Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Próby wyciskania puddingu ryżowego

Przywódcy Grupy G7 - czyli siedmiu kiedyś najbardziej rozwiniętych państwa świata (Grupa powstała w 1975 roku), USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch, Japonii i Kanady - uzgodnili właśnie, że będą zwalczać nieuczciwą konkurencję podatkową.

Reklama

Chcą, aby minimalna stawka podatku dochodowego od firm we wszystkich państwach świata wynosiła minimum 15 proc. O 6 punktów procentowych mniej, niż jeszcze kilka tygodni temu zapowiadał nowy amerykański prezydent Joe Biden. Ale i tak wywołało to entuzjazm wrażliwych społecznie komentatorów, którzy już liczą, ile to miliardów dolarów, euro, funtów i innych pieniędzy politycy będą mieć do zmarnowania (albo i zdefraudowania). To znaczy oczywiście piszą coś o szkołach, ochronie zdrowia i klimatu. Co jest oczywiste, bo przecież nie da się tak łatwo zdefraudować pieniędzy zwykłym przelewem z konta państwowego na czyjeś prywatne. 

Reklama

Budowanie szkół, szpitali czy wiatraków jest koniecznym warunkiem przepływów finansowych od podatników do różnych beneficjentów. Bo przecież "instruktorzy narciarscy" będący znajomymi polityków, sprzedający im, na przykład, maseczki, albo podstawieni politykom przez jakieś służby specjalne jacyś handlarze - na przykład respiratorów - to nie jest polska specyfika. Pieniądze podatników są defraudowane przez polityków na całym świecie. Więc jak świat światem podatnicy próbują się jakoś bronić. Największe rewolucje - angielska, amerykańska czy po części nawet francuska - były spowodowane przez złe podatki.

Ale wprowadzanie złych podatków to dla władców jest dziwną normą. A jak zauważył Monteskiusz - cytowany już przeze mnie w moim pierwszym felietonie na łamach Interii - to "złe podatki były przyczyną tej osobliwej łatwości, z jaką mahometanie dokonali swoich zdobyczy. W miejsce nieustannych udręczeń, jakie wymyśliła chciwość cesarzy, ludy spotykały się z daniną prostą, łatwą do płacenia i do ściągania: wolej im było podlegać barbarzyńcom, niż skażonemu rządowi".

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dziś ulubionym podatkiem władców jest podatek dochodowy. Też już tu pisałem o tym, dlaczego tak go lubią. Pozwala on im kontrolować, skąd podatnicy mają swoje przychody, komu i za co płacą. Jest to pierwszorzędny instrument inwigilacji poddanych, których nazywa się "obywatelami".

Ale obywatele nie są w ciemię bici. Skoro mają płacić podatek od dochodu - czyli przychodu pomniejszonego o koszty - to nabijają sobie koszty tam, gdzie podatki są wyższe, a zyski lokują w tych państwach, w których są one niższe. To jest w sumie proste. Wykorzystuje się do tego integrację pionową i poziomą. "Od pola na stół". A właściwie przez nasz stół do miski psa czy kota. Na przykład "twój kot kupowałby... Marsy". 

Tak wiem, że w reklamie kupowałby Whiskas. Ale marka Whiskas należy do spółki Royal Canin, która należy do spółki Mars Incorporated - tej od batoników Mars. Podobnie zresztą jak Twix, Snickers, Milky Way, M&M’s, Bounty, Skittles. Ryż Uncle Ben's też jest ich. Podobnie jak prawie wszystkie gumy do żucia - Wrigley, Orbit, Winterfresh, Airwaves. Macie więc duży wybór. Wasz kot zresztą też ma - marka Kitekat również należy do Marsa. A jak macie psa - to poza Royal Canin jest jeszcze Pedigree.

Konkurencyjna jest karma Purina. Ją z kolei produkuje koncern Nestle. Jeszcze większy od Marsa. Dla was produkuje batoniki KitKat (nie pomylcie z Kitekat bo to dla waszego kota od Marsa). Ci nie tylko żywią, ale i ubierają, będąc głównym udziałowcem L'Oreal, są właścicielem takich marek ubraniowych jak Diesel, Viktor & Rolf, Ralph Lauren, Yves Saint Laurent, Giorgio Armani. A poza czymś dla oka (ubrania) dostarczają też coś dla nosa - bo przecież Armani i YSL to także kosmetyki, podobnie jak Garnier, Vichy, czy Biotherm, które również należą do Nestle.

I oni handlują sami ze sobą. I alokują koszty, jak chcą. Mają temu zapobiec "ceny transferowe". Spółka handlująca z "siostrzaną" spółką mającą tę samą spółkę "matkę" (albo nawet "babkę") musi udowodnić urzędowi skarbowemu, że stosuje w tych transakcjach "ceny rynkowe". Ale jak ten "rynek" to jest raptem 10 firm (poza Nestle i Marsem jest jeszcze osiem podobnych mających razem większość tego rynku) to nie jest specjalnie trudne do udowodnienia.

Bracia William i Edmund Vestey, na początku XX wieku stworzyli światowy holding mięsny. Mieli spółki w Brazylii, Wenezueli, Australii, USA, Kandzie i oczywiście w Wielkiej Brytanii. Jak rząd brytyjski chciał ich opodatkować, wynieśli się nawet na jakiś czas do Argentyny. Lionel Laurent przypomniał właśnie na łamach Bloomberga, że ówczesne brytyjskie władze porównały próby ich opodatkowania do prób "wyciskania puddingu ryżowego" ("trying to squeeze a rice pudding"). Nie znałem wcześniej tego określenia. Bardzo obrazowe. I trafne. 

William oświadczył organom podatkowym, że "produkty z jednego zwierzęcia sprzedajemy w 50 różnych krajach. Przy interesie tego rodzaju nie da się powiedzieć, ile zysków wypracowujemy w Anglii, a ile poza nią". No właśnie. Nie da się powiedzieć, czy to coś, co wsadzamy do batonika dla dzieci powinno kosztować tyle samo, gdy to wsadzamy do przysmaku dla psa czy kota. I czy w każdym państwie koncerny powinny stosować taką samą politykę cenową. Przecież siła nabywcza ich obywateli jest różna. A kursy różnych walut w tych państwach są zmienne. To jest raj (dochodowy) dla specjalistów od cen transferowych.

A jakby tak popatrzeć na światowy handel bananami (trzy firmy - Chiquita, Dole i Del Monte - mają prawie 70 proc. rynku) to by się okazało, że chłodniowce je transportujące pływają po obu oceanach zygzakiem. Oczywiście w rzeczywistości płyną prosto. To jedynie faktury za sprzedaż bananów są wystawiane w różnych miejscach kilkakrotnie, zanim nastąpi rozładunek. Centrum handlu europejskiego znajduje się na Jersey. Te wszystkie statki z bananami przez niewielki port na tej niewielkiej wyspie na Kanale la Manche to nawet nie dałyby rady przepłynąć. Ale faktury "przepływają". Bo Jersey to "raj podatkowy". 

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Oczywiście można sobie wyobrazić, że Wielka Brytania (jeden przecież z członków G7) wygna z niego podatników jak Pan Bóg Adama i Ewę, z tym że nie za zerwanie jabłka, a za wszystkie grzechy podatkowe - bo przecież nie tylko za handel bananami. Ale z Irlandią będzie już trudniej. Nawet Amerykanom. Irlandczycy, którzy mają podatek w wysokości 12 proc. z konieczności jego podwyższenia co najmniej do 15 proc. jakoś nie są zadowoleni. A już zwłaszcza gdyby miała być ujednolicona podstawa opodatkowania. Bo można płacić nawet 94 proc. (taka była kiedyś najwyższa stawka podatku w USA). Wszystko zależy od czego. To znaczy od tego, co się uzna za "koszt" uzyskania przychodu.

Jak przywódcy G7 wybudują wielki mur, który miałby zatrzymać wypływ wody (czyli podatków), a w tym murze będzie malutka dziurka - na przykład w Irlandii (albo w Holandii, Luksemburgu, Szwajcarii, czy na Cyprze) - to cała woda i tak przez nią wypłynie.

Oczywiście pani prezydent Harris (to znaczy Biden oczywiście) może nałożyć sankcje na kraje, które dyktatowi G7 nie będą chciały się podporządkować. Ale na budowę Nord Streem 2 sankcje też były nałożone, a został wybudowany w stopniu przewyższającym 90 proc. I to właśnie dlatego Amerykanie od sankcji "odstąpili". Dzięki temu mogą dumnie ogłosić, że sami od nich odstąpili, zamiast za kilka miesięcy przyznać, że ponieśli sromotną porażkę.

Z sankcjami na raje podatkowe będzie podobnie. Dlatego trzeba zmienić system podatkowy, a nie zmuszać podatników do zmiany swoich zachowań w obecnym systemie. Jak go zmienić - już tu kiedyś pisałem. I jeszcze napiszę. 

Robert Gwiazdowski

Autor felietonu wyraża własne opinie.

Dowiedz się więcej na temat: raje podatkowe | podatki | Robert Gwiazdowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »