Reklama

Węgry jako kolejna kostka europejskiego domina

Ostatnia wypowiedź Petera Szijjarto, rzecznika prasowego premiera Węgier Viktora Orbana, na temat sytuacji ekonomicznej tego państwa, zmroziła inwestorów i analityków z całej Europy, doprowadzając do destabilizacji węgierskiego forinta.

Gospodarka Węgier znajduje się w "bardzo trudnej sytuacji" - oświadczył Szijjarto podczas konferencji prasowej w Budapeszcie. - Nie będzie przesadą mówienie o niewypłacalności. W swojej wypowiedzi oskarżył on również poprzednie socjaldemokratyczne władze o manipulacje danymi i kłamstwa na temat prawdziwego stanu gospodarki kraju. Wcześniejszy rząd złożył deklarację, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w tym roku maksymalnie 3,8 proc. PKB. Tymczasem może się okazać, że prawdziwa wartość deficytu będzie dwukrotnie wyższa.

Plan dzialania w trzy doby

Reklama

W wyniku ujawnienia tych nieścisłości ma zostać powołany zespół specjalistów, którego zadaniem będzie wnikliwe zbadanie sprawy oraz przedstawienie wstępnych danych dotyczących rzeczywistej kondycji gospodarki. Szijjarto zapowiedział, że rząd opublikuje plan działania w ciągu 72 godzin od ogłoszenia wyników dochodzenia przez komisję badającą sprawę. Projekt ten ma być wdrażany przez kolejne dwa lata. Poprzedniego dnia podobną wypowiedź można było usłyszeć z ust innego polityka, Janosa Vargi. - Węgry mogą podążyć w ślad za Grecją - powiedział Varga, ekonomista oraz szef kancelarii premiera.

Viktor Orban, nowy premier Węgier, pełni swój urząd bardzo krótko, bo ledwie od 29 maja, ale jak widać postanowił od razu zabrać się za porządki po poprzednikach. Orban, przewodniczący centroprawicowej partii Fidesz, zwyciężył wybory zapewnieniami o obniżeniu podatków i pobudzeniu gospodarki. Jak twierdzi, do wypełnienia tych przyrzeczeń potrzebuje przejrzystej sytuacji i stąd całe zamieszanie mające na celu posprzątanie po poprzednikach. Jakkolwiek Unia Europejska niekoniecznie będzie ułatwiać mu to zadanie, ponieważ wniosek Orbana o pozwolenie na rozluźnienie polityki skarbowej skierowany do UE spotkał się z odmową.

- W obecnej sytuacji, kiedy w całej Europie panuje tendencja do zaciskania pasa, Węgry nie mogą iść pod prąd - stwierdził szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.

Wiele hałasu o nic czy kryzys w greckim stylu?

Opozycja twierdzi, że w oświadczeniu złożonym przez rzecznika prasowego obecnego premiera nie ma ani krzty prawdy i jest to jedynie polityczna zagrywka mająca na celu uzyskanie większego poparcia społeczeństwa dla nowego premiera.

Złość inwestorów

Peter Oszko, poprzedni minister finansów, oświadczył, że nie może być mowy o niewypłacalności kraju. Jak twierdzi, dług publiczny wynosił w zeszłym roku 78 proc. PKB, co w porównaniu ze średnią dla UE równającą się 74 proc. nie jest zatrważającym wynikiem. Nie jest do końca jasne, jak sprawy mają się naprawdę. Jedno, co nie pozostawia wątpliwości, to fakt, że obecna niejasna sytuacja nie podoba się inwestorom. I nic dziwnego - jeśli rzeczywiście okazałoby się, że poprzedni rząd fałszował prawdziwe dane i gospodarka kraju ma się znacznie gorzej niż powszechnie sądzono, może powtórzyć się scenariusz grecki. Węgierski forint słabnie względem euro. Także europejskie, a w szczególności węgierskie, indeksy tracą z powodu dezorientacji inwestorów.

Podobna sytuacja miała miejsce w 2006 r., kiedy ówczesny premier Ferenc Gyurcsány, przyznał, że składał obietnice bez pokrycia, deklarując podwyższenie wysokości zarobków oraz emerytur, przy czym zdawał sobie sprawę, że budżet znajduje się w kiepskiej sytuacji. Doprowadziło to do podwyższenia poziomu deficytu budżetowego do 9,3 proc. PKB. Pomimo wprowadzenia przez rząd całego szeregu zmian mających na celu wyjście z dołka, 2008 r. okazał się znowu pechowy dla Węgier i tym razem państwo musiało ubiegać się o pożyczkę w wysokości 25 mld EUR od UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, aby uniknąć bankructwa.

W obecnej sytuacji nadrzędnym celem dla Węgrów powinno być uspokojenie inwestorów, gdyż ich dalsze wycofywanie się z rynku może pogrążyć forinta na dobre. Najbliższe dni pokażą, jak władze wywiązały się z postawionego przed nimi wyzwania oraz czy zamieszanie, które obecnie panuje na rynkach walutowych, nie zostało spowodowane jedynie burzą w szklance wody wywołaną przez wewnętrzne zatargi węgierskich polityków.

Dzień po szokującym wyznaniu rzecznika węgierskiego rządu unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn zaprzeczał już, aby Węgrom groziło bankructwo.

Agnieszka Białczak

Dowiedz się więcej na temat: Szijjarto | PKB | Węgrzech | kostka | Węgry | Węgier | premier Węgier | wypowiedź | gospodarka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »