Trump się przeliczy? Ekonomiści nie mają złudzeń co do zysków z ceł
W środę 2 kwietnia wieczorem (polskiego czasu) Donald Trump ma ogłosić nałożenie tzw. ceł wzajemnych na partnerów handlowych. Polityka administracji Trumpa w handlu międzynarodowym została zdominowana przez taryfy. Prezydent USA twierdzi, że dzięki cłom budżet Stanów Zjednoczonych się wzbogaci - ale eksperci nie mają złudzeń, że wpływy do państwowej kasy będą o wiele niższe, niż przewiduje Trump i jego doradcy.
- Donald Trump ma dziś ogłosić wejście w życie tzw. ceł wzajemnych na towary importowane do USA;
- Główny strateg Białego Domu Peter Navarro szacuje, że polityka celna Trumpa przełoży się na 600 mld dolarów wpływów do budżetu rocznie;
- Ekonomiści uważają, że wpływy nie wyniosą nawet połowy tej sumy - i ostrzegają przed "gwałtowną recesją".
"Dzień wyzwolenia Ameryki" zapowiedziany przez Donalda Trumpa, czyli 2 kwietnia, to dzień, w którym ma on ogłosić wejście w życie tzw. ceł wzajemnych na towary importowane do USA z niemal wszystkich państw świata. W teorii mają one zrównać amerykańskie stawki celne ze stawkami stosowanymi przez partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych.
Cła to motyw przewodni w polityce handlowej administracji Donalda Trumpa, który stwierdził, że dzięki nim USA staną się "bogate". Peter Navarro, główny strateg Białego Domu (za pierwszej kadencji Trumpa pełnił on funkcję jego doradcy ds. handlu), w niedzielę na antenie Fox News powiedział, że wpływy do budżetu z taryf wyniosą około 600 mld dolarów rocznie. Z kolei 25-procentowe cła na samochody mają dołożyć do tej sumy kolejne 100 mld dolarów w skali roku - szacuje Navarro.
Ekonomiści są jednak sceptyczni. Cytowany przez CNBC główny ekonomista Moody's Mark Zandi powiedział, że kwota 600-700 mld dolarów, na którą liczą Trump i jego otoczenie, "nie jest nawet w zasięgu możliwości". Zandi uważa, że wpływy do budżetu nie wyniosą nawet połowy sumy wskazanej przez Navarro.
"Można będzie mówić o szczęściu, jeśli będzie to 100-200 mld dolarów" - stwierdził.
Serwis CNBC zwrócił się do Białego Domu z pytaniem o przewidywane wpływy z taryf, ale - jak podkreśla - służby prasowe odmówiły udzielenia odpowiedzi.
CNBC przypomina, że istnieją duże znaki zapytania co do zakresu oddziaływania ceł, w szczególności dotyczące ich skali, czasu obowiązywania oraz tego, których produktów i krajów będą one w ostatecznym rozrachunku dotyczyć - a wszystko to ma wpływ na potencjalne całkowite przychody amerykańskiego budżetu.
We wtorek dziennik "Washington Post" napisał, że administracja Trumpa rozważa wprowadzenie 20-procentowych ceł na większość importowanych produktów, co stanowiłoby wypełnienie zapowiedzi obecnego prezydenta USA jeszcze z czasów kampanii. Jednak komunikacja ze strony Białego Domu wskazuje na wspomniane cła wzajemne, a więc odpowiadające stawkom stosowanym przez partnerów handlowych. Skąd zatem spekulacje na temat 20-procentowych ceł? Wydaje się, że taka stawka odpowiada wyliczeniom, jakie przedstawił Peter Navarro.
Import do USA w 2024 r. miał wartość około 3,3 bln dolarów. Zastosowanie wobec wszystkich importowanych dóbr 20-procentowych ceł przełożyłoby się na roczne wpływy w wysokości ok. 660 mld dolarów.
"Prawie na pewno to właśnie jest matematyka, którą w swojej głowie wykonuje Navarro - ale te obliczenia pomijają niektóre kluczowe elementy" - mówi CNBC Ernie Tedeschi, były główny ekonomista Rady Doradców Ekonomicznych Białego Domu za prezydentury Joe Bidena, kierownik centrum badawczego Budget Lab na Uniwersytecie Yale. Zdaniem Tedeschiego i innych ekonomistów, dokładny szacunek wpływów z taryf powinien uwzględniać ich ekonomiczne konsekwencje w skali całego globu, a te będą liczne - czy to w sferze globalnego popytu, czy podaży towarów na poszczególnych rynkach zbytu. Wszystkie te konsekwencje będą skutkowały redukcją oczekiwanych wpływów do budżetu.
Analiza ośrodka Budget Lab z Yale wskazuje, że szeroko zakrojone 20-proc. cła na import przełożyłyby się na wpływy do amerykańskiego budżetu rzędu około 250 mld dolarów rocznie, po uwzględnieniu wspomnianych globalnych konsekwencji takich ceł - wskazuje Ernie Tedeschi.
Analiza ta wskazuje też na "ciemną stronę" dla amerykańskiego konsumenta - 20-proc. cła, według Budget Lab, kosztować go będą od 3,4 tys. dolarów do 4,2 tys. dolarów rocznie. Konsument będzie naturalną koleją rzeczy kupował mniej importowanych dóbr, jeśli te będą droższe - a niższy popyt to niższy import i mniejsze wpływy z ceł nałożonych na ten import.
Robert McClelland z think-tanku Urban-Brookings Tax Policy Center dodaje, że cła poskutkują obniżoną aktywnością gospodarczą. Amerykańskie firmy, które nie zdecydują się na przerzucenie kosztów ceł na konsumentów poprzez podniesienie cen, doświadczą spadku zysków (przy okazji zmniejszą się sumy odprowadzane przez nie z tytułu podatków do budżetu). Powstrzymywanie się konsumentów od wydatków dodatkowo nadszarpnie zyski przedsiębiorstw. W obliczu pogarszającej się sytuacji finansowej, firmy mogą zacząć zwalniać pracowników.
Partnerzy handlowi USA według wszelkiego prawdopodobieństwa też odpowiedzą kontrcłami na amerykańskie produkty - a to uderzy w eksporterów. Cła mogą też doprowadzić do pogorszenia koniunktury w innych krajach, co będzie skutkowało spadkiem popytu na import z USA.
Główny ekonomista Moody's Mark Zandi podsumowuje, że 20-proc. cła doprowadzą do "gwałtownej recesji", która z kolei pogorszy sytuację fiskalną Stanów Zjednoczonych.