Reklama

Mission possible

W wielu krajach UE i innych państwach rozwiniętych (OECD) kwota wolna od podatku jest dużo wyższa niż w Polsce, a wiek emerytalny - niższy. Pod tym względem lepiej od nas wypada nie tylko Zachód, ale i np. Czechy, Słowacja, Słowenia, kraje bałtyckie, Rumunia czy Bułgaria. Dlaczego je na to stać, a nas - według części mediów i ekonomistów - nie?

Zwiększenie kwoty wolnej od podatku i obniżenie wieku emerytalnego to dwa sztandarowe punkty programu prezydenta-elekta Andrzeja Dudy. Tzw. mainstreamowe media i część ekonomistów jeszcze w trakcie kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi przekonywali, że to skrajny, nieodpowiedzialny populizm, na który nas nie stać. Że to nierealne obietnice, bo w budżecie nie ma i nie będzie pieniędzy na ich spełnienie.

Reklama

To, czy te pieniądze można wygospodarować, jest osobną kwestią. Choć krótko można powiedzieć, że nasze państwo jest dziś w wielu dziedzinach tak marnotrawne, mało gospodarne, iż naprawdę nie byłoby cudem wypracowanie sporych oszczędności.

Nie wspominając już o tym, że zwiększenie kwoty wolnej od podatku i obniżenie wieku emerytalnego dałoby - także pośrednio - naszej gospodarce dodatkowe impulsy do rozwoju. A większy wzrost gospodarczy, to więcej pieniędzy w budżecie. Przy większej kwocie wolnej, Polakom zostałoby więcej pieniędzy w kieszeni, co gospodarce z pewnością by sprzyjało. Obniżenie wieku emerytalnego zmniejszyłoby bezrobocie i ułatwiłoby znalezienie pracy ludziom młodym, którzy z powodu jej braku lub zbyt niskich zarobków (do czego bardzo przyczynia się wysoka stopa bezrobocia) masowo wyjeżdżają na Zachód. Zubażając w ten sposób naszą wspólnotę ekonomiczną.

Rozwiązania są. Warto przytoczyć choćby przykład Singapuru, w którym wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn wynosi zaledwie 62 lata. Jednocześnie, jeśli dana firma czy instytucja zatrudnia tam pracownika w wieku 65 lat i więcej, to dostaje od państwa dopłatę do jego pensji, w wysokości 3 proc. tegoż wynagrodzenia. Ma to skłaniać firmy do tego, by nie wypychały na emeryturę tych, którzy chcą jeszcze pracować.

Emerytalne mydlenie oczu

Równie ważne jest co innego. Gdy rząd PO-PSL podwyższał dwa lata temu wiek emerytalny w Polsce, argumentował, że nie ma innego wyjścia, bo inaczej nasz system emerytalny zbankrutuje. Że to samo robi obecnie wiele innych krajów. Że jest to ogólnoświatowy trend. Sęk w tym, że po pierwsze w wielu krajach wiek emerytalny jest obecnie niższy niż w Polsce (patrz: infografika), a po drugie nawet państwa, które podwyższają dziś wiek emerytalny, w zdecydowanej większości przypadków nie zamierzają go podnieść w takim stopniu, jak Polska.

Nie mówiąc już o pewnym przemilczanym - przez rządzącą koalicję - w dyskusji na ten temat fakcie, który przywołał szef SLD, Leszek Miller. Chodzi mianowicie o to, że w Polsce średnia długość życia jest wciąż dużo niższa niż w krajach zachodnich. W naszym kraju - według danych Światowej Organizacji Zdrowia - to obecnie 77 lat, a w większości krajów zachodnich ponad 80 lat. To oznacza, że u nas nawet gdybyśmy mieli ten sam wiek emerytalny, co kraje zachodnie, bylibyśmy - od strony finansów - w lepszej sytuacji niż one. Właśnie ze względu na krótszą przeciętną długość życia, co oznacza - jakkolwiek okrutnie by to zabrzmiało - krócej wypłacane emerytury. I właśnie z tego powodu nie tylko nie powinniśmy mieć wyższego wieku emerytalnego, co państwa zachodnie, ale nawet niższy niż tam. Po to przede wszystkim, by - jak ktoś to ujął - wiele osób nie musiało pracować do śmierci.

Wiek emerytalny w Polsce jest podnoszony - według przeforsowanej trzy lata temu przez rząd PO-PSL ustawy - stopniowo. Docelowo ma on wynosić 67 lat dla kobiet i mężczyzn (dla tych drugich dojdzie do tego poziomu już za cztery lata, a dla płci pięknej - za 20 lat), a jeszcze w tym roku sięgnie on odpowiednio: 60,6 lat (kobiety) oraz 65,6 lat (mężczyźni). Dla porównania: w Czechach to obecnie 61,4 lat (kobiety) i 62,8 lat (mężczyźni), na Słowacji - 61 i 62, na Litwie - 61,3 i 63,1, w Estonii - 62,1 i 63, na Łotwie - 62,5, w Rumunii - 60 i 65, Bułgarii - 61,3 i 64,3, Rosji - 55 i 60, w Austrii - 60 i 65, Wielkiej Brytanii - 62,33 i 65, w Niemczech - 65,3, w Japonii - 61, Chinach - 50 i 60, w Korei Południowej - 55, Hiszpanii - 65,25, Singapurze - 62, Turcji - 58 i 60, Szwajcarii - 64 i 65, Malcie - 62, a w biedniejszych od nas Ukrainie oraz Białorusi: 56/60 i 55/60. Są oczywiście kraje, które mają wyższy wiek emerytalny niż u nas, szczególnie w odniesieniu do kobiet, ale to na ogół państwa zachodnie, z wyższą przeciętną długością życia niż u nas.

Dające do myślenia jest także to, że do krajów z najwyższym wiekiem emerytalnym należy bankrutująca obecnie Grecja.

Zobacz ilustrację do tekstu w PEŁNYM WYMIARZE

Teraz pozwólmy sobie na wycieczkę w przyszłość. Czyli na porównanie naszego kraju do tych państw, które - tak samo jak my - stopniowo podwyższają wiek emerytalny lub przynajmniej zrównują go dla kobiet i mężczyzn. W Polsce, przypomnijmy, ma on docelowo wynosić tyle samo dla obu płci: 67 lat. W Austrii, Estonii, na Litwie, w Rumunii i na Malcie, które też obecnie podwyższają lub zrównują wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, planuje się, że dojdzie on do poziomu 65 lat dla kobiet i mężczyzn (w latach 2020-2030). W Azerbejdżanie i na Ukrainie ma być on podniesiony do 60 lat. Ambitniejsze cele stawiają sobie Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Holandia i Irlandia, które stopniowo chcą podnieść swój wiek emerytalny do poziomu 67-68 lat. Jednak np. Anglicy chcą dojść do tego poziomu dopiero za 30 lat. Zaś Niemcy uchwaliły w zeszłym roku ustawę, która sporej grupie pracowników obniża wiek emerytalny. Ta ustawa bowiem zakłada, że jeśli ktoś przepracował 45 lat (wlicza się w to także okresy bezrobocia), to może przejść na pełną emeryturę już w wieku 63 lat. Niemcy to jednak nie jedyny kraj z "ulgami" emerytalnymi. W Czechach wiek emerytalny dla kobiet zależy od liczby ich dzieci. Im kobieta ma ich więcej, tym wcześniej może przejść na emeryturę.

Imposybilizm podatkowy

Tego typu rozwiązania niektóre kraje stosują także w przypadku kwoty wolnej od podatku i w ogóle opodatkowania osób fizycznych. Na Węgrzech ta kwota jest kilkakrotnie wyższa, gdy ma się troje i więcej dzieci. W Irlandii podwaja się ją dla osób, będących w związkach małżeńskich i znacząco zwiększa w przypadku wdów i wdowców. W niektórych krajach, np. na Słowacji i w Słowenii, wysokość kwoty wolnej lub możliwość skorzystania z niej, zależy od wysokości dochodów. W Polsce takich metod się nie stosuje. Kwota wolna od podatku w naszym kraju to obecnie 3091 zł, czyli 743 euro (według średniego kursu NBP z drugiej połowy czerwca). To ponad 10-krotnie mniej niż w Niemczech (w tym kraju kwota wolna wynosi 8534 euro), Wielkiej Brytanii (10 tys. funtów, czyli 14 tys. euro), Francji (9,7 tys. euro), Włoszech (8 tys. euro), Hiszpanii (17,7 tys. euro), Austrii (11 tys. euro), Finlandii (16,3 tys. euro), Belgii (8,7 tys. euro), na Cyprze (19,5 tys. euro), w Luksemburgu (11,3 tys. euro) i na Malcie (8,5 tys. euro). Dużo lepiej niż Polska wypadają pod tym względem także Słowacja (3,8 tys. euro), Słowenia (3,3-6,5 tys. euro), Dania (5,7 tys. euro), Szwecja (2 tys. euro) czy Irlandia (1,65-3,3 tys. euro). W UE kwoty wolnej od podatku nie ma tylko na Łotwie, w Estonii, w Bułgarii, Rumunii i Portugalii, ale cztery pierwsze z tych krajów mogą pochwalić się za to niskim liniowym podatkiem dochodowym od osób fizycznych. W Bułgarii wynosi on jedynie 10 proc., w Rumunii - 16 proc., Estonia obniżyła go z początkiem tego roku z 21 do 20 proc., a Łotwa z 24 do 23 proc. (w 2016 r. obniży go o kolejny jeden procent).

Zobacz ilustrację do tekstu w PEŁNYM WYMIARZE

Kwoty wolnej nie mają też teoretycznie (formalnie) Holandia i Czechy. Teoretycznie, bo w obu tych krajach występuje tzw. rabat podatkowy, pozwalający na znacznie większe zmniejszenie podatku do zapłacenia niż kwota wolna w takiej wysokości jak w Polsce. Bo można go odliczyć od należnego podatku, a nie od dochodu do opodatkowania. W Holandii ów rabat wynosi 2,1 tys. euro, a w Czechach ponad 800 euro. Na dodatek w obu tych krajach są hojniejsze niż u nas ulgi podatkowe. Dzieje się tak, choć Czechy mają od 2008 r. liniowy podatek od osób fizycznych i do tego na bardzo niskim poziomie (15 proc.). Równie niski "liniowiec" ma u siebie Litwa, która na dodatek oferuje podatnikom kwotę wolną.

Dlaczego te kraje było na to stać, a nas nie? Odpowiedź na to pytanie zostawiam Czytelnikom. A jako puenta niech posłuży fakt, że jeszcze w lutym tego roku polski Sejm odrzucił głosami PO i PSL projekt ustawy (autorstwa Twojego Ruchu), podwajającej kwotę wolną od podatku. Rządząca koalicja argumentowała wtedy, że państwa na to nie stać. W czerwcu, tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, ta sama koalicja, m.in. ustami Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z PO, ówczesnej rzeczniczki rządu, powiedziała: "Rząd myśli o podwyższeniu kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł". Innymi słowy, ekipa PO-PSL dopiero wtedy, gdy czuje się zagrożona, uznaje za realne pomysły, mające na celu ulżenie swym "poddanym".

Jacek Krzemiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »