Reklama

Węgry bronią swej decyzji o budowie South Stream

Węgry podjęły decyzję o budowie swojego odcinka gazociągu South Stream, by zapewnić sobie stałe dostawy surowca; wobec sytuacji na Ukrainie jest to konieczność - powiedział w wywiadzie dla Reutera przedstawiciel resortu rozwoju Andras Aradszki.

Ponieważ nie powstanie gazociąg Nabucco, "po blisko dziesięciu latach wahań w tej sprawie", oraz w świetle wydarzeń na Ukrainie Węgry nie mają innego rozwiązania, niż zapewnić sobie dostawy gazu z Rosji - powiedział Aradszki.

Projekt Nabucco, popierany przez Zachód, upadł; miał on pozwolić na dostarczanie do Europy Środkowej gazu z Azerbejdżanu. Według Aradszkiego, sekretarza stanu ds. energii w ministerstwie rozwoju narodowego Węgier, w tej sytuacji Budapeszt nie ma innego wyboru, niż postawić na dostawy surowca z Rosji.

Krytykowany zarówno przez USA, jak i Unię Europejską South Stream to gazociąg z Rosji do państw południowej Europy prowadzący przez Morze Czarne, z pominięciem terytorium Ukrainy. Koszt tej inwestycji szacuje się na 40 mld dol. Węgry chciałyby sfinalizować ten projekt w 2017 roku.

Reklama

W opinii Zachodu South Stream zwiększyłby uzależnienie Europy Wschodniej od dostaw gazu z Rosji. Ponadto węgierska decyzja o realizacji projektu jest interpretowana jako polityczne zbliżenie Budapesztu do Moskwy.

- Nord Stream został zbudowany po to, by wyeliminować zagrożenie ze strony Białorusi. To taka sama sytuacja (...). Po prostu inna trasa - powiedział Aradszki, odnosząc się do gazociągu, którym transportowany jest gaz rosyjski do Niemiec.

Sekretarz stanu dodał, że kraje popierające budowę South Stream - Słowenia, Węgry, Bułgaria i Austria - zwróciły się do Komisji Europejskiej, prosząc, by wypracowała porozumienie z Moskwą dotyczące tego, w jaki sposób można zbudować ten gazociąg, nie łamiąc unijnych przepisów.

UE i Waszyngton są jednak bardzo krytyczne wobec tego projektu. Na początku listopada węgierski premier Viktor Orban powiedział, że Stany Zjednoczone wywierają "silną presję na Węgry", starając się odwieść Budapeszt od planu budowy South Stream i rozbudowy węgierskiej elektrowni atomowej w miejscowości Paks. Budapeszt zawarł na początku roku umowę z rosyjskim Rosatomem na tę inwestycję.

Parlament Węgier uchwalił na początku listopada nowelizację ustawy o zaopatrzeniu w gaz, ułatwiając w ten sposób budowę South Stream i wprowadzając inne od unijnych standardy rynku gazowego.

Wprawdzie Aradszki powiedział agencji Reutera, że rosyjski gigant energetyczny Gazprom nie wywiera presji na Węgry, ale zdaniem obserwatorów nowelizacja została zredagowana właśnie pod kątem potrzeb kontrolowanej przez Gazprom węgiersko-rosyjskiej spółki, która miałaby zbudować węgierski odcinek South Stream.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »