Reklama

Wakacje 2020: Trendy urlopowe wśród Polaków

Epidemia koronawirusa pokrzyżowała wiosenne plany podróżnicze wielu Polaków, a wprowadzone obostrzenia postawiły pod znakiem zapytania letnie urlopowanie. Determinacja do wypoczynku poza domem jednak nie słabnie, a wśród klientów pojawiły się nowe trendy.

Najpierw odwoływane wyjazdy zagraniczne, później zamknięte hotele i pensjonaty oferujące noclegi. To rzeczywistość branży turystycznej z przełomu marca i kwietnia. "Tegoroczne wakacje nie będą takie jak poprzednie" - zapowiadał w tym tygodniu w rozmowie z "Rzeczpospolitą" wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy. Mówił też o tym, że rozważany jest scenariusz umożliwienia wyjazdów zagranicznych, ale na razie jedynie do państw Grupy Wyszehradzkiej. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku Polaków czekają wakacje w kraju, a skoro w kraju to gdzie?

Popularne domki na uboczu

Reklama

W poszukiwaniu odpoczynku i bezpieczeństwa turyści zaczęli interesować się miejscami na odludziu i regionami turystycznymi, które kojarzą się jako spokojne.

- Domki na uboczu przez cały kwiecień były najpopularniejszą kategorią na portalu Noclegowo.pl - zainteresowanie tym rodzajem ofert wzrosło o blisko 500 proc. w stosunku do 2019 r. - mówi ekspert Noclegowo.pl Mateusz Goliat. Jak dodaje, ludzie zamiast konkretnych miejscowości, coraz częściej szukają regionów, zwłaszcza tych cichych i spokojnych jak Bieszczady, Mazury czy Kaszuby.

W ostatnim tygodniu wśród użytkowników portalu dało się zaobserwować trend odmrażania turystki. Jak wskazuje Goliat, od początku maja powoli zaczyna odbudowywać się zainteresowanie głównymi kurortami turystycznymi, takimi jak Kołobrzeg, Gdańsk, a zwłaszcza Zakopane, które zawsze było liderem popularności wśród polskich turystów.

Ekspert wyjaśnia, że jeżeli chodzi o najczęściej wybierane terminy rezerwacji, to można zaobserwować dwa podejścia. - Są osoby, które niemal natychmiast po ogłoszeniu zniesienia zakazu działalności noclegów rezerwują pobyty na najbliższe dostępne terminy. Inni planują wypocząć dopiero w drugiej połowie lipca lub w sierpniu - mówi Goliat i dodaje, że zainteresowanie wakacjami jest bardzo duże, jednak w tym roku Polacy planują urlop wyjątkowo rozważnie zarówno w kwestii terminu, kosztu jak i miejsca pobytu. W tej chwili nadal można jeszcze zarezerwować wyjazd, również w najbardziej obleganych domkach na uboczu.

Pojawiła się także większa presja na ceny, ale te - jak na razie - nie drgnęły w dół w stosunku do roku ubiegłego. - Coraz więcej użytkowników pyta o zniżki, jednak właściciele miejsc noclegowych obecnie nie są skłonni do negocjacji - wyjaśnia Mateusz Goliat.

Nie brak chętnych na działki

Inny trend, który da się zauważyć na rynku, to jeszcze większy wzrost zainteresowania ogródkami działkowymi. Jak wyjaśnia Bartłomiej Piech z Polskiego Związku Działkowców, popyt na ogródki działkowe wzrósł znacząco, ale to nie nowość, bo tendencję wzrostową widać od 4-5 lat. - Oczywiście pandemia koronawirusa i fakt, że część osób była poddana izolacji w domach przyczyniła się do jeszcze większego wzrostu zainteresowania ogródkami działkowymi. Przejawia się to chociażby w ilości telefonów z pytaniami o możliwość zakupu ogródka, które odbierane są w biurach Polskiego Związku Działkowców na terenie całego kraju. Nawet w Zarządzie Krajowym odbieramy takie telefony - opowiada Piech. Jak dodaje, w Polsce mamy ok. 5 tys. ogrodów działkowych, z czego 4,5 tys. działa w ramach Polskiego Związku Działkowców. Jeżeli każdy z ogrodów odbierze kilka-kilkanaście takich telefonów dziennie, to przekłada się to na tysiące osób, które chciałyby w tej chwili pozyskać ogródek działkowy.

Jak można pozyskać ogródek działkowy? Istnieją dwie możliwości. Jak wyjaśnia Bartłomiej Piech, pierwsza to nabycie prawa do wolnej, niezagospodarowanej działki, bezpośrednio od zarządu ROD. Wówczas opłata za ogródek ma charakter bardziej administracyjny i jest ustalana na poziomie konkretnego regionu, ale nie może przekroczyć 25 proc. wysokości minimalnego wynagrodzenia. Ponadto dochodzi opłata, zwana dawniej inwestycyjną. Jest formą partycypacji  w finansowaniu infrastruktury ogólnoogrodowej, np. ogrodzeń zewnętrznych, sieci wodociągowej czy elektrycznej, z której korzystają wszyscy. Wylicza się ją poprzez zsumowanie wartości całej infrastruktury ogrodu działkowego i podzielenie jej przez liczbę działek.

- Druga możliwość nabycia ogródka występuje, kiedy działka ma już swojego dzierżawcę. Wtedy stowarzyszenie ogrodowe mniej uczestniczy w całym procesie - tłumaczy dalej ekspert. Trzeba znaleźć osobę, która chce sprzedać działkę. Zawiera się z nią, w formie pisemnej, umowę przeniesienia prawa do działki, w której notariusz musi poświadczyć podpisy. Umowa ta, poza tytułem prawnym do działki, przenosi na nabywcę własności zlokalizowanych na niej nasadzeń i tzw. naniesień, czyli na przykład altany. Taką umowę trzeba przedłożyć do akceptacji zarządowi ogródka działkowego. - Poza ceną określoną w umowie, kosztem nabycia działki będą wówczas również wyżej wymienione opłaty na rzecz ogrodu - podsumowuje Piech.

Ogródek działkowy dla siebie nadal można znaleźć. To trudniejsze w dużych miastach, ale istnieją regiony, w których są jeszcze wolne działki do pozyskania, na przykład kieleckie czy opolskie. Jak wygląda to od strony finansowej? - Ceny działek wzrosły, ale nie poszybowały horrendalnie w górę. Mamy do czynienia z działkami o wielkości 300-500 m2 w mieście, a ceny urządzonych ogródków oscylują w granicach od 10 tys. złotych do 30 tys. złotych. Rzadko, ale zdarzają się też wyższe, działkowcy mają swobodę w ustalaniu za ile są skłonni odstąpić działkę. Droższe są zwłaszcza działki usytuowane bardziej atrakcyjnie, np. z rekreacyjnego punktu widzenia. Na cenę wpływ ma także stan zagospodarowania ogródka, szczególnie standard altany - tłumaczy Bartłomiej Piech.

Co dalej z hotelami?

O ile szczyt popularności odnotowują teraz miejsca do wypoczynku, gdzie nie trzeba się tłoczyć, o tyle niepewna wydaje się przyszłość tradycyjnych hoteli. Trend wzrostu zainteresowania kurortami odnotowany w pierwszych dniach maja na Noclegowo.pl, może dawać pewną nadzieję hotelarzom, ale dla klientów najważniejsze będzie bezpieczeństwo.

- Ludzie wyjeżdżają po to, żeby doświadczać i dużym wyzwaniem dla branży hotelowej będzie to, jakiego rodzaju będą te doświadczenia. Wyzwaniem będzie rozłożenie na poszczególne składniki słowa bezpieczeństwo, bo dla każdego oznacza ono co innego - wyjaśnia Violetta Hamerska, ekspert rynku hotelowego. Jak dodaje, trudno przewidzieć, czy ludzie będą rzadziej odwiedzać hotele po epidemii koronawirusa. Wszystko zależy od tego, jak zmienią się ich oczekiwania. - Z badań, które przeprowadziliśmy miesiąc temu, wyłaniał się zupełnie inny trend. Niektórzy wskazywali na chęć korzystania ze strefy spa i basenu w hotelu, co było zaskakujące, mimo licznych prawdopodobnych ograniczeń - mówi Hamerska.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Zdaniem ekspertki, w przypadku dużych hoteli, które mogą pomieścić po kilkaset osób, z pewnością pojawią się postawy skraje. Część ludzi będzie się maksymalnie dystansować, a część zacznie traktować wirusa jako jedną z teorii spiskowych. - Teraz istotniejsze są personalizacja doświadczeń, usługi szyte na miarę, dialog z odbiorcą, badanie potrzeb klientów. A może pojawią się nowe potrzeby, jakich jeszcze nie znamy. Stare hotelarstwo pewnie nie wróci. Już teraz widać, że pusty marketing bez wartości emocjonalnej można odłożyć na półkę - wyjaśnia Hamerska.

- Jako projektant doświadczeń gości patrzę na obecną sytuację wielopłaszczyznowo i dla mniej pojawiają się bardziej pytania niż odpowiedzi. I tu pytanie jak hotele potraktują ten restart, bo to szansa na rozpoczęcie nowego rozdziału i doprecyzowanie tego, jaka powinna być oferta, na jaki typ gościa nastawia się hotel. Z tego zatrzymania wyniknęło mnóstwo negatywnych elementów, ale dla tych patrzących długoterminowo, pojawiły się nowe możliwości. Trzeba wyjść poza schematy myślenia "sprzedażą" pokoju hotelowego, a wejść w myślenie poprzez wartości i potrzeby gości - mówi ekspertka.

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2019

Według Hamerskiej, może zmienić się także podejście do jedzenia w kontekście ekologii. Bufety z uginającymi się stołami będą teraz trudne do zrealizowania, więc być może wzrośnie szacunek do jedzenia i będziemy go mniej marnować. Pojawi się podejście "jem tyle, ile mogę zjeść", a nie tyle za ile zapłaciłem. - Coraz więcej osób chce mieć wpływ na ekologię, a hotelarze podeszli do tego elastycznie i twórczo - podsumowuje.

Dominika Pietrzyk

Dowiedz się więcej na temat: wakacje | wakacje 2020 | urlop | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama