Reklama

Węglokoks przejmuje kopalnie - czy wyjdzie to spółce na dobre?

Czy nabycie od Kompanii Węglowej pięciu kopalń o różnych szansach na rentowność wyjdzie Węglokoksowi na dobre? Jak daleko zajedzie ten restrukturyzacyjny wehikuł?

Reklama

Węglokoks, największy w kraju eksporter węgla, zamierza kupić od Kompanii Węglowej, największej europejskiej spółki wydobywczej, kopalnie Bobrek, Chwałowice, Jankowice i Piekary. Ewentualnie także kopalnię Brzeszcze.

- Propozycja przejęcia przez nas kopalń z Kompanii Węglowej jest czymś zupełnie naturalnym - zaznacza Jerzy Podsiadło, prezes zarządu Węglokoksu. - Już w 2010 roku wskazaliśmy, że istotnym elementem naszej strategii będzie zaangażowanie się w segment wydobycia węgla. Nic się w tym zakresie nie zmieniło.

Stabilizacja i wzmocnienie

Władze Węglokoksu zwracają uwagę na fakt, iż większość firm handlowych stara się uzupełnić swe portfolio o część produkcyjną poprzez nabycie aktywów produkcyjnych. Przykładem jest tutaj chociażby szwajcarska spółka Glencore, kiedyś firma stricte handlowa, a obecnie również ogromny producent dostarczający na rynek surowce mineralne.

Z punktu widzenia Węglokoksu - wskazują na to przy każdej okazji władze spółki - posiadanie w strukturze zakładów wydobywczych przyczyniłoby się do ustabilizowania prowadzonego biznesu.

Kompanii Węglowej dałoby to możliwość pozyskania środków finansowych, co w konsekwencji umożliwiłoby jej stopniową i łagodną realizację programu restrukturyzacyjnego.

- Pracownicy przejętych przez nas kopalń mieliby gwarancję zatrudnienia, stabilizacji zarobków, a nawet możliwość ich wzrostu po zrestrukturyzowaniu zakładów - mówi prezes Podsiadło.

Podpisano list intencyjny między Węglokoksem i Kompanią. W obu spółkach liczą na to, że związki zawodowe zaakceptują propozycję Węglokoksu. Byłoby to bowiem korzystne dla wszystkich stron.

W Węglokoksie zaznaczają, że całe nadwyżki finansowe ulokował on już w Kompanii Węglowej oraz w pewnym stopniu w Katowickim Holdingu Węglowym. Obecnie nie ma więc już wolnych środków. Posiada natomiast limity kredytowe, które utraciłby, gdyby doszło do postulowanego przez związki zawodowe połączenia Węglokoksu z Kompanią Węglową i Katowickim Holdingiem Węglowym. Taka operacja doprowadziłaby do konieczności naliczenia olbrzymiej, skonsolidowanej straty Węglokoksu. A to, jak podkreśla sam Podsiadło, oznaczałoby koniec spółki. I dodaje, że ma nadzieję, iż także strona związkowa zdaje sobie z tego sprawę.

- Chcę z całą mocą podkreślić, że nie rozumiem obaw dotyczących tego, że Węglokoks mógłby później sprzedać dalej kupowane dziś kopalnie. To nie wchodzi w rachubę - podkreśla Jerzy Podsiadło. - Do końca 2014 roku powinniśmy być gotowi z całym projektem. Jesteśmy zainteresowani przeprowadzeniem tego procesu najszybciej, jak to jest możliwe. Im szybciej będzie zrealizowany, tym lepiej dla Kompanii Węglowej i Węglokoksu.

Rada Ministrów wyraziła 18 listopada zgodę na wniesienie do Węglokoksu, należących do Skarbu Państwa, udziałów w PSK-Rzeszów.

W komunikacie Centrum Informacyjnego Rządu sprecyzowano, że rząd zgodził się na wniesienie do spółki Węglokoks SA 4463 udziałów należących do Skarbu Państwa w spółce Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe PSK-Rzeszów Sp. z o.o., co stanowi 85,01 proc. kapitału zakładowego tej spółki. Wartość tych udziałów to ponad 3,3 mln zł. Operacja zostanie przeprowadzona w zamian za objęcie przez Skarb Państwa 333 524 akcji w podwyższonym kapitale zakładowym spółki Węglokoksu.

Rząd wyraził również zgodę na wniesienie do Węglokoksu należących do Skarbu Państwa akcji Huty Pokój.

Czemu mają służyć te działania? CIR wskazuje, że znacząca rola Węglokoksu w restrukturyzacji sektora węglowego wymaga podniesienia kapitału zakładowego tej spółki.

Prezes Podsiadło zdaje sobie sprawę z problemów występujących w kopalniach, które mogą trafić do Węglokoksu. Wskazuje między innymi na nazbyt rozbudowaną, kosztowną w utrzymaniu, infrastrukturę kopalni Bobrek-Centrum. Szef Węglokoksu podkreśla również, że Ruch Centrum kopalni Bobrek-Centrum fedruje pod centrum Bytomia na podsadzkę, co generuje także potężne wydatki.

- Jeżeli w Bobrku-Centrum dopłaca się do każdej tony 150 zł, bo wydobywa się na podsadzkę, to trzeba taką ścianę zamknąć - mówi prezes Jerzy Podsiadło. - Trzeba pozamykać to, do czego trzeba dopłacać, a zostawić to, co opłacalne.

My, przejmując od Kompanii Węglowej tę kopalnię, chcemy ją doprowadzić do stanu rentowności. Widzimy możliwość zmniejszenia kosztów, konieczna jest zmiana organizacji pracy. Kopalnia powinna pracować sześć dni w tygodniu, a górnicy - pięć. Siódmy dzień należy przeznaczyć między innymi na remonty. Istotna będzie kwestia czasu przebywania pracowników na przodku oraz ich dowozu. Zakładamy, że w trakcie najbliższych piętnastu lat eksploatacja węgla będzie tam opłacalna. Co będzie dalej, to trudno teraz przewidzieć...

Dwie z pięciu?

W branży górniczej podkreślają, że kopalnie Jankowice i Chwałowice są zakładami ze sporymi perspektywami. Należą do grupy kopalń rybnickich. Co istotne, funkcjonują one w tym samym złożu i w tym samym środowisku społecznym. A co najważniejsze, posiadają zasoby gwarantujące im jeszcze przynajmniej kilkadziesiąt lat pracy. Przeznaczone do wydobycia zasoby każdego z tych zakładów wynoszą około 140 mln ton.

Ponadto kopalnia Jankowice - na co zwraca uwagę były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski - już ma za sobą całkiem spory wysiłek modernizacyjny, który zdecydowanie poprawił jej efektywność. A zgłębienie szybu nr 8 umożliwi utrzymanie poziomu zatrudnienia i planowanego wydobycia wynoszącego 12 tys. ton na dobę przez najbliższe 63 lata.

Jak przedstawiają się pozostałe kopalnie, które mogłyby trafić z KW do Węglokoksu?

- Bobrek-Centrum to kopalnia mająca poważne ograniczenia z powodu prowadzenia eksploatacji pod Bytomiem - zaznacza Markowski. - To powoduje, że kopalnia nie dość, że szuka wyrobiskami węgla, to jeszcze wydobywa resztki pokładów, a ściany ma o symbolicznym wręcz wybiegu. A jeszcze musi to eksploatować w części na podsadzkę płynną, co teoretycznie uspokaja władze Bytomia, ale rujnuje samą kopalnię.

W kopalni Piekary, jak wskazuje Markowski, mamy resztę złoża na kilka lat wydobycia.

- Tutaj żaden wysiłek modernizacyjny niczego nie poprawi - mówi Jerzy Markowski i kontynuuje: - W przypadku kopalni Brzeszcze poraża strata wynosząca ponad 230 zł na tonie. Ale wynika ona między innymi z tego, że ta kopalnia ma bardzo ograniczone zdolności wydobywcze. Gdyby wydobywała więcej węgla, to koszty byłyby niższe. Tu jest spora analogia z fedrującą niemal po sąsiedzku kopalnią Silesia.

Jak zatem widać, biznesowo dla Węglokoksu najlepiej rokują obydwie kopalnie rybnickie, czyli Chwałowice i Jankowice. Pozostałe są w sytuacji, która nie pozwala liczyć na postawienie ich na nogi.

- Węglokoks będzie dla nich pełnił funkcję Spółki Restrukturyzacji Kopalń bis - ocenia Markowski. I tłumaczy, że taka operacja jest łatwiejsza do przeprowadzenia dla właściciela czyli Skarbu Państwa. Gdyby bowiem miał on przekazać środki do SRK, musiałby znowelizować ustawę budżetową. A jeżeli będzie to robić poprzez Węglokoks, wystarczy dokapitalizować firmę akcjami innych spółek Skarbu Państwa.

W Węglokoksie uważają, że gdyby udało się w krótkim czasie przejąć kopalnie Kompanii Węglowej i dokonać ich restrukturyzacji, to być może pod koniec 2015 roku byłoby możliwe podjęcie starań zmierzających do debiutu Węglokoksu na warszawskiej giełdzie. Jednak droga do tego celu nie wydaje się ani prosta, ani równa.

Jerzy Dudała

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »