Spis treści:
- Dwucyfrowy wzrost importu z Chin do Polski
- Chiny szukają ujścia dla swojej ogromnej nadprodukcji
- Globalna ekspansja Chin bolączką całej Europy
- Deficyt handlowy Polski może jeszcze wzrosnąć
Deficyt w obrotach towarowych handlu zagranicznego po listopadzie 2025 r. wyniósł 5,5 mld euro (6,1 mld dolarów) - podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). W omawianym okresie wartość eksportu z Polski wyniosła 336,2 mld euro, co oznacza wzrost o 2,8 proc. w ujęciu rok do roku. Ale wartość importu - a więc towarów, które napłynęły do naszego kraju - była wyższa: wyniosła 341,7 mld euro. Wzrost importu charakteryzował się także wyższą roczną dynamiką: było to 5,1 proc.
Dwucyfrowy wzrost importu z Chin do Polski
W danych GUS uwagę zwraca dwucyfrowy wzrost importu z Chin do Polski w okresie styczeń-listopad 2025 r. Zwiększył się on o 13,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, osiągając wartość 52,9 mld euro.
Żaden inny kraj spośród naszych czołowych partnerów handlowych nie wykazał podobnej skali wzrostu importu do Polski. Druga największa dynamika dotyczyła Czech - w omawianym okresie import do Polski z kraju naszych południowych sąsiadów wzrósł o 5,7 proc. rok do roku (do 11,2 mld euro). Trzecia w zestawieniu sporządzonym pod kątem dynamiki była Holandia (wzrost importu o 4,9 proc. rdr, do 13,2 mld euro).
Udział Chin w polskim imporcie wzrósł w ciągu ostatniego roku o ponad 1 punkt procentowy
- mówi Interii Biznes Urszula Kryńska, kierowniczka Zespołu Analiz i Prognoz w Biurze Analiz Makroekonomicznych PKO BP.
Czarno na białym widać to w tabeli GUS: analiza danych pokazuje, że udział Chin w imporcie do Polski po listopadzie wyniósł 15,5 proc. wobec 14,3 proc. w analogicznym okresie 2024 roku.
Co znamienne - Niemcy, w przypadku których wartość importu do Polski wciąż jest najwyższa (65,4 mld euro w okresie styczeń-listopad 2025) odnotowały 19,1-procentowy udział w polskim imporcie po listopadzie 2025 r., ale był to udział o 0,3 pkt. proc. mniejszy niż przed rokiem (wtedy wynosił 19,4 proc.).
Chiny szukają ujścia dla swojej ogromnej nadprodukcji
Dlaczego udział Chin w polskim imporcie tak mocno wzrósł? - Oczywiście, ma to związek z wojnami handlowymi, ale należy pamiętać, że nałożyły się one na chińską nadprodukcję - zwraca uwagę Urszul Kryńska z PKO BP. - Od pewnego czasu w ChRL jest silne nastawienie na politykę przemysłową, towarzyszy temu solidne wsparcie dla niektórych branż i w związku z tym Chińczycy gorączkowo szukają popytu dla tej swojej olbrzymiej produkcji i rozpychają się mocno na różnych rynkach. Widzimy, że rośnie ich udział w imporcie do Polski, ale też do Niemiec - i tam staja się konkurencją dla naszych firm.
- Pewnym pozytywnym aspektem tej sytuacji jest to, że ten zalew chińskiego importu działa dezinflacyjnie w całej Europie. W Chinach od 2022 r. utrzymuje się ujemny wskaźnik inflacji producenckiej (PPI). Producenci szukają rynków zbytu i schodzą z marż - dodaje rozmówczyni Interii Biznes.
Ten swoisty "import dezinflacji" z Chin oddziałuje na korzyść konsumentów: według ostatecznych danych GUS, inflacja w Polsce w grudniu wyniosła 2,4 proc. w ujęciu rocznym, plasując się tuż poniżej środka celu NBP.
Globalna ekspansja Chin bolączką całej Europy
Ale ciemne strony zalewu chińskich towarów na rynkach europejskich to wspomniana konkurencja dla polskich producentów wysyłających swoje towary za granicę. Agresywna ekspansja chińskich producentów to zresztą bolączka dla firm z całej Unii Europejskiej.
"Chiński model rozwoju, oparty na intensywnej polityce przemysłowej, doprowadził do silnego wzrostu mocy produkcyjnych Chin i ich globalnej konkurencyjności, zwłaszcza w zaawansowanych technologiach i 'zielonych' branżach. To skutkuje nadprodukcją, presją eksportową i spadkiem cen, które zwiększają konkurencyjność Chin i wypierają firmy z UE" - zauważają w raporcie "Perspektywy gospodarcze na 2026" ekonomiści PKO BP.
W ostatecznym rozrachunku może ucierpieć na tym dynamika PKB europejskich państw, a producenci ze Starego Kontynentu mogą chcieć obniżać swoje marże, by nie tracić konkurencyjności wobec Chińczyków.
Deficyt handlowy Polski może jeszcze wzrosnąć
Zwiększony import z Chin do Polski oddziałuje także w kierunku zwiększania się deficytu handlowego.
- Zakładamy, że deficyt handlowy Polski może się jeszcze minimalnie pogłębić w tym roku - mówi Urszula Kryńska. - Strona eksportowa pewnie ruszy wraz z ożywieniem w strefie euro. Ale po stronie importu też będziemy obserwować wzrost - i to nie tylko z powodu kwestii chińskiej. Spodziewamy się w Polsce boomu inwestycyjnego, co będzie generowało rosnące zapotrzebowanie na import towarów inwestycyjnych. Generalnie wraz ze zmianą struktury PKB w kierunku inwestycji, które w Polsce są bardziej importochłonne niż konsumpcja, rośnie import. Naszym zdaniem wpływ eksportu netto na polski PKB w 2026 roku będzie ujemny. Sytuację dodatkowo komplikuje tutaj eksport usług, który też nie wygląda różowo - w transporcie czy usługach informatycznych, w których kiedyś byliśmy mocni, obserwujemy pewne wyhamowanie, które ma swoje strukturalne przyczyny.
Ekonomiści PKO BP przypominają w raporcie, że obecna śmiała ekspansja Chin ma swoje źródło w strategii "Made in China" ogłoszonej w 2015 roku, która miała ograniczyć zależność Państwa Środka od importu i firm zagranicznych oraz zapewnić mu "globalną konkurencyjność i przywództwo technologiczne w wybranych branżach".
"W jej ramach wskazano perspektywiczne sektory, których rozwój był intensywnie wspierany" - wskazują (tu w grę wchodzą m.in. subsydia, z których bodaj najbardziej znanym przypadkiem są dotacje Pekinu dla producentów pojazdów elektrycznych).
"W rezultacie gwałtownie wzrosły moce produkcyjne w zaawansowanych technologicznie branżach, co wymusza 'eksport nadwyżek mocy produkcyjnych'" - dodają ekonomiści PKO BP. "Pomimo działań władz nie udało się bowiem na tyle pobudzić popytu krajowego, aby mógł on w istotnym stopniu wchłonąć szybko rosnącą podaż".
W efekcie eksport z Chin staje się coraz większy (i tańszy) - a zaostrzenie wojny celnej na linii Pekin-Waszyngton sprawiło, że strumień dóbr przekierowywanych na rynki europejskie dodatkowo przybrał na sile.
Katarzyna Dybińska












