Reklama

Kosztowna propozycja prezesa PiS. Kaczyński obiecuje tani kredyt na mieszkania. To nie rozwiąże problemu - oceniają eksperci

Nowa propozycja taniego kredytu mieszkaniowego przedstawiona przez Jarosława Kaczyńskiego byłaby bardzo kosztowna, działałaby jednak na wzrost cen i nie rozwiązałaby głównych problemów. Celem rządu powinno być zwiększenie dostępności gruntów, budowa mieszkań o umiarkowanym czynszu, usprawnienie procesu budowlanego i ukrócenie spekulacji - oceniają eksperci.

Rząd PiS zupełnie nie poradził sobie z problemem dostępności mieszkań. Obecnie, po drastycznym ograniczeniu zdolności kredytowej, większość noszących się z zamiarem kupna własnego M straciła możliwość uzyskania kredytu hipotecznego. W Polsce wciąż nie ma stabilnej alternatywy dla kupna za pieniądze pożyczone z banku na 20-30 lat, bo rynek opiera się tylko na jednej nodze.

Nie ma alternatywy dla kredytów hipotecznych

W niedziele Jarosław Kaczyński, prezes PiS podczas wizyty w Stalowej Woli powiedział, że jest rozważany pomysł, żeby młode rodziny mogły dostawać kredyt na mieszkanie na 2 proc.

- W tej chwili ocenia się możliwości, że to mogłoby być 50 tys. rodzin rocznie - dodał.

Reklama

Poprzednie programy okazały się klapą, włącznie z najnowszym czyli kredytem bez wkładu własnego. Najnowszy byłby kosztowny, ale nie rozwiązałby clou problemu - twierdzą eksperci, z którymi rozmawiała Interia Biznes. 

- Kredyty hipoteczne o stałym oprocentowaniu 2 proc. to dziś marzenie dla polskich kredytobiorców i dla deweloperów. Takie warunki mają dziś niektóre kraje w strefie euro. Rata kredytu 400 tys. zł na 30 lat wyniesie wtedy około 1480 zł. Jednak każdy kij ma dwa końce. Różnicę między tym 2 proc. a rzeczywistymi warunkami pokrywałby BGK, prawdopodobnie z dodruku. A co w przypadku, kiedy bank centralny będzie zmuszony ratować walutę i podnieść stopy procentowe np. do 12 proc.? Ta różnica będzie ciężka do udźwignięcia i wówczas będzie kosztowała wiele miliardów więcej niż zakładano - komentuje Tomasz Narkun, ekspert rynku nieruchomości.

Kosztowna propozycja prezesa PiS

Ekspert portalu RynekPierwotny.pl szacuje, że koszty w stosunku do liczebności grupy, która by skorzystała byłyby bardzo wysokie.

- Rodzina na Swoim w wersji 2.0. Tak można pokrótce podsumować bardzo enigmatyczną propozycję zagwarantowania młodym osobom kredytów z faktycznym oprocentowaniem wynoszącym tylko 2,0 proc.  Dwuprocentowa stawka jest bardzo niska w obecnych warunkach, ponieważ aktualne oferty banków zwykle uwzględniają oprocentowanie wynoszące 9- 10 proc. Dlatego ewentualna dopłata odsetkowa od państwa byłaby bardzo wysoka (przynajmniej na początku). Tym bardziej, że rynki finansowe nie spodziewają się znaczącego obniżenia stóp procentowych NBP w ciągu dwóch następnych lat. Kontrakty FRA (na WIBOR 3M) sugerują główną stopę NBP wynoszącą około 6 proc. za 24 miesiące - komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Wylicza, że jeżeli przyjmiemy średnie oprocentowanie kredytu mieszkaniowego jako 9 proc. przez pierwsze 24 miesiące spłaty, wartość "hipoteki" na poziomie 350 tys. zł i okres spłaty wynoszący 30 lat, to można obliczyć, że w ciągu pierwszych dwóch lat proponowana dopłata pochłonęłaby kwotę rzędu 49 tys. zł.  W tym kontekście warto pamiętać o mechanizmie naliczania rat, który zakłada spłatę głównie odsetek na początku okresu kredytowania.

- W zapowiedzi prezesa PiS dotyczącej nowego systemu dopłat odsetkowych pojawiła się informacja o 50 tys. dotowanych kredytów rocznie. Dla tej liczby kredytów, szacunkowy koszt tylko dwuletnich dopłat do oprocentowania wyniósłby 2,45 mld zł. Podana kwota to około połowa kosztów programu Rodzina na Swoim, w którym z ośmioletnich dopłat do oprocentowania skorzystało ponad 180 tys. gospodarstw domowych. Dopłaty do odsetek kredytów w warunkach wysokiego poziomu stóp procentowych obecnie byłyby kosztowne (przynajmniej na początku) - ocenia Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Eksperci podkreślają jednocześnie, że znowu byłoby to działanie po stronie popytu, a to nie idzie w kierunku rozwiązania głównego problemu. Potrzebne są więc zupełnie inne działania i wypunktowują najważniejsze.

Brakuje najmu instytucjonalnego

- To kolejne stymulowanie popytu, co zazwyczaj kończy się wzrostem cen mieszkań i wzrostem ogólnej inflacji. Celem rządu powinno być zwiększenie dostępności gruntów, stymulowanie podaży, a nie popytu, budowa mieszkań o umiarkowanym czynszu z możliwością wykupu, usprawnienie procesu budowlanego i ukrócenie spekulacji. Ceny młodym "odjechały", wiek nabywców zwiększa się z roku na rok, pojawił się ogromny problem z dostępnością mieszkań na wynajem, bo ich ceny w niektórych miastach wzrosły o 50 proc. w rok. Nie ma alternatywy dla prywatnego rynku i długo nie będzie. Myślę, że rząd zdaję sobie sprawę, że czeka nas ostre hamowanie inwestycji, co doprowadzi do spadku PKB i sentymentu na rynku i będzie robił wszystko, kosztem podatników, aby podtrzymać budowlankę przy życiu, gdyż na horyzoncie jest spora recesja - ocenia Tomasz Narkun.

Zdolność kredytowa drastycznie spadła

Problem dostępności mieszkań jest jednym z najbardziej palących. Obecnie gdy zdolność kredytowa drastycznie spadła w wyniku wzrostu stóp oraz zaostrzenia regulacji przez KNF , dla większości Polaków, kredyt mieszkaniowy stał się niedostępny, a nie ma alternatywy w postaci stabilnego najmu instytucjonalnego ani innego wobec wynajmowania od indywidualnych prywatnych właścicieli.

Jednocześnie jeszcze niedawno duża część mieszkań kupowana była w celach inwestycyjnych albo spekulacyjnych windując ich ceny. Nie podjęto żadnych działań, które mogłoby temu przeciwdziałać. Rząd jest przeciwny wprowadzeniu podatku katastralnego w jakiejkolwiek postaci np. dla właścicieli kilku nieruchomości.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »