Reklama

Zagrożenia dla światowego ożywienia gospodarczego

Komitet polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej, czyli Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC), ogłosił rezultaty swojego ostatniego posiedzenia z 15 marca - wydane oświadczenie w najmniejszym stopniu nie zmieniło naszych oczekiwań dotyczących stóp procentowych w 2011 r. i nadal uważamy, że zostaną one utrzymane na dotychczasowym poziomie.

Reklama

Nikogo nie powinno to zaskakiwać, jeżeli weźmie się pod uwagę trzy potencjalnie katastrofalne problemy, które mogłyby doprowadzić do wykolejenia się gospodarki amerykańskiej i globalnej, a mianowicie powstania ludowe w całej północnej Afryce i na całym Środkowym Wschodzie, nieugaszony kryzys zadłużenia w strefie euro, a także dramatyczne wydarzenia w Japonii.

Trwały charakter ożywienia gospodarczego

Komitet jednogłośnie zgodził się, że warunki ekonomiczne będą "gwarantować wyjątkowo niskie poziomy oprocentowania środków federalnych przez dłuższy okres", a ponadto utrzymał swoją politykę reinwestowania zapadalnych przychodów ze swoich dotychczasowych inwestycji. Nie było również mowy o wcześniejszym zakończeniu programu quantitative easing (QE2) przed wypłaceniem pełnej kwoty, czyli 600 mld dol.

Poza tym wprowadzono pewną liczbę drobnych korekt do przedstawionego przez FOMC opisu aktywności gospodarczej - żadne z nich nie mogą jednak zostać uznane za ukryte komunikaty świadczące o zbliżających się zmianach polityki. W oświadczeniu poinformowano, że zdaniem Komitetu ożywienie gospodarcze obecnie "nabrało trwałego charakteru" (ostatnio mówiono jedynie o tym, że "trwa") - nie twierdzono już również, że jest ono "niewystarczające do wywołania znaczącej poprawy warunków na rynku pracy", zamiast tego sugerując, że na rynku pracy mamy do czynienia ze "stopniową poprawą". O inflacji nie napisano - tak jak ostatnio - że "znajduje się w trendzie spadkowym", a jedynie, iż jest "stłumiona" - a być może najbardziej jastrzębim komentarzem w komunikacie było zobowiązanie do "zwrócenia szczególnej uwagi na wzrost inflacji oraz oczekiwania inflacyjne".

Efekty wtórne

Obalenie dyktatorów w Tunezji i Egipcie, a nawet libijskie powstanie, nie zrobiły większego wrażenia na rynkach finansowych. Wystarczy spojrzeć, jak niewielki wpływ na światową gospodarkę miało całkowite wstrzymanie eksportu ropy z Libii. Prawdziwe obawy wiążą się z możliwością rozprzestrzenienia się problemów do Arabii Saudyjskiej, Iranu i Algierii. Strach okazuje się jeszcze silniejszy, gdy uwzględni się ostatni wzrost cen ropy. Zdaniem FOMC potencjalny dylemat między nadaniem priorytetu wpływowi cen ropy naftowej na inne niż konieczne wydatki konsumentów oraz rentowność przedsiębiorstw, a skupieniem się na wpływie na inflację, zostanie pomyślnie rozstrzygnięty. Tzw. podwójny mandat Fedu, jakim jest dążenie do zapewnienia najwyższego możliwego poziomu zatrudnienia przy utrzymaniu stabilnych cen, oznacza, że FOMC będzie traktować wszelkie związane z drożejącą ropą krótkoterminowe skoki inflacji jako przejściowe, nieszczególnie obawiając się efektów "wtórnych", związanych z wywołanym wzrostem inflacji narastaniem żądań płacowych, które mogłyby doprowadzić do powstania spirali płacowo-cenowej.

W oczekiwaniu na mechanizm stabilizacyjny

Kryzys na rynku długu publicznego w strefie euro nadal trwa, choć miejsca na pierwszych stronach gazet musiał ustąpić najpierw niepokojom politycznym w Afryce i na Środkowym Wschodzie, a następnie japońskiemu trzęsieniu ziemi - z pewnością jednak w najbliższych miesiącach ponownie znajdzie się w blasku reflektorów. Nieco światła na zaistniałą sytuację rzucono w trakcie ostatniego specjalnego spotkania głów państw strefy euro 11 marca, w trakcie którego uzgodniono m.in. zwiększenie praktycznych zdolności pożyczkowych Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej z 250 mld do pierwotnie planowanych 500 mld euro. Można jednak uznać, że wspomniane światło nie jest końcem tunelu, a reflektorami nadjeżdżającej, rozpędzonej lokomotywy z pieniędzmi na program ratunkowy dla Portugalii, a być może również Grecji i Irlandii.

Rośnie też presja na Hiszpanię, która bardziej niż świnkę (PIIGS) przypomina upchanego w przyciasnym chlewiku słonia. Niestety, z utylizacją takiej ilości finansowej padliny, występująca w roli zaradnego rolnika Unia zapewne nie poradziłaby sobie.

Obecnie bogatsze kraje strefy euro będą prawdopodobnie za wszelką cenę starały się uniknąć wszelkich przypadków niewypłacalności państw, aż do momentu nadejścia Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego, czyli następcy EMSF, w 2013 r., ponieważ do tego momentu państwa gwarantujące będą traktowane na równi z wszystkimi pozostałymi posiadaczami obligacji, podczas gdy na mocy EMS staną się uprzywilejowane i poniosą straty dopiero po wierzycielach prywatnych.

Problem polega na tym, że inwestorzy o tym wiedzą i natychmiast dyskontują czarny scenariusz - wystarczy wspomnieć, że Portugalia musi obecnie zapłacić za pożyczane pieniądze powyżej 7 proc. rocznie.

Kryzys japoński

Musimy wreszcie przejść do japońskiego kryzysu związanego z trzęsieniem ziemi, tsunami i energetyką jądrową. Szacunki ewentualnych łącznych kosztów katastrof dla Japonii wahają się w granicach 50-150 mld dol., zaś obecnie recesja, rozumiana jako dwa kolejne kwartały spadku PKB, wydaje się nieunikniona. Potem nastąpi odbicie związane z odbudową, podobnie jak po trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 r., jednak można się martwić też o skutki globalne, takie jak choćby przerwanie łańcuchów dostaw. Najbardziej ucierpi tu sektor motoryzacyjny i elektroniczny - Japonia dostarcza np. 30 proc. światowych pamięci flash (wykorzystywanych do produkcji smartphone'ów, aparatów fotograficznych i kamer).

Apetyt konsumentów

To tyle, jeżeli chodzi o widoczne zagrożenia dla światowego ożywienia gospodarczego - być może jednak za główne źródło ryzyka dla gospodarki Stanów Zjednoczonych powinniśmy uznać konsumentów, którzy nabywają 70 proc. amerykańskich dóbr i usług. Opisane powyżej nagromadzenie problemów w połączeniu ze stopą bezrobocia stale utrzymującą się w pobliżu 9 proc. z pewnością sprawi, że marcowe badania zaufania konsumentów wykażą zdecydowane pogorszenie.

W istocie, być może pierwszym zwiastunem negatywnej tendencji była rozczarowująca publikacja wstępnych rezultatów marcowego badania zaufania University of Michigan - wskaźnik ten wyniósł 68,2 w porównaniu do oczekiwań na poziomie 76,3.

W sytuacji, w której rynek nieruchomości mieszkalnych w Stanach Zjednoczonych jest nadal poważnie osłabiony, Rezerwa Federalna utrzyma stopy na niezmienionych poziomach przynajmniej do końca 2011 r. - bardzo możliwe jest też, że i w 2012 r. nie będą one zmieniane.

Autor Steen Jakobsen

Autor jest głównym ekonomistą Saxo Bank

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »