Reklama

Felieton Gwiazdowskiego. Reprywatyzacja: Wywłaszczenie zamiast opodatkowania

Komuniści nie przejmowali się podatkami. Coś tam Karol Marks pisał, że powinni popierać progresję podatkową, bo ona osłabia kapitalizm, ale generalnie, jak ten osłabiony kapitalizm już upadnie, to podatki nie będą państwu do niczego potrzebne, bo przecież wszystko będzie państwowe.

Po wojnie polscy komuniści po prostu zabrali ludziom majątki, zamiast ich opodatkowywać. I Już. Na podstawie dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z września 1944 roku o przeprowadzeniu reformy rolnej - odebrano "obszarnikom" majątki ziemskie, w tym domy mieszkalne - co, nota bene, było sprzeczne nawet z tym dekretem.

Na podstawie dekretu Krajowej Rady Narodowej z października 1945 roku o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy - zwanego Dekretem Bieruta - odebrano "kamienicznikom" grunty i ocalałe domy w Warszawie.

Reklama

Na podstawie ustawy ze stycznia 1946 roku o przejęciu na własność państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej, odebrano "burżuazji przemysłowej" przedsiębiorstwa. Okazało się przy tym dość szybko, że w komunistycznym państwie wszystkie gałęzie gospodarki narodowej są "podstawowe".

Po 1989 roku antykomuniści nie zrobili reprywatyzacji, a zaczęli robić prywatyzację. Rzeczpospolita Polska zaczęła się zachowywać jak paser Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i sprzedawała co wcześniej zrabowano. Nie bez powodu antykomuniści, którzy razem z postkomunistami przegłosowali konstytucję w 1997 roku napisali w niej o "urzeczywistnianiu zasad sprawiedliwości społecznej". Na czym ona dokładnie polega to nikt nie wie, ale jakąś drogę wytyczyli komuniści, którzy się na nią ciągle powoływali, gdy odbierali ludziom majątki.

Mocno wsparł ich w tym Sąd Najwyższy, który w słynnej sprawie sporu o nazwę "Warszawskich Zakładów Cukierniczych im. 22 lipca, d. E. Wedel" uznał, że przepisy ustawy nacjonalizacyjnej należy interpretować zgodnie z "duchem" tamtych czasów. Komuniści co prawda przejęli majątek spółki E. Wedel, a nie jej nazwę, ale tylko dlatego, że nie myśleli, że ona się kiedyś jeszcze może przydać. Trzeba więc uznać, że jednak znacjonalizowali. W tym dążeniu do urzeczywistnienia zasad sprawiedliwości społecznej Sąd Najwyższy zapędził się do tego stopnia, że uznał, iż nazwisko może być przedmiotem obrotu prawnego. A wniosek o zawieszenie prawomocnego wyroku rozpoznał tego samego dnia, w którym ten wniosek z Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynął.

Sprawiedliwość społeczną wymierzono też warszawskim kamienicznikom. 

Owszem - gwoli sprawiedliwości (bez przymiotnikowej) przyznać trzeba, że gdyby nie było Dekretu Bieruta nie byłoby też odbudowy Warszawy. Trudno żeby "cały naród", który - zgodnie z ówczesnym sloganem - "budował swoją stolicę", budował domy przedwojennym właścicielom, z którymi nota bene nie wiadomo co się stało. Warszawa nie byłaby stolicą. Nieruchomości w Warszawie z całą pewnością nie miałyby takiej wartości, jaką dziś mają. Tu gdzie jest dziś warszawskie San Francisco, pewnie "byłoby ściernisko".

Potrzebna była ustawa o wypłacie odszkodowania. Ale takowej nie uchwalono. Bo to byłoby niezgodne z poczuciem sprawiedliwości społecznej. W 1991 roku zaczęto jednak niektórym byłym właścicielom nieruchomości zwracać. Nie wiadomo jednak według jakich kryteriów. Kryteria te musiały budzić jakieś wątpliwości, bo jak już niektórym nieruchomości zwrócono, to nagle innym przestano zwracać. Pojawiły się bowiem liczne przeszkody administracyjne, których nie było wcześniej - choć prawo się nie zmieniło. Wtedy rozwinął się handel "roszczeniami".

Byli właściciele lub ich spadkobiercy, którym nieruchomości z powodu tych przeszkód nie chciano zwrócić sprzedawali swoje "roszczenia" o zwrot. Oczywiście za ułamek aktualnej wartości tych nieruchomości. Dla nich to i tak było dużo więcej niż nic. A wielu stało nad grobem. Jak już je sprzedali, to urzędnikom udało się przezwyciężyć te różne przeszkody, które się piętrzyły od lat i choć prawo się nie zmieniło, zaczęli zwracać te nieruchomości "nabywcom roszczeń". Gdy nie mogli zwrócić w naturze, wypłacali odszkodowania według aktualnej wartości nieruchomości, a nie tej z 1945 roku. Mimo, że ta aktualna wartość wynikała z faktu, że za pieniądze wszystkich podatników z całej Polski najpierw odbudowano w ogóle Warszawę, a potem za pieniądze wszystkich warszawskich podatników ją rozbudowywano.

Ale nabywcy roszczeń się pokłócili między sobą, jeden o drugim zaczął opowiadać dziennikarzom, którzy w końcu zaczęli opisywać to, co się działo. Niestety dla nich z jednego z takich "granatów" w ferworze wyrwano zawleczkę i na dodatek zamiast do studzienki, wturlał się on do przepełnionego szamba i ono wybuchło. Reprywatyzację znów przerwano.

Partia, która ma w nazwie coś o sprawiedliwości, zapowiadała ustawę reprywatyzacyjną. Ustawy reprywatyzacyjnej nie uchwalono, ale za to uchwalono nowelizację ustawy Kodeks postępowania administracyjnego. Teraz już nikomu niczego nie można oddać. Głównie tym przedwojennym właścicielom i ich spadkobiercom, którzy nie sprzedali swoich roszczeń, tylko sami próbowali ich przez lata dochodzić. Taka kara ich spotkała. Nie chcieli się zadowolić tym, co im oferowano i dać zarobić nabywcom, to teraz nie dostaną nic. Przecież gdyby komunizm nie upadł, to też by nic nie dostali. Zrealizował się szczególny rodzaj sprawiedliwości społecznej - "sprawiedliwość dziejowa". Skoro przecież ustawy z czasów komunistycznych należy interpretować zgodnie z duchem tamtych czasów, to i - tak na logikę - pisać nowe ustawy dotyczące tamtych czasów też trzeba zgodnie z tamtym duchem.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Trzecia kategoria pokrzywdzonych to "obszarnicy" i różni "kułacy". Im zabrano nie tylko gospodarstwa rolne, które rozparcelowano na potrzeby reformy rolnej, ale także domy, które do produkcji rolnej bynajmniej nie służyły, tylko do mieszkania. Także te, które nie były wielkimi pałacami, czy dworami. Takie małe dworki, które przy posiadłościach "nabywców roszczeń" i deweloperów wyglądają jak kurne chaty. Oni zdecydowanie rzadziej sprzedawali swoje roszczenia. Do ziemi rodzinnej byli bardziej przywiązani niż Warszawiacy. Ale właśnie państwo postanowiło, że postępowania, które toczą oni z tym państwem od lat należy po prostu umorzyć. I już.

Ale tym razem, inaczej niż po wojnie, kiedy to poprzestano na wywłaszczeniu, w ramach realizacji nowego Polskiego Ładu, to tym spadkobiercom przedwojennych właścicieli, którzy prowadzą działalność gospodarczą, czy uprawiają wolne zawody i mają jakieś przyzwoite dochody, to się jeszcze składki zdrowotne podniesie. Niech poczują prawdziwą sprawiedliwość społeczną.

Robert Gwiazdowski

Autor felietonu wyraża własne opinie.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »