Reklama

Szwedzkie żeberka dla norweskiego psa

11 tys. mieszkańców szwedzkiej gminy Strömstad, leżącej na granicy szwedzko-norweskiej, to według wyników statystycznych notoryczni pijacy. W ich miasteczku bowiem sprzedaje się rocznie aż 5,5 mln litrów alkoholu. Podobnie jest w wiosce Storlien na północy Szwecji, gdzie mieszka zaledwie 78 osób, które - zdawałoby się - rocznie wypijają kilkaset tys. butelek wina i piwa.

To zasługa norweskich konsumentów, którzy z powodu dramatycznych różnic w cenach alkoholu i żywności w obu krajach, zostawili w ubiegłym roku po szwedzkiej stronie granicy aż 1,5 mld euro. Suma ta dotyczy tylko przyjeżdżających na zakupy na kilka godzin bez nocowania. Licząc wszystkie pieniądze, które Norwegowie pozostawili w Szwecji w ubiegłym roku, od turystów po naprawiających samochody, jest to aż 4 mld euro.

Paczka papierosów kosztuje w Szwecji 4-5 euro, a w Norwegii 10-12. Puszka piwa w Strömstad to jedno euro, a w Oslo już 2,5. Litr wina kosztuje w Szwecji połowę ceny. Nie chodzi jednak o alkohol, który jest średnio o 55 proc. droższy w Norwegii, lecz generalnie o ceny żywności, a zwłaszcza mięsa, wędlin, drobiu, a nawet słodyczy.

Reklama

Dla Szweda mielone wołowe jest codziennością i kosztuje 4-6 euro za kilogram, dla Norwega jest to już luksus, za który musi zapłacić aż 15-20 euro. Szwedzcy handlowcy dbają o przyzwyczajenia smakowe norweskich klientów i importują wiele towarów z Norwegii. W ten sposób wiele produktów mięsnych i sery po "odchudzeniu" o wszystkie cła i podatki jest kupowanych przez Norwegów i wraca do ich kraju po zapłaceniu szwedzkiej ceny.

- Boczek do jajek jest moim marzeniem, lecz nie mogę sobie często na niego pozwolić, ponieważ jest zbyt drogi. Dlatego raz w miesiącu jadę 100 kilometrów do Szwecji na duże zakupy. Kupuję głównie mięso, wędliny i drogi u nas ser. Tam nawet coca cola jest znacznie tańsza, a boczek w szwedzkim sklepie kosztuje jedną czwarta tego, co u nas. Tradycją norweskiej kuchni są żeberka, lecz jest to u nas towar luksusowy i odświętny po minimum 15 euro za kilogram. Kupuję je w Szwecji po cztery euro i to również dla mojego psa, ponieważ kosztują mniej niż najtańsze puszki z karmą w Norwegii - mówi "PB" Stein Olsen z Oslo.

Przed 20 laty Norwegia i Szwecja uznawane były za dwa najdroższe kraje w Europie. Różnice między nimi nie były aż tak duże i Norwegowie jeździli do Stromstad głównie po alkohol. W listopadzie 1994 r. w referendum decydującym o akcesji do UE Norwegowie powiedzieli "nie", natomiast Szwedzi "tak", otwierając swój rynek dla produktów z UE. Dzisiaj Norwegia, posiadająca restrykcyjne cła na żywność, dalej utrzymuje pierwsze miejsce w rankingu najdroższych, a Szwecja znalazła się na przedostatniej pozycji przed Grecją.

Konkurencja sprawiła, że szwedzcy producenci żywności oferują towar równie tani, co europejscy i na wyższym poziomie niż przed wejściem do UE. Szwedzi podkreślają, że nigdy nie mieli tak bogatego wyboru tanich produktów spożywczych. Norwegia z kolei zamknęła się, tłumacząc się ochroną swojego rolnictwa. Dziennik "VG" regularnie publikujący różnice cenowe pomiędzy Szwecją,a Norwegią odkrył, że istnieje 300-proc. cło ochronne na mięso... krokodyla.

Szwecja w dodatku w nowej rzeczywistości, aby walczyć z przemytem, w ciągu kilku lat obniżyła ceny alkoholu i papierosów, natomiast Norwegia zrobiła odwrotnie. W dodatku norweska korona jest silniejsza o 15-20 proc. i dzisiaj 100-koronowy banknot (50 zł) ma w Oslo wartość paczki papierosów i gazety lub opakowania parówek i bochenka chleba, natomiast w Szwecji można za to kupić torbę żywności z francuskimi serami, hiszpańską szynką, belgijską czekoladą i polską kiełbasą włącznie.

Wjazd do Norwegii przypomina dzisiaj stare komunistyczne granice ze sprawdzaniem bagażu. Pomimo, że oba kraje należą do układu Schengen, który zakazuje kontroli granicznej, norwescy celnicy regularnie kontrolują wjeżdżających do Norwegii. Tłumaczą to walką z przemytnikami narkotyków, lecz szukają poza alkoholem przede wszystkim mięsa i serów, których można wwieźć bez cła tylko 10 kg. Przy przekraczaniu granicy w odwrotnym kierunku nie ma żadnej kontroli, ponieważ Szwecja jest zadowolona z gigantycznych obrotów, wpływów z VAT i tysięcy nowych miejsc pracy.

- W naszej gminie bezrobocie praktycznie nie istnieje, a w pierwszej połowie roku odnotowaliśmy wzrost handlu o 20-25 proc. - mówi szef wydziału gospodarczego rady miasta Strömstad Lars-Erik Antonsson.

Wszystko wskazuje, że handel przygraniczny będzie rósł i Szwedzi kierując się wynikami statystycznymi obu krajów oraz raportami instytutów naukowych budują nowe wielkie sklepy. Już co trzeci Norweg regularnie robi zakupy w Szwecji, zwłaszcza, że ponad milion Norwegów mieszka w odległości do dwóch godzin jazdy samochodem do Strömstad, a połowa kraju liczącego 5 mln mieszkańców zużywa tyle samo czasu na jazdę do granicznych szwedzkich supermarketów.

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »