Reklama

Wysłużone diesle na polskich drogach to problem

Polska jest największym importerem używanych samochodów w UE. Sprowadzanie starych aut do Polski przekłada się na zwiększenie emisji gazów cieplarnianych i generuje dodatkowe koszty finansowe. Stanowi też poważne zagrożenie dla zdrowia Polaków - podkreśla WiseEuropa. Od czasu wejścia do UE do kraju sprowadzono niemal 14,5 mln aut, a średni wiek samochodu z importu to ponad 12 lat.

Stare auta generują wyższe emisję i zużywają więcej paliwa. A to oznacza dodatkowe koszty dla polskiego społeczeństwa. - Tylko sprowadzone w 2020 r. pojazdy w okresie ich wykorzystania w Polsce wygenerują koszty zdrowotne związane z emisją tlenków azotu na poziomie 1 mld zł, zwiększą import ropy naftowej do Polski o 1,5 mld zł i pogorszą bilans udziału Polski w systemie mini-ETS dla budynków i transportu o 300 mln zł - wynika z raportu przygotowanego przez ekspertów WiseEuropa.

Autorzy dokumentu wskazują, że Polska potrzebuje zmiany podejścia do polityki transportowej. Musi ona opierać się na bodźcach fiskalnych i środkach finansowych wspierających bardziej zrównoważone formy mobilności tak, by Polacy mogli masowo z nich korzystać.

Reklama

Ostatnich dwadzieścia lat przyniosło szybki wzrost mobilności Polaków. Obecnie stopień zmotoryzowania Polski kształtuje się na poziomie zbliżonym do średniej unijnej. Wpłynął na to w dużej mierze masowy import starych aut, ale zjawisko to ma swoje negatywne konsekwencje w postaci  jest wzrostu emisji gazów cieplarnianych i opłat w systemie mini-ETS. Coraz większa liczba wysłużonych aut na polskich drogach przekłada się też na zdrowie i życie Polaków. Mowa o złej jakości powietrza i wypadkach drogowych.

Import używanych pojazdów z silnikami diesla generuje niemal 70 proc. kosztów związanych z emisjami CO2 oraz importem ropy naftowej oraz niemal 90 proc. kosztów zdrowotnych wynikających z emisji tlenków azotu.

Aby zaradzić problemowi konieczne są rozwiązania systemowe. WiseEuropa sugeruje, że Polska powinna rozważyć wprowadzenie nowej opłaty powiązanej z emisyjnością pojazdów. W wielu krajach UE takie opłaty funkcjonują. Są uzależnione od wysokości emisji zanieczyszczeń pochodzących z pojazdu oraz jego wpływu na środowisko. Mają charakter jednorazowy i są zazwyczaj uiszczane podczas rejestracji pojazdu lub funkcjonują jako coroczny podatek od posiadania określonego rodzaju pojazdu.

W Polsce tego typu rozwiązanie, mimo że jest uwzględnione w Krajowym Planie Rozwoju Elektromobilności, nie zostało jak dotąd wprowadzone ze względu na spodziewany negatywny odbiór społeczny.

Obecnie wskaźnik podatków od transportu w stosunku do PKB wynosi w Polsce ok. 0,22 proc., przy czym średnia dla Francji i Niemiec to 0,29 proc., a średnia unijna to aż 0,45 proc. - Wskazuje to na realną możliwość daleko idącej zmiany podejścia do zapewnienia polskim obywatelom powszechnej mobilności poprzez przekierowanie bodźców fiskalnych oraz zasobów finansowych w kierunku bardziej zrównoważonych form transportu -  zwraca uwagę Aleksander Śniegocki, kierownik programu Energia, Klimat i Środowisko z WiseEuropa i współautor raportu.

WiseEuropa szacuje, że zwiększenie podatków w Polsce do poziomu średniej unijnej skutkowałoby zwiększeniem przychodów do budżetu w wysokości ponad 5 mld zł. Zrównanie opodatkowania środków transportu w Polsce ze średnią unijną pozwoliłoby np. na sfinansowanie zakupu 1,6-2,2 tys. autobusów elektrycznych rocznie, wsparcie zakupu niemal 200 tys. elektrycznych samochodów osobowych lub 27-krotne zwiększenie skali finansowania Funduszu rozwoju przewozów autobusowych.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »