Reklama

"Przyjaźń" jest jak topniejąca kra

Kiedy we wrześniu 2009 r. wiceprezes rosyjskiego monopolisty w rurociągowym transporcie ropy naftowej - spółki Transnieft - Michaił Barkow mówił podczas obchodów 50-lecia Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych (PERN) "Przyjaźń", że ropa naftowa do Polski płynęła, płynie i w przyszłości także będzie płynąć, zapewne mówił prawdę, pochlebiając trochę polskim gospodarzom.

Reklama

W latach 90. XX w. Federacja Rosyjska, na skutek wielu czynników (upadku gospodarki centralnie planowanej, wzrostu bezrobocia, poczucia niepewności i ubóstwa rosyjskiego społeczeństwa, konieczności przyjęcia setek tysięcy oficerów armii ZSRR, którzy przez dziesięciolecia stacjonowali na terenach państw satelickich czy też utrzymywania się stosunkowo niskich cen ropy naftowej, a co za tym idzie cen gazu ziemnego) weszła w głęboki kryzys.

Pod rosyjskie dyktando

Po pierwszych miesiącach prezydentury Władimira Władimirowicza Putina, który objął urząd w kwietniu 2000 r., stało się jasne, że Rosja swoją pozycję będzie starała się budować dzięki eksploatacji i eksportowi surowców, w tym przede wszystkim ropy naftowej i gazu ziemnego. We wrześniu 2003 r. rząd Federacji Rosyjskiej przyjął strategię energetyczną do roku 2020, w której było zapisane, że FR będzie budowała i rozbudowywała alternatywne drogi dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego.

Różne osoby o Rosjanach mogą i mają różne zdania, mogą oni być dla nich dobrzy albo źli jednakże Rosjanie są na pewno poważni i umieją po pierwsze zdefiniować swoje interesy, a po drugie bardzo skutecznie o nie zabiegać.

Dywersyfikacja dróg dostaw, jaka została zapisana w strategii energetycznej Federacji Rosyjskiej, była i jest realizowana na naszych oczach - są to gazociągi Blue Stream (z Rosji po dnie Morza Czarnego do Turcji), Nord Stream (z Rosji do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego), są to ropociągi BTS-1 (Bałtycki System Rurociągowy 1 do portu w Primorsku nad Zatoką Fińską) i BTS-2 (z Uneczy pod granicą białorusko-rosyjską do portu Ust-Ługa nad Zatoką Fińską), jest to rozbudowa naftoportów w Noworosyjsku nad Morzem Czarnym, w Primorsku czy w Ust-Łudze.

Na skutek budowy BTS-1 ustał praktycznie tranzyt ropy naftowej poprzez porty państw nadbałtyckich oraz nie było problemów z transportem ropy drogą morską po odcięciu od dostaw ropy rafinerii w Możejkach. Na skutek budowy BTS-2 Rosja będzie mogła całkowicie zrezygnować z eksportu ropy naftowej poprzez porty obcych państw (w tym także polskiego Naftoportu), odciąć od ropy Białoruś i spowodować, że ropa naftowa dla polskich i niemieckich rafinerii będzie dostarczana im drogą morską poprzez Naftoport w Gdańsku.

Dlaczego Rosjanie zdecydowali się podjąć takie kroki? Działo się tak między innymi dlatego - tu odwołam się trochę do rosyjskiej poetyki wypowiedzi oficjeli energetycznych - że w sprawach transportu (tranzytu) surowców energetycznych stosunki między Rosją a Białorusią i Ukrainą były trochę jak pomiędzy hemoroidami a ich właścicielem. Hemoroidy gryzły i gryzą właściciela w pewną część ciała, ale taki już jego los. Stosunki były oparte o linię walki i porozumienia.

Walki, gdyż FR nigdy nie ukrywała, że zależy jej na przejęciu tzw. infrastruktury krytycznej i szlaków tranzytowych należących do jej sąsiadów wchodzących do 1991 r. w skład ZSRR. Porozumienia, gdyż FR nie miała innej infrastruktury transportowej (ropociągi, gazociągi, linie energetyczne) niż tej odziedziczonej po państwie radzieckim, więc musiała na różnych zasadach się układać ze swoimi sąsiadami. Rosja, posiadając pieniądze dzięki rosnącym cenom surowców, zdecydowała się ze względów ekonomicznych i także politycznych na budowę alternatywnych szlaków transportowych.

Działania bez logiki

Co w takim przypadku mogła zrobić Polska? Generalnie mogła zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze - sprzedać PERN "Przyjaźń" Rosjanom, co zapewniłoby tej spółce przynajmniej teoretycznie możliwość trwałego i wieloletniego obsługiwania transportu rosyjskiej ropy do polskich rafinerii do rafinerii niemieckich i w pewnym stopniu eksportu ropy naftowej poprzez Naftoport w Gdańsku. W takim układzie rosyjska strona uzyskałaby mocną dźwignię wpływu na polskie i niemieckie rafinerie, co prawdopodobnie po pewnym czasie doprowadziłoby do ich przejęcia przez podmioty rosyjskie. Po drugie - podjąć działania mające na celu utrzymanie statusu kraju tranzytowego lub/i przeprofilowanie działalności spółki PERN "Przyjaźń" w taki sposób, aby jej zyski były w mniejszym stopniu zależne od transportu ropy naftowej.

Pierwsza możliwość nie została wybrana ze względów, nazwijmy to ogólnie, strategicznych. Pozostawała możliwość druga, tylko że polskie działania nie charakteryzowały się od momentu intronizacji Władymira Putina żadną szczególną logiką.

Najpierw jeszcze ustami premiera Jerzego Buzka i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego chcieliśmy przedłużać do Płocka rurociąg z Brodów (19 sierpnia br. minie 10 lat od momentu kiedy położono tzw. "złoty spaw" na 700-kilometrowym ropociągu z Odessy do Brodów). Ropociąg o przepustowości 40 mln ton ropy rocznie miał w zamyśle zostać przedłużony do Płocka, skąd ropa byłaby transportowana do Gdańska za pomocą istniejącego od połowy lat 70. XX w. ropociągu Pomerania.

Następnie premier Miller - także w słowach - wspierał budowę tego ropociągu (wraz z ówczesnym prezydentem rzecz jasna). Niestety, z czynami było gorzej, gdyż w połowie 2002 r. PERN "Przyjaźń" (spółka w 100 proc. należąca do Skarbu Państwa) ogłosił, że będzie budował trzeci ropociąg na odcinku z Adamowa (Adamowo położone jest przy wschodniej granicy państwa, 50 km na północny wschód od Terespola) do Płocka, a budowa ma się zakończyć w sierpniu 2005 r. Szacowany koszt budowy to około 1 mld zł.

Już w momencie podejmowania decyzji o budowie było jasne, że w 3 lata nie da się tego rurociągu zaprojektować, wykupić wszystkich terenów na 240 km trasie, uzyskać wszystkich zgód środowiskowych, wpisać go do wszystkich planów zagospodarowania przestrzennego wszystkich gmin, uzyskać wszystkie pozwolenia na budowę, no i oczywiście na końcu położyć te 240 km rury o średnicy 700 mm. Uzasadnieniem budowy tego ropociągu była konieczność zastąpienia wybudowanej w pierwszej połowie lat 60. pierwszej nitki ropociągu.

Nikt nie pomyślał o parasolu (ochronnym)

Kiedy w 2004 r. zgłosił się duży dostawca - amerykański koncern Chevron, który chciał transportować ropę naftową, spotkał się z mało przychylnym nastawieniem strony polskiej, więc po pewnym czasie zrezygnował. Summa summarum kadencja parlamentarna 2001-2005 zakończyła się tym, że PERN posiadał dużą, rozpoczętą i nie wiadomo czy potrzebną, inwestycję Adamowo-Płock, żadnych realnych ustaleń dotyczących budowy ropociągu Brody-Płock, żadnych planowanych czy też realizowanych inwestycji w budowę rurociągów produktowych. Odnotowywał za to duże zyski z transportu rosyjskiej ropy naftowej.

Można powiedzieć, że świeciło słońce, ale na horyzoncie pojawiały się coraz większe chmury, a że były daleko, to nikt nie myślał o parasolu. W następnych dwóch latach zatrzymano budowę trzeciej nitki, gdyż było niejasne, jak będzie dalej wyglądał transport ropy naftowej ze strony wschodniej. Podjęto udane próby wciągnięcia do inicjatywy budowy ropociągu z Brodów do Adamowa Gruzji (jako państwa tranzytowego) oraz Azerbejdżanu (jako dostawcy), podjęto działania mające na celu przejęcie Siarkopolu Gdańsk, gdzie mogła powstać przyszła baza przeładunkowa ropy naftowej i paliw, podjęto działania zmierzające do wydzierżawienia 30 ha terenu od Portu Gdańskiego pod bazę przeładunkową (to była druga rozważana lokalizacja).

W tym czasie, w styczniu 2007 r., wybuchł kryzys rosyjsko-białoruski o ropę naftową, transport ropy ropociągiem "Przyjaźń" został wstrzymany na 2 dni. Wtedy też strona rosyjska poinformowała o planach budowy ropociągu BTS-2 W maju 2007 r. rząd rosyjski dokonał rozpoczęcia prac przygotowawczych. Jednocześnie przedstawiciele Rosji poinformowali, że jeżeli powstanie BTS-2 - ilość ropy tłoczona istniejącymi rurociągami się zmniejszy. Na tym się skończyła kolejna kadencja Sejmu.

Pod rosyjskie dyktando

Kolejna i właśnie kończąca się kadencja to dynamiczne zmiany podążające zgodnie z rosyjską strategią energetyczną. W 2008 r. zakończono prace analityczne nad ropociągiem BTS-2, został także do niego zapewniony surowiec, który będzie pochodził m.in. ze zmniejszonego eksportu ropy naftowej przez takie porty jak Gdańsk czy Rostock. W kwietniu 2009 r. strona rosyjska wydała oświadczenie o uruchomieniu w czerwcu budowy BTS-2 oraz braku zamiaru rozbudowy systemu ropociągów "Przyjaźń".

W Polsce w tym samym roku zapadła decyzja o dokończeniu budowy ropociągu Adamowo-Płock i budowy dwóch zbiorników po 100 tys m3 każdy, w bazie w Adamowie. To znaczy, że polska spółka inwestuje pieniądze na odcinku i w bazie, o których wiadomo, że ich dni świetności są już policzone. Sprawa budowy ropociągu Brody-Płock, czy też Brody-Adamowo jest w zawieszeniu. W 2009 r. Ministerstwo Skarbu Państwa podjęło - z biznesowego punktu widzenia - słuszną decyzje o przejęciu przez PERN "Przyjaźń" 100 proc. udziałów w Operatorze Logistycznym Paliw Płynnych, który posiada bazy paliw na terenie całego kraju. Słuszną, gdyż ten kto posiada bazy paliw powinien posiadać rurociągi paliwowe dostarczające paliwo do tych baz, decyzja słuszna ale... w ciągu ostatnich czterech lat Skarb Państwa pobrał ze spółek OLPP i PERN "Przyjaźń" prawie 500 mln zł dywidendy.

Nastąpiło połączenie w celu wzmocnienia ale wzmocnienia nie ma, ponieważ spółki wymagają inwestycji (wielu inwestycji i mądrych inwestycji) a pieniądze zabrał właściciel. Kiedy PERN kończy budowę trzeciej nitki z Adamowa do Płocka (kilkaset milionów), buduje nowe pojemności w Adamowie (100 mln zł), dostarcza grosza finansom państwa w postaci dywidendy - okazuje się, że musi sobie znaleźć zagranicznego partnera do budowy bazy magazynowo-przeładunkowej w Gdańsku, od której zależała będzie sprawna logistyka ropy do dwóch polskich i dwóch niemieckich rafinerii, gdyż według zapewnień władz spółki nie ma na to wystarczająco pieniędzy. Chodzi o kwotę około 240 mln zł rozłożoną na trzy lata.

Dodatkowo nie są podejmowane, bo chyba przy takim stanie finansów nie mogą być prowadzone działania mające na celu rozsądną dywersyfikację przychodów PERN "Przyjaźń" i odchodzenie od uzależnienia od przychodów z tłoczeń ropy naftowej, która daje obecnie 75 proc. obrotów, generując większość zysków.

To nie kryzys, to rezultat

Pod koniec czerwca br. okazało się to, co było nieuniknione, czyli że eksport rosyjskiej ropy przez gdański Naftoport w III kwartale wynosić będzie zero. To konsekwencja budowy BTS-2 i oznacza ona spadek przychodów PERN "Przyjaźń", nie jest to spadek znaczący, ale zawsze jest. Znaczący spadek będzie miał miejsce, jeżeli ropa naftowa zacznie płynąć nie drogą lądową poprzez Adamowo, ale morską poprzez Gdańsk. Coś takiego wyraźnie zaboli, ale jeszcze nie zabije. Śmierć nastąpi wtedy, kiedy ustanie tranzyt ropy naftowej z Gdańska do wschodnioniemieckich rafinerii.

Aleksander Zawisza

Autor jest ekspertem Instytutu Jagiellońskiego ds. energetyki

Dowiedz się więcej na temat: Rosja | rurociąg Przyjaźń | R. | PERN „Przyjaźń” | 2009 r. | ropa naftowa | była

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »