Reklama

Tydzień pod znakiem korekty

Pierwszy dzień tygodnia na rynku eurodolara przebiegał spokojnie. Kurs oscylował powyżej poziomu 1,31, a inwestorzy nadal pozostawali pod wpływem zeszłotygodniowej decyzji FOMC o uruchomieniu kolejnego, wartego 40 mld dolarów miesięcznie programu skupu obligacji. Bez większego wpływu na zachowanie kursu przeszły dane o bilansie handlowym i saldzie rachunki bieżącego dla Strefy Euro

Pierwszy dzień tygodnia na rynku eurodolara przebiegał spokojnie. Kurs oscylował powyżej poziomu 1,31, a inwestorzy nadal pozostawali pod wpływem zeszłotygodniowej decyzji FOMC o uruchomieniu kolejnego, wartego 40 mld dolarów miesięcznie programu skupu obligacji. Bez większego wpływu na zachowanie kursu przeszły dane o bilansie handlowym i saldzie rachunki bieżącego dla Strefy Euro

Spokojny początek

. Dopiero bardzo słaby odczyt indeksu NY Empire State zwiększył aktywność rynkową. Wynik na poziomie -10,41 pkt., przy oczekiwanych -2 pkt. wpisał się w nastrój towarzyszący programowi QE3 i przyczynił się do osłabienia amerykańskiej waluty. Poprzez to notowania pary EUR/USD ustaliły tygodniowe maksimum na poziomie 1,3170. Stronie popytowej nie udało się jednak zbyt długo utrzymać na szczycie i w dalszej części tygodnia można było obserwować realizacje zysków.

Inwestorzy realizują część zysków

Wtorkowe notowania europejskie rozpoczęły się od kontynuacji przeceny euro względem dolara. Spadki zostały zapoczątkowane jeszcze w czasie poniedziałkowej sesji amerykańskiej. Czynnikiem, który wspomógł stronę podażową było przełamanie poziomu 1,31. To szybko doprowadziło kurs do wsparcia na 1,3070, który także został sforsowany. Tuż poniżej tego poziomu doszło do krótkiej konsolidacji, po której niedźwiedzie sprowadziły kurs do 1,3050. W obronie przed spadkami stronie popytowej nie pomogły lepsze od oczekiwań rynkowych dane makroekonomiczne w postaci indeksu instytutu ZEW, czy napływu kapitałów długoterminowych do USA. Próba odbicia nastąpiła w czasie środowych notowań azjatyckich. Informacja o tym, że bank centralny Japonii zwiększa program zakupu aktywów pozytywnie podziałała na inwestorów. Wycena euro powróciła powyżej poziomu 1,3070 dolara. Impuls ten szybko jednak zniknął z rynku i na głównej parze inwestorzy powrócili do realizowania zysków. Obawy o efekt negocjacji Grecji z przedstawicielami Troiki podnosił poziom awersji do ryzyka, co szkodziło mniej pewnym aktywom. Po połowie środowego handlu na Starym Kontynencie cena euro testowała istotne wsparcie na 1,30 dolara. Siła tego poziomu posłużyła jednak bykom do wyprowadzenia korekty. Mieszane dane z rynku nieruchomości o liczbie pozwoleń na budowę i rozpoczętych budów domów w USA nie były w stanie poprawić sentymentu rynkowego. Dopiero wzrost o 7,8% w stosunku do poprzedniego okresu liczby sprzedanych domów na rynku wtórny w Stanach Zjednoczonych pobudził byki do działania. Poprzez to na wykresie znów pojawiła się wartość 1,3070.

Reklama

Słabe dane z Chin szkodzą globalnym nastrojom

Środowa euforia wywołana lepszymi danymi z amerykańskiego rynku nieruchomości wyparował za sprawą danych makroekonomicznych z Chin. Niewielki wzrost indeksu PMI dla przemysłu (47,8 pkt.) w tym kraju przypomniał inwestorom o hamującej gospodarce Kraju Środka. Ten niepokojący wynik w zestawieniu z obiecanym przez władze w Pekinie programie stymulacyjnym wprowadził sporo niepewności wśród inwestorów. Na reakcje rynków nie trzeba było długo czekać. Główne światowe indeksy przybrały czerwony kolor, a euro straciło na wartości. Jeszcze przed otwarciem czwartkowego handlu w Europie kurs głównej pary znalazł się poniżej wsparci na 1,30. Dalsze spadki były sprawą słabego odczyty indeksu PMI dla przemysłu i usług we Francji. Sytuację starły się ratować lepsze dane z Niemiec, jednak przewaga niedźwiedzi była na tyle duża, że kurs EUR/USD osunął się do poziomu 1,2920.

Próba poprawy w końcówce

Ostatnią w tym tygodniu sesję europejską główna para rozpoczęła od testowania poziomu oporu na 1,30. Na odbicie od czwartkowych dołków wpłynęły doniesienia z Grecji, gdzie zbliżono się do osiągnięcia konsensusu w negocjacjach na linii rząd - przedstawiciele Troiki. Również spekulacje prasowe o rozważaniach prywatnych wierzycieli Hellady o kolejnym umorzeniu długów wspierały pozytywne nastroje. Początkowe działania popytu nie przyniosły jednak efektów i kurs głównej par ruszyły na południe. Kupujący nie zrezygnowali jednak z powrotu powyżej poziomu oporu, co zaowocowało kontrą i osiągnięciem poziomu 1,3048. Przy tym ruchu spekulowano o dużych zakupach euro przez inwestorów z Bliskiego Wschodu. Wartości tej nie udało się jednak utrzymać zbyt długo i w południe cena euro znów oscylował wokół 1,2970. Na kolejne podejście popyt wyczekał aż do handlu zaczną dołączać gracze zza oceanu. Tym razem scenariusz był podobny. Po dynamicznym wzroście pojawiło się zejście. W końcówce sesji londyńskiej za euro trzeba było zapłacić 1 dolara i 30 centów.

Starty od korekty

Pomimo spokojnej sesji na eurodolarze notowania par złotowych rozpoczęły tydzień od sporego osłabienia. Deprecjacja rodzimej waluty była podyktowana kilkoma czynnikami. Pierwszym z nich było spore umocnienie, które rodzima waluta doświadczyła w ostatnim czasie. Uspokojenie nastrojów sprzyjało zatem realizacji zysków. Poza tym rosnące obawy o odczyt produkcji przemysłowej i zwiększające się w związku z tym oczekiwania co do obniżki stóp procentowych ciążyły notowaniom na krajowym rynku. Poniedziałkową sesję para USD/PLN kończyła na poziomie 3,1320 z prawie 4 groszowym wzrostem, zaś kurs EUR/PLN dotarł do wartości 4,1050 zł, co oznaczało zwyżkę o prawie 5 gr.

Realizacji zysków ciąg dalszy

Wtorek na krajowym rynku walutowym przypominał początek tygodnia. Złoty między innymi za sprawą osuwającego się kursu eurodolara tracił na wartości. Para USD/PLN przebiła się przez poziom 3,15, natomiast kurs EUR/PLN kilkukrotnie przetestował opór na 4,1250. Realizacja zysków była kontynuowana również w czasie środowej sesji. Początkowa próba aprecjacji rodzimej waluty, wywołana decyzja banku centralnego Japonii zakończyła się niepowodzeniem. Pogorszenie sentymentu globalnego sprzyjało wyprzedaży złotego. Także słabe dane z polskiej gospodarki przyczyniły się do zwiększenia skali przeceny. Mocny spadek dynamiki wzrostu produkcji przemysłowej przełożył się na zwiększenie oczekiwań na decyzję o poluzowaniu polityki monetarnej. W efekcie ceny zagranicznych walut poszły w górę.

Nowe szczyty na krajowym rynku walutowym

Czwartkowy handel na starym kontynencie pary złotowe rozpoczęły z jeszcze wyższych poziomów. Cena dolara kształtował się na poziomie 3,22 zł, zaś euro kosztował w okolicy 4,17 zł. Za kontynuacją przeceny rodzimej waluty stały obawy związane z odczytami z chińskiej gospodarki i spadki na eurodolarze. Słaby odczyt indeksu PMI dla Francji doprowadził do ustalenia nowych maksimów. Po nerwowym początku sytuacja nieco się uspokoiła. Lepsze dane z niemieckiej gospodarki dały chwilę wytchnienia inwestorom. Trwalsza poprawa nastąpił dopiero na przełomie notowań europejskich i amerykańskich. Lepsze dane o indeksie FED z Filadelfii oraz pozytywne informacje dotyczące Grecji pozwoliły odreagować ostatnie wzrosty. Inwestorzy z zadowoleniem przyjęli postęp prac ws. ustalania oszczędności z Troiką, a także spekulacje o możliwym kolejnym umorzeniu długów. Również deklaracja premiera Chin w kwestii potrzymania zakupów obligacji europejskich funduszy ratunkowych sprzyjały poprawie apetytu na ryzyko.

Spokojny początek końcówki tygodnia

Ostatni dzień tygodnia inwestorzy rozpoczęli w nieco lepszych nastrojach. Odbicie na eurodolarze powyżej poziomu 1,30 pozwoliło obniżyć cenę amerykańskiej waluty do poziomu 3,18 zł, zaś euro potaniało do 4,1440 zł. Przewaga popytu na rynku głównej pary szybko się jednak skończyła i notowania znów ruszyły na południe. Odbiło się to również na krajowym rynku. Zmiany nie były jednak duże, zwłaszcza na parze EUR/PLN. W dalszej części sesji handel przebiegał w umiarkowanych nastrojach. Zmienność kursu EUR/USD powodowała, że notowania dolar - złotego miały szarpany charakter. Wykres co raz odbijały się od wsparcia na 3,1650 i powracały do okolic poziomu 3,1820. W końcówce sesji londyńskiej ceny zagranicznych walut znów zmierzały na północ.

Michał Mąkosa

FMC Management

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »