Reklama

Wprowadzili limit cen paliw. "To korzystne rozwiązanie"

Jak powiedział ekspert ośrodka Szazadveg Oliver Hortay, limit cen paliw, który został wprowadzony przez węgierski rząd, jest tymczasowy, a jego skutki będą korzystne dla społeczeństwa oraz gospodarki. Stanowią one jednak obciążenie dla sprzedawców paliw.

Premier Viktor Orban nie wykluczył, że limit, wprowadzony na trzy miesiące, do połowy lutego, zostanie w razie potrzeby przedłużony. Zgodnie z dekretem rządu cena benzyny 95-oktanowej oraz zwykłego oleju opałowego nie może obecnie przekraczać 480 forintów (6,05 zł) za litr. Limit nie dotyczy paliw klasy premium.

- Oczekuje się, że posunięcia te będą korzystne zarówno pod względem społecznym, jak i politycznym, bo dzięki nim z jednej strony spadają wydatki gospodarstw domowych, a z drugiej obniżają się koszty produkcji dla przedsiębiorstw, a więc spada presja inflacyjna - zaznaczył Hortay, który kieruje w Szazadveg oddziałem ds. energetyki i zmian klimatycznych.

Reklama

Ekspert przyznał jednak, że limit cen paliw jest niekorzystny dla ich sprzedawców, którzy muszą zrezygnować z części wcześniejszych zysków.

- To, jak wysoką stratę spowoduje to dla firm dystrybucyjnych, zależy przede wszystkim od cen surowców w przyszłym miesiącu. Wydaje się, że w przyszłości ceny te nie będą znacząco przekraczać obecnego poziomu i firmy dystrybucyjne będą w stanie wytrzymać te trzy miesiące - powiedział.

Według niego duży wzrost cen surowców może jednak oznaczać poważne ryzyko dla małych operatorów stacji benzynowych. - Gdyby do niego doszło, rząd może zdecydować się na interwencję, by im pomóc. Na razie więc nie należy liczyć na duży spadek ich przychodów - oznajmił.

Odnosząc się do spadku kursu akcji węgierskiej firmy naftowej MOL o ponad 11 proc. od chwili ogłoszenia decyzji o wprowadzeniu limitu (czyli 10 listopada) do 19 listopada, Hortay zaznaczył, że według obecnych informacji krok ten zmniejszy przychody spółki zapewne o 1-2 proc., co "nie spowoduje fundamentalnych problemów dla firmy". I zapewnił: - Spadek cen akcji MOL dotyka bezpośrednio inwestorów, ale jego wpływ na całość gospodarki węgierskiej jest marginalny, a dodatku prawdopodobnie przejściowy - powiedział.

Zastrzegł, że długoterminowe utrzymanie limitu cen benzyny nie jest celem rządu. - O tym, czy po upływie trzech miesięcy będzie potrzebne jego przedłużenie i w jak szybkim tempie będzie warto wracać do wcześniejszej, rynkowej struktury (cen) po okresie ingerencji, przesądzi kształtowanie się cen surowców w przyszłości - dodał.

Ceny benzyny i oleju opałowego wynosiły na Węgrzech przeciętnie na początku roku odpowiednio 366 i 391 forintów. Przed wprowadzeniem limitu obie ceny przekraczały już 500 forintów.

Węgierskie Stowarzyszenie Naftowe (MASZ), reprezentujące większość węgierskich małych sprzedawców paliw, wyraziło niezadowolenie z limitu cen paliw, ostrzegając, że może on mieć wpływ na realizację planowanych inwestycji. Sekretarz generalny MASZ Otto Grad ostrzegł też, że wyraźnie niższa cena benzyny na Węgrzech może wywołać zjawisko "turystyki paliwowej" i spowodować, że kierowcy ciężarówek będą przed przekroczeniem granicy z Serbią czy Austrią tankować na Węgrzech do pełna.

Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »