Reklama

W grudniu propozycje ws. dochodów własnych UE; Brexit szansą na reformy

Pracująca od ponad dwóch lat grupa ds. zasobów własnych UE przedstawi w grudniu propozycje, w jaki sposób uniezależnić budżet unijny od składek państw członkowskich. Nie tylko unijni decydenci mają nadzieję, że Brexit ułatwi reformę.

- Zaprezentujemy nasz końcowy raport trzem instytucjom, czyli Radzie UE, Parlamentowi Europejskiemu i Komisji Europejskiej w grudniu - powiedział w czwartek na konferencji prasowej w Brukseli były premier Włoch i były komisarz UE Mario Monti. Kieruje on międzyinstytucjonalną grupą wysokiego szczebla ds. zasobów własnych.

Jak zastrzegł, w tej chwili nie chce ujawniać żadnych konkretnych propozycji, ponieważ cały czas trwają nad nimi prace. - W tej chwili jesteśmy w trakcie finalizowania raportu - oświadczył Włoch.

O tym, że we wspólnej kasie konieczne są zmiany, mówiła wiceszefowa KE ds. budżetu Kristalina Georgiewa. - Musimy otworzyć na nowo dyskusję na temat struktury strony przychodowej budżetu - podkreślała w czasie konferencji o przyszłym finansowaniu UE.

Reklama

Przez dwa dni rozmawiali o tym w Parlamencie Europejskim europosłowie, przedstawiciele instytucji europejskich, eksperci, a także reprezentanci parlamentów narodowych.

Georgiewa zwracała uwagę, że reformy nie było od 1988 r. - Przez te wszystkie lata dużo się zmieniło, więc powinien się zmienić również budżet europejski - zaznaczyła.

Były komisarz ds. budżetu, europoseł PO Janusz Lewandowski wskazywał, że szansą na zmiany jest decyzja o wyjściu z UE Wielkiej Brytanii. Londyn był najbardziej zagorzałym zwolennikiem oszczędności i cięć w unijnych wydatkach podczas negocjacji nad kolejnymi perspektywami finansowymi UE.

Na fakt ten zwrócił uwagę również reprezentujący polski Sejm na konferencji poseł PiS Jacek Sasin. Jego zdaniem w związku z Brexitem "oczywiste staje się" wyeliminowanie mechanizmów korekcyjnych, które wpływają na wielkość składek poszczególnych krajów.

Sasin podkreślał, że z powodu rabatu brytyjskiego polskie wpłaty do budżetu UE są wyższe niż wynikałoby to z poziomu zamożności naszego kraju. Na rabat brytyjski, który wywalczyła jeszcze w latach 80. ówczesna premier Margaret Thatcher, składają się wszystkie państwa UE. Nie jest on jednak jedynym mechanizmem korygującym składki do wspólnotowej kasy, ponieważ inne kraje również korzystają z rabatów.

Sasin mówił, że można je zastąpić instrumentami korekcyjnymi po stronie wydatkowej, z których mogłyby korzystać np. kraje przyjmujące uchodźców.

Polityk PiS deklarował również, że Polska jest otwarta na dyskusje o nowych źródłach finansowania UE. Zastrzegł przy tym, że propozycje reform nie mogą w nadmierny sposób obciążać nowych krajów UE. - Nie powinniśmy iść w kierunku dodatkowych obciążeń uzależnionych od emisji CO2 - zaznaczył.

Wiceszefowa KE ds. budżetu przyznała, że wynik brytyjskiego referendum otwiera debatę na temat rabatów, ale należy się szerzej zastanowić nad wspólnymi przychodami w związku z tym, że Londyn jest istotnym płatnikiem netto do kasy UE.

Georgiewa wskazała, że możliwe byłoby np. wprowadzenie nowego paneuropejskiego podatku, z którego finansowane byłyby wydatki UE. - Opodatkowanie zanieczyszczenia i emisji gazów cieplarnianych nie jest złym pomysłem - dodała, wskazując na konieczność poszerzenia bazy podatkowej w krajach unijnych.

Jej zdaniem, możliwe byłoby też przeniesienie części wydatków z budżetów krajowych na poziom unijny, jednak tylko gdyby istniały nowe cele budżetowe, np. obronność. Jak podkreślała, obecnie UE finansuje z wielkim trudem wydatki na ochronę granic zewnętrznych. - Trzeba zadać sobie pytanie, czy ochrona granic nie byłaby lepsza, gdyby była prowadzona centralnie, a nie przez poszczególnie państwa członkowskie - oświadczyła wiceszefowa KE.

Dysfunkcjonalność sposobu finansowania wydatków unijnych uwidoczniły kłótnie w 2013 i 2014 roku dotyczące wielkości budżetów rocznych między państwami UE nawołującymi do oszczędności a Parlamentem Europejskim, który domagał się większej unijnej sakiewki. Roczne budżety uchwalono dosłownie w ostatniej chwili, inaczej Unii groziłby bałagan finansowy, opóźnienia czy nawet paraliż projektów polityki regionalnej.

Jeszcze większe targi toczyły się w latach 2011-2012 podczas negocjacji nad długoterminowym budżetem UE na lata 2014-2020, kiedy starli się płatnicy netto z Niemcami na czele i jego beneficjenci, którym przewodziła Polska. Kompromis był trudny do osiągnięcia, gdyż wymagał jednomyślności.

Dowiedz się więcej na temat: brexit

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »