Reklama

Złudny sen o węglowej potędze Państwa Środka

Niedobór surowca w Chinach uderzy również w polską gospodarkę.

Czy, zgodnie z zakorzenioną głęboko opinią, że "Polska węglem stoi", nadal możemy opierać naszą niezależność energetyczną na węglu? Jak długo? I za jaką cenę? Węgla kamiennego wystarczy w Polsce zaledwie na 40-50 lat, przy założeniu, że jego zużycie nie wzrośnie. Z perspektywy życia ludzkiego to sporo. W perspektywie inwestowania w nową energetykę, wymagającą diametralnej przebudowy nie tylko mocy wytwórczych i sieci przesyłowych, ale też świadomości społecznej, to raczej niewiele.

Reklama

Pomińmy rosnące koszty wydobycia naszych coraz trudniejszych zasobów. Pomińmy koszty uprawnień do emisji dwutlenku węgla, wynikające z naszych zobowiązań unijnych. Istnieją inne przesłanki, by uważnie pochylić się nad przyszłością polskiego węgla. Zwróćmy się na daleki wschód, gdzie chiński smok zaczyna dostawać węglowej zadyszki.

Sądzi się powszechnie, że chińska gospodarka, rosnąca w tempie 8-10 proc. rocznie, jeszcze przez dziesięciolecia będzie oparta głównie na węglu. Dziś taniego węgla jest pod dostatkiem. Chiny wprawdzie rozwijają inne źródła - energetykę słoneczną, wiatrową i atom, ale to nie zmniejsza ich zależności od węgla.

To wszystko jest z grubsza prawdziwe, ale też skrywa sądy porażająco mylne. Tak mylne, że scenariusze energetyczne i ekonomiczne dla świata, tworzone przez ośrodki analityczne, zaczynają wyraźnie rozmijać się z rzeczywistością.

Spróbujmy oddzielić prawdę od fałszu i stworzyć bliższy rzeczywistości obraz przyszłości Chin i reszty świata.

W naszej analizie będziemy potrzebować danych statystycznych (na podstawie najnowszego przeglądu energetycznego BP 2010) i prostej arytmetyki.

Chiny wydobywają dziś i puszczają z dymem ponad 3 mld ton węgla rocznie - to połowa całości światowego wydobycia.

Zużycie węgla w Chinach stale rośnie, proporcjonalnie do wskaźników wzrostu PKB - i nic w tym dziwnego, bo Chiny z węgla wytwarzają ponad 80 proc. energii elektrycznej. Tylko pomiędzy pierwszym kwartałem 2009, a pierwszym kwartałem 2010 wydobycie węgla zwiększyło się o przyprawiające o zawrót głowy 28,1 proc.

Iluzja liczb

To jednak nie może trwać w nieskończoność, nie tylko z uwagi na emisję gazów cieplarnianych, ale też po prostu dlatego, że Chiny nie mają na to wystarczająco dużo węgla.

Jeżeli zużycie tego surowca będzie rosło o, dajmy na to, skromne 7 proc. rocznie, to podwoi się w 10 lat (w ostatnich latach tempo zużycia rosło o 9 proc. rocznie, co oznacza podwojenie co 8 lat, ale poczyńmy konserwatywne założenia). Czyli do roku 2020 Chiny będą potrzebować ok. 6 mld ton węgla rocznie.

Czy to dużo? W 2000 r. zużycie węgla w Chinach było tylko nieco większe, niż w USA. Dziś przewyższa je trzykrotnie.

Czy biorąc to pod uwagę da się utrzymać agresywny, zasilany węglem wzrost gospodarczy? Nie, ten pociąg się wykolei.

Według World Coal Institute, a za nim BP, chińskie rezerwy węgla wynoszą 114,5 mld ton. Przy obecnym tempie zużycia, wynoszącym ok. 3 mld ton rocznie, wystarczy to na 38 lat. Zakładanie, że przez taki okres Chiny nie będą miały problemu z zaopatrzeniem w węgiel jest jednak absurdalne. Musielibyśmy przyjąć, że wydobycie i zużycie pozostaną stałe. I że Chiny spokojnie poczekają, aż się im własne rezerwy wyczerpią i wydobycie nagle spadnie do zera.

W rzeczywistości, popyt na węgiel będzie w Chinach rósł i rezerw wystarczy na zaledwie 16 lat. Powinniśmy mieć tę tendencję na uwadze, nawet jeżeli zużycie przestanie rosnąć tak drastycznie.

Co więcej, profile wydobycia węgla zamykają się w krzywej dzwonowej, startując od zera i na zerze kończąc, ze szczytem wydobycia gdzieś pośrodku. Wiemy, że tak jest, bo w wielu miejscach na świecie już zaobserwowano szczyt a potem znaczny spadek wydobycia, tymczasem nie ma ani jednego miejsca, gdzie produkcja pozostałaby stała (lub rosła) aż do nagłego wyczerpania rezerw. Oznacza to, że wydobycie w Chinach osiągnie szczyt i zacznie spadać znacznie szybciej, niż sugerują wskaźniki rezerw - 38 lat przy ustabilizowanym zużyciu lub 16 lat przy 10-proc. wzroście rocznym.

Dane dotyczące chińskich rezerw węgla mogą być zawyżone - wartość ta jest podawana bez zmian już od 1992 roku. Przypomina to mało wiarygodne manipulacje rezerwami ropy przez kraje OPEC. Od tego czasu Chiny wydobyły 31 mld ton węgla, co na koniec 2009 roku dałoby pozostałe rezerwy równe 83,5 mld ton.

W roku 2006 niemieckie Energy Watch Group raportowało chińskie rezerwy na poziomie 96,3 mld ton, w swojej prognozie datując jednocześnie szczyt wydobycia węgla w Chinach na 2015 r., z szybkim spadkiem już w latach 20. tego stulecia. Scenariusz sprzed zaledwie czterech lat nie docenił chińskiego tempa wzrostu wydobycia węgla.

David Rutledge z Uniwersytetu Kalifornijskiego szacuje obecnie chińskie całkowite rezerwy węgla na 139 miliardów ton, z czego w latach 1896-2009 wydobyto 51 mld ton, a pozostało jeszcze 88 mld ton.

Chińscy akademicy Tao i Li, posługując się oficjalną rządową liczbą 187 mld ton, przewiduje, że szczyt wydobycia nastąpi między 2025 a 2032.

Należy zauważyć, że żadna z analiz nie przewidziała tak szybkiego wzrostu wydobycia węgla, jaki miał miejsce w ostatnich kilku latach - a więc wszelkie dane wskazują, że Chiny osiągną szczyt wydobycia w ciągu kilku - kilkunastu najbliższych lat.

Bez prądu nie ma rozwoju

Czy Chiny mogą zwiększyć swoje rezerwy? Teoretycznie tak. Rezerwy to ta część zasobów węgla, której wydobycie geolodzy uznają za opłacalne. Nowe technologie wydobywcze czy wyższe ceny węgla mogą wpłynąć na te szacunki. Niemniej jednak na świecie przeważa trend odwrotny - rezerwy są degradowane do kategorii zasobów, kiedy geolodzy wezmą pod uwagę takie ograniczenia, jak lokalizacja, głębokość, grubość złoża i jakość węgla. To dlatego niektórzy analitycy poddają w wątpliwość oficjalne rezerwy Chin, mające wynosić 187 mld ton. Węgiel gdzieś tam jest, ale - podobnie jak w przypadku większości pokładów na świecie - zapewne tam pozostanie.

Wzrost gospodarczy warunkowany jest dostępem do energii, a Chiny potrzebują wzrostu, by utrzymać wewnętrzną stabilność polityczną i międzynarodową konkurencyjność. Jeżeli zacznie im brakować węgla do podtrzymania tego wzrostu musi się znaleźć alternatywa. Chińskie złoża ropy i gazu nie wystarczą nawet na zaspokojenie popytu na te surowce, o zastąpieniu węgla w ogóle nie wspominając. Chiny są wręcz na drodze do wydrenowania do sucha całego światowego rynku ropy.

Marna alternatywa

Państwo Środka rozwija alternatywne źródła energii, ale czy z tym zdąży? To mocno wątpliwe. Chiny planują do 2020 zainstalować siłownie wiatrowe o mocy 100 gigawatów (GW) i słoneczne wytwarzające 20 GW. Te cele robią wrażenie i jeżeli Chiny choćby tylko się do nich zbliżą, staną się światowym liderem odnawialnych źródeł energii. Jest jeden szkopuł: cała moc zainstalowana dziś w chińskiej elektroenergetyce wynosi 900 GW i rośnie w tempie 7 proc. rocznie. Oznacza to, że w 2020 zapotrzebowanie na prąd wyniesie jakieś 1800 GW. Wiatr i słońce razem wzięte będą stanowić niecałe 7 proc. mocy, a jeśli uwzględnić, że odnawialne źródła energii dostarczają prąd jedynie przez około 30 proc. czasu, to będą dawać jedynie jakieś 2-3 proc. całości elektryczności (czyli ok. 1 proc. całości energii). Jedynym sposobem podniesienia ich udziału jest drastyczne ograniczenie wzrostu popytu na prąd do np. 2 proc. rocznie.

Podobnie sprawy się mają z energetyką jądrową. Chiny dysponują obecnie 11 elektrowniami atomowymi i budują 20 kolejnych, planując, że atom dostarczy do 2020 roku 60 GW lub nawet trochę więcej mocy. Zaspokoi to jednak mizerne 3-5 proc. całkowitego zapotrzebowania na prąd.

Wnioski są niepokojące, ale nieuniknione: Chiny nie zmniejszą istotnie swojego uzależnienia od węgla, dopóki tak mocno rośnie popyt na prąd. Nawet jeżeli zapotrzebowanie się ustabilizuje, a źródła alternatywne będą rozwijane w ekspresowym tempie, zaspokojenie popytu na węgiel ze źródeł krajowych będzie nie lada wyzwaniem.

Jeszcze do niedawna Chiny były w zakresie węgla samowystarczalne, nieco importując, ale też równocześnie eksportując mniej więcej tyle samo.

Teraz import zaczyna przewyższać eksport. W tym roku Chiny sprowadzą 150 mln ton węgla, dwa razy więcej, niż w roku ubiegłym. To nie tak wiele w stosunku do całkowitego zużycia węgla w Chinach. Jednakże owe 150 mln ton to ponad 60 proc. całkowitego eksportu Australii, największego sprzedawcy węgla na świecie. Jeżeli chiński import znów się podwoi - co jest całkiem prawdopodobne - Chiny zaimportują więcej węgla, niż może dostarczyć Australia. Jeszcze jedno podwojenie i Chiny zechcą zakupić 600 mln ton rocznie, mniej więcej tyle, ile w zeszłym roku sprzedawali wszyscy eksporterzy łącznie.

Czy Australia może zwiększyć wydobycie? Naturalnie, i na pewno to zrobi. Podobnie, jak Indonezja i RPA. Ale czy nadążą za wzrostem chińskiego popytu? Wzrost eksportu będzie ograniczony nie tylko przez moce wydobywcze, ale i przez infrastrukturę transportową: statki, porty, koleje. Takie inwestycje wymagają czasu.

Rozstrojony rynek

Rosnąca zależność Chin od importu węgla to niedobra wiadomość, dla wszystkich importerów węgla, w tym dla Indii i dla Europy. Przypomnijmy też, że Polska obecnie więcej węgla sprowadza, niż eksportuje. Indie puszczają z dymem 500 mln ton rocznie i zaczynają odczuwać braki własnego surowca. Oczywiste rozwiązanie to import. Indie też chcą rozwijać gospodarkę w tempie 7 proc. rocznie, na wzór chiński, a indyjska gospodarka jest tak samo zależna od węgla, jak chińska.

Jeszcze do niedawna węgiel był surowcem zużywanym głównie na miejscu, w kraju wydobycia, inaczej niż w przypadku ropy, której ponad połowa jest przeznaczana na eksport. Obserwuje się jednak trend ku zintegrowanemu globalnemu rynkowi obrotu węglem. Oznacza to, że jeżeli chiński i indyjski popyt na węgiel podniesie cenę w obrocie globalnym (a mogą to być wzrosty drastyczne), ceny wzrosną na całym świecie - również w krajach, które mają własne i to wystarczające zasoby węgla. W końcu jeżeli kopalnia w USA może uzyskać za swój węgiel dwukrotnie wyższą cenę za granicą, niż u siebie, dlaczego ma tego nie wykorzystać? O ile rządy nie wprowadzą restrykcji eksportowych lub cen regulowanych, międzynarodowa cena będzie obowiązywać w każdym zakątku świata.

Z drugiej strony, jeżeli ceny węgla wzrosną za bardzo, spadnie popyt, bo potencjalni nabywcy wybiorą inne źródła energii, albo po prostu zmniejszą zużycie. Skutkiem będzie taka sama niestabilność cen, jaka charakteryzuje rynek ropy w ostatnich latach.

Mrzonka "czystego węgla"

W tej chwili nikt nie wie, jak podtrzymać wzrost gospodarczy usuwając węgiel z energetycznego równania. Za to niemal wszyscy zakładają, że węgiel będzie tani i wystarczy go jeszcze na długo. Stąd też naturalnym rozwiązaniem wydaje się dalsze spalanie coraz większych ilości węgla i wychwytywanie oraz składowanie odpadu w postaci CO2 - czyli technologia CCS.

Wiemy, że to możliwe, przynajmniej na niewielką skalę. Wszystkie elementy tej technologii działają już w instalacjach pilotażowych. Koncerny naftowe wstrzykują dwutlenek węgla do złóż ropy, co zwiększa jej wydobycie.

Jest jednak wiele problemów, w tym trudności w zwiększeniu skali przedsięwzięcia, olbrzymie koszty związane z budową infrastruktury CCS, konieczność spalenia dodatkowych 30-40 proc. węgla na zasilanie energochłonnego procesu oraz wpływ tego wszystkiego na ceny prądu.

To mogłoby nawet działać, dopóki ceny węgla są stałe. Wprowadźmy jednak do równania znacznie wyższe ceny węgla, a wynikający stąd koszt energii elektrycznej albo zdusi wzrost gospodarczy, albo zwiększy konkurencyjność innych źródeł energii. Albo stanie się jedno i drugie. Wniosek? Czas "czystego węgla" nigdy nie nadejdzie.

Globalny pochód ku przepaści

Chiny stały się zapleczem produkcyjnym świata w dużym stopniu dlatego, że mogły zwiększać podaż energii szybko i tanio. Wydobycie węgla w Chinach, w kategoriach wkładu energetycznego w światową gospodarkę, ponad dwukrotnie przewyższa wydobycie ropy w Arabii Saudyjskiej (1100 mln ton ekwiwalentu ropy vs. 540 mln ton ekwiwalentu ropy).

Jeżeli Chiny zderzą się z ograniczeniami surowcowymi, całą światową gospodarkę czekają problemy energetyczne i gospodarcze poważniejsze i szybsze, niż się powszechnie przewiduje.

Wysokie ceny węgla zabiją "czysty węgiel". Niezaspokojony chiński apetyt na węgiel podniesie jego ceny na całym świecie. Chiny nie utrzymają dłużej ekspansji przemysłowej zasilanej węglem, a światowa gospodarka nie przyspieszy bez chińskiego silnika. Będzie też można zapomnieć o pomysłach na zastąpienie wyczerpującej się ropy syntetyczną ropą z węgla.

Dowody na to wszystko są jasne, przytoczone liczby niekontrowersyjne, a arytmetyka wzrostu wykładniczego - prosta. Tymczasem kwestie te nie przedostają się do dyskursu publicznego. Być może to dlatego, że dostrzeżenie katastrofy wymagałoby zmierzenia się z szeregiem sprzeczności leżących u podstaw nowoczesnej gospodarki przemysłowej. Bez czystego węgla nie zażegnamy klimatycznego kryzysu, chyba, że zgodzimy się zrezygnować ze wzrostu gospodarczego. Tymczasem dalszy wzrost i tak może być niemożliwy, skoro świat zbliża się do fundamentalnych limitów w dostępie do surowców, na których opiera się obecnie jego działanie.

Dopóki wszyscy się nie obudzimy i nie chwycimy za hamulce bezpieczeństwa tego rozpędzonego pociągu, dyskutując miękkie lądowanie w rzeczywistości bez wzrostu gospodarczego jaki znamy, dla nikogo nie będzie szczęśliwego zakończenia. Mówimy nie tylko o Chinach. Globalizacja uwrażliwiła Polskę na kaszelek w odległych miejscach globu. A ciężkie zapalenie płuc takiego giganta, jak Chiny, odbije się na stabilności naszej gospodarki. Szczególnie, że sami obniżymy naszą odporność na kryzys kopalin, uporczywie pielęgnując zależność od węgla.

Marcin Popkiewicz, Marta Śmigrowska, www.ziemianarozdrozu.pl

Dowiedz się więcej na temat: prąd | Chiny | import | szczyt | rezerwy | chiński | popyt | gospodarka | wydobycie | węgiel | wzrost gospodarczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »