Reklama

Czy szanujemy jeszcze nasze prawo podatkowe?

Czy polscy podatnicy darzą polskie prawo podatkowe dostatecznym szacunkiem? Kierując się praktycznym doświadczeniem, wieloletnią obserwacją oraz intuicją zawodową można postawić tezę, że od kilku lat dzieje się tu coś bardzo złego.

Opinię publiczną bulwersują lub wręcz szokują informacje, że to zagraniczne firmy doradcze, zajmujące się na co dzień optymalizacją podatkową, piszą w Polsce ustawy podatkowe, współpracują na co dzień z urzędnikami rządowymi, załatwiane są przepisy "korzystne dla podatników" i dobrze wiadomo, kto jest tym "podatnikiem", a pewna dama przez lata na co dzień pieczętowała się dwoma "firmami": resortem finansów oraz zagraniczną firmą doradczą jako "społeczny doradca ministra finansów".

A to wszystko dzieje się pod skrzydłami podmiotów tworzących wręcz naukowe fasady owej współpracy, gdzie wysocy urzędnicy na co dzień spotykają się z zagranicznym biznesem podatkowym, który zajmuje się również lobbingiem na rzecz tych, którzy w Polsce nie chcą i nie będą płacić podatków.

Reklama

Po ujawnieniu skandalu z umowami luksemburskimi, które służyły unikaniu również w naszym kraju, z osłupieniem dowiedzieliśmy się, że rząd polski nie tylko dopuszcza do swoich tajemnic "doradców" załatwiających te umowy, ale również płaci (!) firmom, które obsługują unikanie polskich podatków. Czy płaci im również za to, aby oni pozbawiali nas dochodów budżetowych? Nie chce mi się wierzyć, ale nikt tego nie zdementował. Jeden z urzędników opowiedział mi o takim oto przypadku: pewna znana "międzynarodowa firma doradcza" rozesłała ofertę (bardzo drogą) udziału w konferencji na tematy podatkowe, w której bez wiedzy i zgody wymieniono nazwisko tego urzędnika. Kierując się urzędniczą etyką poinformował on o tym, że nie ma zgody na jego udział w takim przedsięwzięciu, bo albo się dba o interes publiczny, albo o tych, którzy specjalizują się w optymalizacji podatkowej. Jakie było zaskoczenie, gdy rozdzwoniły się telefony z wysokich gabinetów, z których płynęły reprymendy za tę odmowę: dla tych dygnitarzy jawny udział polskich urzędników w przedsięwzięciach biznesu optymalizacyjnego był czymś zupełnie normalnym. Nie bez powodu resorty traktowane były jako zdobycze polityczne i ekonomiczne.

Czas skończyć z tą "normalnością". Panującej tu degrengolady nie można już ukryć. Zwykli (nieustosunkowani) podatnicy najpierw po cichu a teraz głośno zadają pytanie: "dlaczego my mamy płacić podatki, skoro innym wolno uchylać się opodatkowania"? Początkowe niedowierzanie przeszło szybko w złość i pogardę: to na tym polega rządy "liberałów"? Najwięcej ciężkich słów pada z ich strony gdy podatnicy dowiadują się ile i kto uzyskuje zwrotów VAT-u: okazuje się, że zagraniczne koncerny otrzymują dziesiątki miliardów zwrotów tego podatku, a my "jak głupi" płacimy po to, aby inni mogli to wyłudzić i wytransferować zagranicę?

Przez ostatnie lata skutecznie niszczono autorytet polskiego prawa podatkowego. Do ustaw regulujących te podatki, a zwłaszcza do ustaw o podatku dochodowym, podatku od towarów i usług czy akcyzie, a nawet wielokrotnie "doskonalonej" Ordynacji podatkowej nikt nie ma już większego szacunku. Do tego należy dodać działalność interpretacyjną ministra finansów, który na podstawie tych samych przepisów wydaje całkowicie przeciwstawne interpretacje, co doświadczyli ostatnio np. komornicy. Sądy co do zasady afirmują te praktyki, dokładając co pewien czas swoją cegiełkę do tej gmatwaniny: np. gminne jednostki budżetowe już nie są nie wiadomo dlaczego podatnikiem VAT a zakłady budżetowe raz były a teraz już nie.

Tak dziś głośno broniony przez opozycję Trybunał Konstytucyjny nie przeciwstawiał się upadkowi polskiego prawa podatkowego. Bo zadajmy oczywiste pytanie: czy tworzenie przepisów prawa przez lobbystów pod rękę z zagranicznym biznesem doradczym jest zgodne z Konstytucją? Bo jeśli tak, to mamy kiepską ustawę zasadniczą, albo jej w rzeczywistości nie mamy. A jeśli nie jest zgodna, to dlaczego badając zgodność tych potworków legislacyjnych z Konstytucją nikt nie zadał pytania, skąd się one wzięły? Ale gdy ustawę o Trybunale piszą członkowie Trybunału, to dlaczego biznes nie może pisać ustaw dla swoich potrzeb?

Przecież będzie to wyrazem demokratyzacji naszego prawa, gdzie władza zostanie wreszcie wyrwana z rąk "niekompetentnych polityków"?

Aby poprawić efektywność fiskalną naszego systemu podatkowego trzeba przede wszystkim odbudować zaufanie do prawa, jego tworzenia, interpretacji i stosowania. Nie da się tego zrobić bez wyrzucenia na śmietnik większość obecnych przepisów, które do upadłego będą bronione przez beneficjentów status quo. A mają jeszcze wielkie wpływy w mediach i... niektórych resortach. Trzeba od czegoś zacząć: najlepiej pozbyć się "obsługi" spółek Skarbu Państwa ze strony biznesu optymalizacyjnego: gwarantuję, że natychmiast wzrosną dochody budżetowe.

Witold Modzelewski

profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »