Reklama

Jakie priorytety polskiej polityki energetycznej?

Niskie ceny energii, czyste środowisko, bezpieczeństwo energetyczne. Nie da się maksymalizować wszystkich tych celów jednocześnie. Który będzie priorytetem polskiej polityki energetycznej?

Koniec drugiej dekady maja br. znów przyniósł ostrzeżenie, że w nieodległej przyszłości Polska może mieć problemy z utrzymaniem rezerw mocy na bezpiecznym poziomie. Takie prognozy zawiera opublikowany przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) dokument "Prognoza pokrycia zapotrzebowania szczytowego na moc w latach 2016-35".

Decyzje pod presją

Konkluzje? By zagwarantować bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej w perspektywie kilku najbliższych lat, trzeba zapewnić terminowe oddawanie do eksploatacji realizowanych już i zaplanowanych tzw. JWCD (jednostek wytwórczych centralnie dysponowanych przez PSE) o mocy ok. 5,8 GW, a także dalsze użytkowanie jak największej części istniejących już elektrowni.

Reklama

PSE podkreśla przy tym, że średnioterminowe bezpieczeństwo dostaw tak czy inaczej wymaga nowych mocy - bez względu na dopełnienie tzw. konkluzji BAT (kolejne zaostrzenie norm emisji zanieczyszczeń) dla pracujących już elektrowni.

A różnice? W tzw. scenariuszu modernizacyjnym BAT (zakładającym inwestycje dostosowawcze do zaostrzonych norm emisyjnych i - w konsekwencji - wydłużenie eksploatacji elektrowni) całkowite zapotrzebowanie na nowe zdolności wytwórcze do 2035 r. sięgnie ok. 23 GW. Kiedy w grę wchodzi tzw. scenariusz wycofań BAT (przyspieszenie końca eksploatacji JWCD dla uniknięcia wspomnianych nakładów modernizacyjnych) zapotrzebowanie na nowe zdolności wytwórcze do 2035 roku wyniesie już ok. 30 GW.

Co ciekawe, wyniki analiz bilansowych wskazują, że już od 2020 r. (w scenariuszu wycofań BAT) oraz od 2022 r. (w scenariuszu modernizacyjnym BAT) może wystąpić niedobór rezerw mocy - bez uwzględnienia zdolności importowych.

PSE oceniają, że w przystosowaniu pracujących już elektrowni do nowych wymagań ochrony środowiska i w powstawaniu nowych źródeł wytwórczych mocno dopomoże stworzenie i utrzymanie warunków rynkowych, wspierających decyzje inwestycyjne.

- Do roku 2022 polski system elektroenergetyczny powinien być stabilny. Pod warunkiem, że wszystkie inwestycje w energetyce systemowej zostaną ukończone planowo. Pojawia się jednak pytanie: co po 2022 r.? Wydaje mi się, że, biorąc pod uwagę m.in. cykle inwestycyjne w energetyce, zostało 1,5-2 lat na dyskusję, a po tym czasie trzeba wybrać konkretne kierunki działania - uważa Jarek Dmowski, partner i dyrektor zarządzający, The Boston Consulting Group przed publikacją raportu PSE, konkludując: - Decydenci muszą pokazać, że Polska jest w stanie stworzyć stabilne warunki działania gospodarki, bo kierunki zmian w energetyce wpłyną na decyzje inwestorów o lokowaniu inwestycji w przemyśle czy usługach.

Bliżej rynku

Rząd Beaty Szydło staje przed niełatwym zadaniem. W ostatnich latach rentowność segmentu wytwarzania konwencjonalnego znacznie spadła - głównie wskutek utrzymujących się niskich cen hurtowych prądu oraz wzrostu udziału OZE w produkcji.

- Zasadne jest pytanie, przed którym stają inwestorzy: co robić z aktywami energetyki konwencjonalnej... Patrząc, jak działa energetyka, w szczególności konwencjonalna, musimy jasno powiedzieć, że jednostki funkcjonujące w systemie po prostu muszą w nim być. Są potrzebne do pokrycia zapotrzebowania na energię elektryczną, konieczne do dostarczania energii... - ocenił Jan Biernacki, ekspert Grupy Energetycznej PwC. - Skoro zmiany w systemie sprawiają, że te jednostki nie mogą na siebie zarabiać, to musimy poprzez regulacje doprowadzić system do równowagi.

Z raportu PwC "7 pokus polskiej elektroenergetyki 2016" wynika, że niektóre konwencjonalne jednostki wytwórcze, najbardziej narażone na utratę marży, pracują coraz mniejszą liczbę godzin w roku, co przy malejących cenach energii elektrycznej doprowadziło w latach 2013-15 do zmniejszenia ich przychodów o 13-25 proc. (bez uwzględnienia Operacyjnej Rezerwy Mocy).

- Dzisiaj mamy taką sytuację, że rynku energii tak naprawdę nie ma, bo w ramach UE jest zgoda, by wspierać energię odnawialną właściwie w nieskończoność. W sytuacji, kiedy dopiero jako rezerwy można używać energetyki konwencjonalnej, mówienie o rynku energetycznym jest trochę taką, powiem nawet, bajeczką - ocenił minister energii Krzysztof Tchórzewski.

Minister, oceniając sytuację wynikającą ze wsparcia rozwoju OZE, poinformował m.in., że w Niemczech w 2015 r. średnia dotacja do 1 MWh energii z OZE wyniosła 60 euro, a więc była znacznie większa niż hurtowa cena energii elektrycznej w Polsce. Uznał, że potrzebne są zmiany przepisów niwelujące nierówności na rynku energii.

- Musimy to uregulować. Subwencje - bo tak to można określić - którymi wspierana jest energetyka odnawialna, albo muszą być diametralnie zmniejszone, albo pojawić się także dla energetyki konwencjonalnej - uważa Tchórzewski. - W takim przypadku znajdziemy się jednak w pacie, bo branża, która miała być rynkowa, musi być wszędzie wspierana... W którymś momencie to się musi skończyć. Dzisiaj wydaje się, że tego kresu nie widać, a więc jedynym rozwiązaniem jest rynek mocy.

Sztuka wyboru

Z wiadomości napływających z niektórych spółek energetycznych wynika, że trwają prace nad programem bezpieczeństwa energetycznego Polski i nad ustawą o rynku mocy.

Na tę ostatnią kwestię wskazała Energa, informując o odmrożeniu projektu Ostrołęka C (budowa elektrowni węglowej o mocy 1000 MW). Spółka podkreślała też m.in., że dla przeprowadzenia tego zamysłu potrzebne są mechanizmy prawne i systemowe, wspierające realizację nowych inwestycji w energetyce konwencjonalnej i informowała, że zapowiedziany w Planie na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju projekt ustawy o rynku mocy już w czerwcu 2016 r. ma trafić do Sejmu.

- Otoczenie regulacyjne i polityka energetyczna państwa mają zasadnicze znaczenie dla rentowności produkcji energii w długim okresie oraz dla finansowania samych inwestycji. Dlatego plan budowy nowych mocy powinien być spójny z polityką energetyczną Polski, której podstawą przez długie lata pozostanie węgiel - zauważył Dariusz Kaśków, prezes Energi. I dodał: - Przygotowywane przez rząd zmiany regulacyjne zmierzają do stworzenia mechanizmów wsparcia inwestycji w wysokosprawną energetykę konwencjonalną. Wśród kluczowych rozwiązań umożliwiających realizację rentownych przedsięwzięć, znajdują się m.in. rynek mocy i kontrakty różnicowe.

Trudno jednak przewidzieć, ile czasu upłynie od złożenia w parlamencie projektu ustawy o rynku mocy do jej wejścia w życie (m.in. kwestia uzgodnień z KE w sprawie pomocy publicznej).

A co z polityką energetyczną państwa? Nowego dokumentu rządowego, innego niż ten z 2009 r., który by ją określał, jeszcze nie ma. Z drugiej strony: zapadły decyzje, które w praktyce - przynajmniej częściowo - definiują politykę energetyczną. Taki charakter ma przesądzony scenariusz zaangażowania kapitałowego grup energetycznych w restrukturyzację Kompanii Węglowej...

- Polityka energetyczna jako całościowy dokument powinna być swoistą mapą drogową dla spółek energetycznych, należących do jednej wielkiej grupy kapitałowej "polskie państwo", do realizacji strategicznych interesów Rzeczypospolitej w energetyce - ocenił Janusz Kowalski, wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych PGNiG. - A ten interes sprowadza się do prostego paradygmatu: dostarczać Polakom, polskiej gospodarce energię po jak najniższych kosztach i jak najbezpieczniej.

- Bezpieczeństwo energetyczne zawsze będzie mieć fundamentalne znaczenie. To również zadanie stawiane spółkom energetycznym przez rząd - podkreśla Remigiusz Nowakowski, prezes zarządu Tauron Polska Energia. - Muszą one godzić interesy wynikające z ich strategii biznesowych z tymi celami nadrzędnymi. Dziś polityka energetyczna to już zresztą nie tylko dokument, definiujący ramy krajowe, ale i dokument przenoszący na polski grunt sposób realizacji celów polityki klimatycznej, których nasze państwo jako członek UE jest zobowiązane dotrzymać.

I tu pies pogrzebany... Polska - ze względu na wielką zależność energetyki od węgla, co oznacza również wysoką sektorową emisję CO2 - od lat próbuje się odnaleźć w unijnej polityce klimatycznej, którą cechują wzrastające cele redukcji emisji dwutlenku węgla. Zważywszy m.in. na punkt startu (poziom uzależnienia od węgla), nie jest możliwe w krótkim czasie przestawienie krajowej energetyki na niskoemisyjne tory. W efekcie stale utrzymuje się ryzyko, że w przypadku wysokich cen uprawnień do emisji CO2 w Polsce istotnie wzrosną też ceny energii, a w konsekwencji - m.in. spadnie konkurencyjność przynajmniej części przemysłu.

- Z fazy ogólnej dyskusji powinniśmy przejść do pracy nad konkretną koncepcją polityki energetycznej. Ale najpierw Polska musi podjąć kluczowe decyzje w polityce gospodarczej. A konkretnie: trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jako kraj stawiamy w polityce energetycznej na minimalizację kosztów energii dla odbiorców końcowych, czy na ograniczenie zanieczyszczeń środowiskowych, czy też na bezpieczeństwo dostaw energii - uważa Jarek Dmowski.

Nie bez racji wskazuje, że nie da się wypracować polityki energetycznej, maksymalizującej wszystkie te cele - i dlatego musimy jasno określić, który jest priorytetem. Z pełną świadomością konsekwencji tego wyboru dla polskiego społeczeństwa i gospodarki.

Ireneusz Chojnacki

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »