Reklama

Nowe podatki w Polsce urosną wiosną

Wiosna upłynie pod znakiem podatkowych rewolucji. Na to wskazuje oficjalny plan prac rządu na najbliższe pół roku - w tym czasie zmiany podatkowe mają zmaterializować się w postaci gotowych projektów lub przynajmniej założeń.

Najbardziej przełomowe będą pewnie dotyczyć opodatkowania dochodów rolników, kontrowersyjne - ulg dla rodzin, tylko bezpośrednio zainteresowani będą mówić o cięciach, które dotkną twórców.

Jako pierwsza na liście priorytetów rządu znalazła się zapowiedź nowelizacji ustawy o PIT. Projekt ma zostać przyjęty przez rząd jeszcze w pierwszym kwartale tego roku, ale całkiem możliwe, że pojawi się już w lutym. Zgodnie z zapowiedziami premiera zakłada on trzy podstawowe rzeczy: likwidację ulgi internetowej, zmianę zasad naliczania 50-proc. kosztów uzyskania przychodów w przypadku twórców oraz zmianę zasad korzystania z ulgi prorodzinnej.

Reklama

O ile likwidacja ulgi internetowej to zabieg stosunkowo prosty, o tyle dwie pozostałe regulacje są już zdecydowanie bardziej skomplikowane.

Twórca skorzysta po roku

W przypadku kosztów ważnych dla twórców nowe przepisy mają pozbawiać możliwości stosowania dotychczasowych, korzystnych zasad po przekroczeniu przez honoraria kwoty 85 tys. zł. Zasada miała by być zatem taka, że do 85 tys. zł przychodu z praw autorskich, twórcy przysługiwałoby prawo do odliczenia kosztów w wysokości 50 proc. uzyskanego honorarium pomniejszonego o zapłacone składki ZUS. Chodzi tu o takie przypadki, w których składki te są płacone.

Po przekroczeniu progu dochodowego, czyli od nadwyżki ponad 85 tys. zł, koszty nie będą już naliczane. Dobra wiadomość jest taka, że do wyliczenia limitu brane pod uwagę mają być wyłącznie przychody z praw autorskich. Jeśli zatem ktoś łączy pracę na etacie z działalnością twórczą może być pewny, że wynagrodzenie za pracę nie podwyższy mu podatku od honorariów.

Są jednak też i złe wiadomości. Z zapowiedzi ministra finansów wynika, że koszty takie miałyby być uwzględniane dopiero po zakończeniu roku, podczas składania zeznania PIT. Oznacza to, że w trakcie roku wyższe podatki płaciliby wszyscy otrzymujący honoraria, a nie tylko ci twórcy, których dochody przekroczyły już 85 tys. zł. Nadpłacony podatek można byłoby odzyskać - jak się planuje - dopiero po zakończeniu roku. Zdaniem resortu finansów ułatwi to rozliczenia. Po zmianie przepisów, przy wielu źródłach z których otrzymywane są honoraria, płatnicy nie byliby bowiem w stanie uchwycić momentu, w którym dany autor przekracza próg 85 tys. zł i traci prawo do podwyższonych kosztów. To oczywiście punkt widzenia Ministerstwa Finansów.

W kontekście tych ograniczeń warto przypomnieć, że zasada dotycząca kosztów uzyskania przychodów przez twórców raz zostały już ograniczone. Początkowo wynosiły one 50 proc. honorarium. Kilka lat temu wprowadzono jednak przepis, który koszty te obniżył wszystkim twórcom opłacającym od honorariów składki ZUS. Teraz 50 proc. obliczane jest od honorarium pomniejszonego o te składki. W praktyce oznacza to, że korzyść dla twórców jest znacznie niższa niż 50 proc. Mimo wszystko - nie ma co narzekać - nadal jest to kwota dużo wyższa niż kwotowo określone koszty np. przy umowach o pracę.

Wiele dzieci - ulga tylko dla zamożnych

Całkowitej zmianie ulegnie także konstrukcja ulgi prorodzinnej. Tu również pojawia się limit 85 tys. zł. Będzie miał on jednak inne zastosowanie. Wszyscy zarabiający powyżej tej kwoty i wychowujący tylko jedno dziecko stracą prawo do odliczenia, co oznacza dla nich podatek wyższy o 1112,04 zł rocznie. Prawo do ulgi zachowują natomiast rodzice jedynaków, gdy ich zarobki nie przekraczają 85 tys. zł.

Nic nie zmieni się w przypadku osób wychowujących dwójkę dzieci. Natomiast na dodatkowe profity mogą liczyć rodzice trójki i więcej dzieci. Dla nich ulga ma wzrosnąć. Ma być wyższa o połowę w stosunku do tego, co przysługuje im dziś. Na trzecie i każde kolejne dziecko ulga miała by zatem wynieść nie tak jak dziś 1112,04 zł, ale po 1668,06 zł. Kłopot tylko w tym, że aby taką ulgę skonsumować, trzeba naprawdę dobrze zarabiać. Na pełne wykorzystanie ulgi można będzie liczyć przy trójce dzieci dopiero przy zarobkach powyżej 3,9 tys. zł, a przy czwórce powyżej 5 tys. zł.

W sumie, zmiany planowane w PIT, nie wykraczają poza to, co zapowiedział już w swoim expose premier Donald Tusk. Zadziwiająca jest konsekwencja przy ich realizacji. Rzecz dotychczas rzadko spotykana.

Rolnicy na celowniku

W pierwszym kwartale 2012 roku ma się pojawić założenia do projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, ustawy o podatku rolnym.

Pod tą skomplikowana nazwą kryje się projekt, który miałby wprowadzić podatek dochodowy dla rolników. Niestety ramowy plan rządu nie precyzuje jaki miałby to być podatek. Pozostaje zatem tylko zapowiedź premiera, który mówił, że obejmie on wyłącznie gospodarstwa powyżej 6 ha. Sam podatek nie będzie się zapewne różnił od tego, który płacą dziś firmy prowadzone przez osoby fizyczne (opodatkowane PIT).

Wiadomo natomiast, że wprowadzeniu takiego podatku mają towarzyszyć daleko idące zmiany w podatku rolnym, czyli tym który nadal mieliby płacić ci rolnicy, których podatek dochodowy póki co miałby ominąć. Najważniejsza z nich dotyczy zasad ustalania stawek tego podatku. Dziś gminy ustalają je w oparciu o cenę żyta. I to miałoby się skończyć. Rząd chciałby wprowadzenia stawek kwotowych waloryzowanych co roku wskaźnikiem inflacji. Zapowiada też ograniczenie zwolnień i ulg w podatku rolnym (samych zwolnień jest około 20, ulg ledwie kilka w tym głównie związane z wiekiem i inwestycjami).

Których ulg miałoby to dotyczyć? Tego póki co rząd nie zdradza. I nic w tym dziwnego. Wiele wskazuje bowiem na to, że o tę część reformatorskich planów premier Donald Tusk będzie musiał stoczyć największą batalię ze swoim koalicjantem. Jest wątpliwe, by wicepremier Waldemar Pawlak zgodził się na takie zmiany bez ostrej dyskusji. A czasu na przygotowanie projektu rząd nie dał sobie zbyt dużo.

Srebro zabrzęczy w budżecie głośniej

Trzecim obszarem zainteresowań podatkowych rządu są oczywiście kopaliny. Tu możemy liczyć na aż dwa projekty. Pierwszy jest już w zasadzie gotowy. To uderzający przede wszystkim w KGHM podatek od miedzi i srebra. Projekt ustawy o wydobyciu niektórych kopalin doczekał się już zresztą drugiej odsłony, w której obniżono nieco w stosunku do pierwotnych planów stawki tego podatku. Złagodzenie stanowiska resortu finansów pomogło zresztą odbić się notowaniom akcji KGHM na giełdzie.

Zmieniając założenia resort finansów chciał zapewne pokazać, że liczy się z opinią przyszłego podatnika. Przy nowej kalkulacji stawek uwzględniono bowiem dane historyczne dotyczące kosztów wydobycia i zysków. To pozwoliło na spłaszczenie stawek podatku dla najniższych i najwyższych cen surowca (stawki mają zależeć od notowań miedzi na giełdach). Warte zauważenia jest, że mimo tych zmian, nie zmieniły się przewidywane wpływy z tego nowego podatku. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można zatem zakładać, że resort finansów tak wyliczył nowe stawki, by na nich nie stracić, a jedynie uspokoić rynek, który dość nerwowo zareagował na wieść o wprowadzeniu nowego podatku.

Na podatku od miedzi i srebra plany resortu się nie kończą. W pierwszym kwartale mają się pojawić także założenia do ustawy o podatku od wydobycia węglowodorów. Ta ustawa, podobnie jak ustawa dotycząca miedzi i srebra ma zapewnić państwu tzw. rentę surowcową. W uzasadnieniu mówi się, że ma dotyczyć przede wszystkim gazu łupkowego. W praktyce będzie jednak dotyczyła wydobycia wszelkich węglowodorów.

Jak widać plan prac rządu w obszarze podatkowym jest w tym roku stosunkowo bogaty, szczególnie jeśli porównać go z ostatnimi dwoma laty. Trzeba też pamiętać, że na przedstawionych działaniach rzecz się nie skończy. Przed końcem roku czeka nas jeszcze kolejna zmiana w akcyzie. Konieczne będzie przygotowanie ustawy wprowadzającej akcyzę na gaz. 1 stycznia 2012 roku skończył się okres przejściowy umożliwiający zwolnienie z tego podatku koksu i węgla. Za rok będzie kończył się on dla gazu. Już dziś wiadomo, że nie będzie akcyzy na gaz wykorzystywany w gospodarstwach domowych (zostanie on zwolniony z akcyzy). Inaczej jednak niż w przypadku węgla, gaz wykorzystywany jako nośnik energii w przemyśle będzie obłożony akcyzą. Należy zatem spodziewać się, że gaz dla firm, przede wszystkim przemysłu chemicznego, stanie się droższy.

Marek Kutarba

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego "Dziennika Gazety Prawnej"

Pobierz: program do rozliczeń PIT

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »