Reklama

Złoty jest najsłabszy od kilkunastu lat

Polska waluta wciąż pozostaje słaba w stosunku do głównych walut. Zdaniem Andrzeja Kiedrowicza z KOI Capital niewykluczone są dalsze spadki, nawet o kilkadziesiąt groszy, jeśli dolar będzie kontynuował marsz w górę, a sytuacja polityczna w Polsce niekorzystnie odbije się na budżecie.

Złoty jest najsłabszy do dolara od kilkunastu lat, podobnie zresztą jak euro. Sprzyjają temu zarówno polityka Fed i EBC, z których pierwszy zaczął zacieśniać politykę pieniężną, a drugi wciąż prowadzi jej luzowanie, jak i dobre dane z amerykańskiej gospodarki.

Dlatego mimo wysokich poziomów dolar zdaniem ekspertów może jeszcze mieć potencjał do umocnienia, co odbije się na złotym.

- Złoty będzie po pierwsze pod wpływem dolara, po drugie pod wpływem wydarzeń natury polityczno-gospodarczej w Polsce - mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Kiedrowicz, dyrektor operacyjny KOI Capital

Reklama

. - Przebicie parytetu przez dolara amerykańskiego mogłoby się wiązać z kolejną falą wyprzedaży złotego, więc tutaj możliwe byłyby poziomy powyżej 4,50 zarówno do euro, jak i do dolara.

Za euro trzeba płacić już tylko około 1,05 dolara, do parytetu jest więc niedaleko. Rynek spodziewa się - w ślad za Rezerwą Federalną - trzech podwyżek stóp w 2017 i trzech w 2018 roku. Pierwsza z nich prawdopodobnie nastąpi w czerwcu. Z ostatnich minutek Komitetu Otwartego Rynku wynika, że amerykański bank centralny liczy się z rewizją w górę prognoz dla gospodarki, co sprzyjałoby szybszemu podnoszeniu stóp.

Grudniowe dane, np. indeksy nastrojów przedsiębiorców PMI i ISM dla przemysłu, osiągnęły poziomy wyższe od przewidywanych. Mocniej niż się spodziewano wzrosła też liczba wydatków na inwestycje budowlane w listopadzie.

- Oczywiście istnieją również wewnętrzne ryzyka polityczne, czyli ostatnie przegłosowane ustawy, m.in. obniżenie wieku emerytalnego, czy zwiększone wydatki, które mogą prowadzić do zwiększonego deficytu budżetowego, co z kolei może dodatkowo osłabiać polską walutę - wskazuje Kiedrowicz.

- Natomiast jeżeli sytuacja krajowa miałaby się uspokoić, również jeżeli miałoby nastąpić odbicie euro do dolara, to wtedy można by się było spodziewać dość mocnego odbicia korekcyjnego na polskim złotym, czyli zejścia do niższych poziomów zarówno do euro, jak i do dolara.

Koszt obniżenia wieku emerytalnego szacowany jest na 40 mld zł w ciągu czterech lat i ma rosnąć z każdym rokiem. Na program Rodzina 500 plus przeznaczyć trzeba będzie 23 mld zł rocznie. Przy wciąż kulejących inwestycjach i obniżeniu tempa wzrostu gospodarczego eksperci podkreślają, że grozi to wzrostem deficytu do PKB, zwłaszcza że tegoroczny deficyt założony w ustawie budżetowej jest rekordowy - wynosi prawie 60 mld zł.

................................

W IV kwartale 2016 roku dynamika polskiego PKB osiągnie swoje minimum, po czym w kolejnych miesiącach będzie już wykazywać tendencję wzrostową - przewiduje prof. Elżbieta Chojna Duch. Była członkini RPP uważa jednak, że założone w ustawie budżetowej na 2017 rok tempo wzrostu gospodarczego na poziomie 3,6 proc. jest zbyt optymistyczne, a rzeczywisty wzrost nie przekroczy 3,5 proc.

- W tej chwili obserwujemy pewien dołek w tempie wzrostu gospodarczego. Sądzę, że w stosunku do 2017 roku krzywa wzrostu przyjmie kształt litery U albo V. Oznacza to, że prawdopodobnie odczyt z IV kw. będzie najniższy w cały 2016 roku. Później od stycznia stopniowo będziemy się posuwać już w górę - mówi agencji Newseria Inwestor prof. Elżbieta Chojna-Duch, była członkini Rady Polityki Pieniężnej.

Po tym jak w III kwartale 2016 roku tempo wzrostu polskiego PKB wyhamowało do 2,5 proc., co było najsłabszym wynikiem od 2013 roku, konsensus ekonomistów zakłada, że w IV kw. wzrost jeszcze bardziej spowolni. Zdaniem analityków Banku BZ WBK w tym okresie nasza gospodarka urośnie o ok. 2 proc. natomiast w ocenie Raiffeisen Polbanku spowolnienie będzie jeszcze ostrzejsze, a odczyt za IV kw. wyniesie jedynie 1,7 proc.

Większość ekonomistów jest jednak zdania, że spowolnienie będzie miało jedynie przejściowy charakter. Argumentują to m.in. lepszymi od oczekiwań listopadowymi danymi na temat sprzedaży detalicznej czy produkcji przemysłowej.

- Z pewnością przyczyni się do tego również zwiększona konsumpcja w związku z ciągłym efektem programu Rodzina 500 plus. Na pewno wiosna to także okres pobudzenia inwestycji, absorpcji środków z funduszy europejskich. Sądzę również, że eksport przyspieszy, ale ciągle możemy się zastanawiać nad tym, czy prognoza budżetowa, która jest dość śmiała, odważna, będzie realizowana - wyjaśnia prof. Chojna-Duch.

Prognozowane przez Ministerstwo Finansów i zapisane w założeniach do ustawy budżetowej tempo wzrostu gospodarczego w 2017 roku ma wynieść 3,6 proc. Zdaniem byłej członkini RPP przyszłoroczna dynamika PKB będzie w rzeczywistości niższa i nie przekroczy 3,5 proc.

- Na pewno przyczyni się do tego też wzrost inflacji, która już w tej chwili po okresie 28-miesięcznej deflacji zaczyna realizować poziomy plusowe - przewiduje.

Ekonomistka zastrzega jednak, że realizacja scenariusza wyższej inflacji w dużej mierze zależeć będzie od sytuacji w globalnej gospodarce, a w szczególności od nastrojów na rynkach surowcowych i żywnościowych.

- Sadzę jednak, że inflacja zdecydowanie odbije i będzie to już wyraźnie widać w II-III kw. 2017 roku - kończy Elżbieta Chojna-Duch.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »