Reklama

Wzrost cen energii. Michał Kurtyka: Ceny gazu były siedmiokrotnie mniejsze

- Dzisiejszy wzrost cen energii wynika w znacznej mierze z rosnących cen gazu. Rok temu, o tej samej porze, ceny gazu były siedmiokrotnie mniejsze, niż są obecnie - mówił w "Graffiti" minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka. Podkreślał, że strona polska nie chciała, żeby "gazociągi wschodniego partnera dyktowały ceny w Europie".

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

- Mówiliśmy, że kwestia Nord Stream 2, to kwestia solidarności europejskiej. Nie zgadzaliśmy się na to, by ten gazociąg powstawał. Znaleźliśmy się w sytuacji, że zanim on jeszcze powstał, to stał się on przedmiotem szantażu energetycznego, co potwierdziły wysoko postawione źródła rządu Federacji Rosyjskiej - mówił Michał Kurtyka na antenie Polsat News. Jak podkreślał, "gazu ma być mniej, dopóki Nord Stream 2 nie zostanie ukończony" i właśnie to spowodowało wzrost cen.

Reklama

Minister klimatu i środowiska podkreślał, że rynek w Europie "domykany jest ceną gazu".

Prowadzący program Marcin Fijołek pytał swojego gościa o ewentualne rekompensaty za podwyżki. Kurtyka odpowiadał, że jego resort skierował do wykazu prac Rady Ministrów ustawę "wspierającą odbiorców wrażliwych".

- To są odbiorcy, którzy są zagrożeni ubóstwem energetycznym, którzy jednocześnie spełniają dwa warunki - udział kosztów mediów energetycznych w ich budżetach jest znaczący, a z drugiej strony ich zużycie energii jest związane z tym, że mieszkają w domu, który jest gorzej ogrzewany - mówił minister. Pytany ile proc. odbiorców dotyczy problem, odpowiadał, że jest to ok. 6-7 proc.

- Pamiętajmy, że jeśli chodzi o system akceptacji cen w Polsce, to jest on oparty o Urząd Regulacji Energetyki. Jego prezes będzie rozpatrywał wnioski taryfowe. Zobaczymy, co będzie dalej - mówił Kurtyka.

40 proc. podwyżki?

Na Towarowej Giełdzie Energii ceny dostaw energii elektrycznej na przyszły rok są wyższe o prawie połowę od tych na początku roku.

- Nie możemy nie widzieć rzeczywistości; trzeba liczyć się ze wzrostami cen energii - przyznała we wtorek szefowa departamentu rozwoju rynków i spraw konsumenckich URE Małgorzata Kozak.

Jak przekazał w ubiegłym tygodniu prezes Enei Paweł Szczeszek, firma będzie wnioskować o podwyżkę taryfy na energię dla gospodarstw domowych i byłaby zainteresowana jej wzrostem o blisko 40 proc. Również Tauron - jak mówił podczas wtorkowej dyskusji w Katowicach prezes spółki Tauron Sprzedaż Rafał Soja - przygotowuje obecnie wniosek taryfowy, uwzględniający "obiektywne czynniki" warunkujące oczekiwany wzrost cen prądu. Prezes nie zdradził, o jaką podwyżkę zamierza wnioskować Tauron.

- Proszę pozwolić nam popracować w ciszy i spokoju, bo podgrzewanie atmosfery mówiąc, że to będzie 40 proc. (podwyżki - red.) jest w tym momencie trochę niezasadne - dlatego, że musimy obejrzeć, co spółki przyniosły we wnioskach taryfowych - tłumaczyła dyrektor  Małgorzata Kozak.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »