytek polityczny, bowiem chodziło o głosy wyborcze na Śląsku. Koniec dwuletniego cyklu wyborczego okazał się końcem planów zakładających, że udział węgla w miksie energetycznym owszem będzie spadać np. na rzecz Odnawialnych Źródeł Energii (OZE), ale spalać go będziemy nadal tyle samo. Dziś jedyne pytania, jakie jeszcze pozostają bez odpowiedzi, to tempo i skala odchodzenia od węgla. Bo wiadomo, że według ustaleń rządu i związkowców górniczych ostatnia kopalnia węgla kamiennego ma zostać zamknięta w 2049 r.

Historyczny zwrot w kierunku zielonej energii nie byłby możliwy bez silnych bodźców politycznych, gospodarczych i społecznych, którym warto się przyjrzeć, aby poznać jak poważne przyczyny doprowadziły do energetycznej przemiany w Polsce, którą w pełni odczujemy od 2021 roku. Zewnętrznym politycznym detonatorem była bez wątpienia polityka klimatyczna Unii Europejskiej, która zakłada nie tylko osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku, ale także coraz większe ambicje dotyczące skali i szybkości redukcji CO2. Sęk w tym, że kurczowo trzymając się węgla i utrudniając rozwój OZE np. poprzez ustawę odległościową, która zamroziła budowę nowych lądowych farm wiatrowych, zafundowaliśmy sobie problem z osiągnięciem celu 15 proc. udziału energii z OZE (w pierwotnym zużyciu energii brutto) na koniec 2020 r., do którego Polska zobowiązała się wobec Unii Europejskiej. Najprawdopodobniej skończyliśmy poprzedni rok poniżej tego poziomu i potrzebujemy jeszcze rok lub dwa, aby go osiągnąć. To tym bardziej stawia większe wyzwanie przed naszą zieloną energetyką.

Chodzi także o kolejne zobowiązania, tym razem dotyczące emisji  CO2. Według decyzji unijnych sprzed miesiąca emisje CO2 miałyby zostać zredukować do 2030 roku aż o 55 proc. (względem 1990 r.). To ogromny krok w kierunku dekarbonizacji gospodarki, ponieważ dotychczasowy cel mówił "jedynie" o 40 proc. Stało się tak, pomimo oporu politycznego Polski na forum unijnym, ale w zasadzie jesteśmy w tej kwestii osamotnieni, ponieważ inne europejskie rządy wsłuchują się w głos swoich wyborców, którzy w ostatnich eurowyborach wyraźnie opowiedzieli się za postawieniem spraw klimatycznych w centrum uwagi. I taki kierunek przyjęła nowa Komisja Europejska. Dalszy opór Polski w kwestiach klimatycznych nie zatrzyma całej Unii, a jedynie może pomóc wytargować  lepsze warunki finansowe dla transformacji energetycznej. W ten sposób stworzone zostało polityczne podłoże do dynamicznego rozwoju zielonej energii nie tylko w 2021 r., ale i na całą dekadę.

Jednak nie tylko decyzje polityczne zapadające w Brukseli i Warszawie zmieniają perspektywy dla zielonej energii. Ogromne znaczenie mają kwestie czysto biznesowe. Firmy coraz częściej stają przed dylematem, jakiej energii używać: "brudnej" czy "czystej", i to nie tylko ze względu na kalkulację kosztową, ale także oczekiwania swoich kontrahentów czy akcjonariuszy. Dlatego przybywa firm, które deklarują "zero carbon policy", czyli chcą jedynie kupować energię zieloną (np. z farm wiatrowych) czy też wręcz nawet zadbać o własne źródła wytwarzania: wiatrowe lub słoneczne. Takie zmiany wymusza rynek, bowiem coraz trudniej będzie sprzedać produkty ze "śladem węglowym", uzyskać finansowanie bankowe dla takich inwestycji czy je ubezpieczyć. W społecznej odpowiedzialności biznesu kwestie klimatyczne i "śladu węglowego" zrobiły w ostatnich latach furorę i wręcz w dobrym tonie jest pokazywanie osiągnięć na tym polu. Aby zobrazować zmianę, która się dokonuje na naszych oczach, warto przypomnieć sobie reklamy polskich firm energetycznych, z których wręcz aż bije zielona energia, i można nawet odnieść wrażenie, że nie mają niczego w swoich portfelach wytwórczych co związane byłoby z węglem, a jedynie aktywa wiatrowe czy słoneczne.

Z kolei na rynku kapitałowym przybywa inwestorów instytucjonalnych, którzy stronią od wykładania pieniędzy na akcje czy obligacje emitentów, którzy nie są wystarczająco "zieloni". Zatem dalszy opór w Polsce przed produkcją czy wykorzystywaniem zielonej energii może doprowadzić do spadku wartości giełdowych firm, a na taki scenariusz nie mogą pozwolić sobie akcjonariusze. Właśnie tu należy także szukać źródeł pomysłu wydzielenia aktywów węglowych z polskich grup energetycznych, aby je odciążyć od emisyjnych technologii węglowych, uatrakcyjnić dla inwestorów i pchnąć w kierunku zielonej energii, od farm słonecznych po wiatrowe: lądowe i morskie. Inwestycje takie będą wymagały ogromnych kapitałów, a ich zdobycie na komercyjnym rynku będzie możliwe jedynie bez balastu węglowego. Symbolicznym sygnałem jest wypowiadanie umów przez państwowe koncerny energetyczne na dostawy węgla, które zawierane były w poprzednich latach, ponieważ zapotrzebowanie na ten surowiec mocno poszło w dół.

Poza wielką polityką i czystym biznesem ogromne znaczenie w zielonym przyśpieszeniu mają konsumenci, a w zasadzie prosumenci, którzy - często ze wsparciem finansowym rządu - zaczęli kupować na potęgę mikroinstalacje do produkcji energii na swoje potrzeby, a nadwyżki oddają do sieci. Poprzedni rok przyniósł tak skokową popularność przydomowych elektrowni, że masowe przyłączanie mikroinstalacji staje się... problemem dla sieci elektroenergetycznej. Można powiedzieć, że pod tym względem zielona energia padła ofiarą własnego sukcesu, a w 2021 roku można spodziewać się kolejnych prosumenckich rekordów. Wzrost świadomości konsumenckiej w zakresie zielonej energii ma też wymiar ekologiczny. Swoje owoce zbiera intensywna kilkuletnia kampania antysmogowa, która przebiła się do świadomości społecznej i sprzyja wypieraniu węgla przez energię ze słońca czy wiatru. Niewykorzystaną szansą są w Polsce nadal biogazownie, i być może właśnie 2021 rok będzie przełomowy także dla takich instalacji.

Podsumowując, w tym roku będziemy świadkami skutków ogromnego zwrotu politycznego, biznesowego i społecznego w zakresie wykorzystania zielonych źródeł energii. To proces, którego już się nie powstrzyma, zaś jego dynamika ułatwi Polsce dołączenie do krajów, które są w stanie osiągnąć coraz ambitniejsze cele klimatyczne. Skoro zielona energia wreszcie doczekała się politycznego wsparcia, a społecznie stała się powszechnie akceptowalna, to resztę załatwi już biznes, który świetnie potrafi liczyć.

Tomasz Prusek
publicysta ekonomiczny
prezes Fundacji Przyjazny Kraj

***

Dowiedz się więcej na temat: energetyka | węgiel | kopalnie | odnawialne źródła energii

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »