Reklama

Świat nie uniknie wyższych podatków?

Rządy przygniecione ciężarem długów zaciągniętych na walkę z pandemia zdają sobie już sprawę, że nie da się ich spłacić bez podniesienia podatków. Ale propozycja amerykańskiej sekretarz skarbu Janet Yellen, żeby wprowadzić jednolity, minimalny podatek od największych korporacji, może mieć o wiele większe znaczenie.

Reklama

Administracja prezydenta Joe Bidena przedstawiła ostatnio plan pokryzysowej modernizacji infrastruktury oraz budowy czystej energetyki o wartości 2,3 biliona dolarów. Ma on przyciągnąć kapitał prywatny do długoterminowych inwestycji. Wraz z "pakietem infrastrukturalnym" przedstawiła też plan podniesienia podatków od przedsiębiorstw z 21 proc. do 28 proc. Dodajmy, że to raczej nie podwyżka, lecz odwrócenie obniżek dokonanych przez poprzedniego prezydenta Donalda Trumpa w 2017 roku.

Reklama

Ale w ślad za tym sekretarz skarbu USA, była prezes banku centralnego Fed Janet Yellen zaproponowała tuż przed zeszłotygodniowym szczytem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego wprowadzenie jednolitego minimalnego podatku na całym świecie od 100 największych korporacji.

Podatek miałby być płacony tam, gdzie przedsiębiorstwo osiąga dochody, a nie tam, gdzie ma siedzibę. Minimalna wysokość miałaby wynosić 21 proc. To sporo mniej niż wynoszą stawki podatku od osób prawnych we Francji, Niemczech czy w Japonii. Ale znacznie więcej niż w Irlandii i więcej niż np. w Polsce, gdzie stawka CIT wynosi 19 proc.

Jaki jest sens takiej propozycji?

- Chodzi o to, aby rządy miały stabilne systemy podatkowe, które zapewniają wystarczające dochody, aby inwestować w podstawowe dobra publiczne i reagować na kryzysy, oraz aby wszyscy obywatele sprawiedliwie dzielili ciężar finansowania państwa - tłumaczyła Janet Yellen cytowana przez agencje.

Już co najmniej od poprzedniego kryzysu wielu ekonomistów, a nawet międzynarodowe instytucje finansowe, zwracają uwagę na wycofywanie się państw ze zobowiązań wobec obywateli we wszystkich obszarach tradycyjnie uznawanych za usługi publiczne. Cięcie na nie kosztów było najczęściej podejmowaną przez państwa reakcją na wydatki związane z ratowaniem sektora finansowego wskutek wielkiego globalnego kryzysu finansowego.

Nawet w krajach, które tamten kryzys ledwo musnął, takich jak Polska, następowała prywatyzacja państwa polegająca na tym, że świadczenia publiczne (na przykład w ochronie zdrowia czy w oświacie) są tak niewystarczające i nieadekwatne do oczekiwań, iż obywatele muszą szukać alternatywnych w sektorze prywatnym. Albo płacić łapówki lub za korepetycje. Pandemia pokazała w całej okazałości, w jakim kryzysie znalazły się usługi publiczne. Co było tego przyczyną?

- Odbyliśmy globalny wyścig do dna w dziedzinie opodatkowania osób prawnych i mamy nadzieję, że uda nam się z tym skończyć - mówiła Janet Yellen podczas przesłuchania w Kongresie USA.

Sekretarz skarbu trafiła w sedno, bo właśnie "wyścig do dna" (race to the bottom) był jednym z najważniejszych powodów, iż państwa stawały się coraz bardziej tekturowe, potiomkinowskie i pozorne. Określenia race to the bottom jako pierwszy użył sędzia Sądu Najwyższego USA Louis Brandeis, opisując w ten sposób... konkurencję podatkową pomiędzy amerykańskimi stanami w latach 30. zeszłego stulecia, w związku ze skargą jednego ze stanów na nieuczciwą konkurencję. Mechanizmy więc wcale nie są nowe, ale nigdy nie zaistniały w skali całego świata.

Bo do wyścigu do dna w ciągu ostatnich dekad przystąpiły rządy na całym świecie, chcąc zapewnić sobie inwestycje i napływ kapitału. Płynęły one tam, gdzie zyski były niżej opodatkowane, gdzie można było uzyskać dodatkowe ulgi lub też gdzie władze fiskalne przymykały oczy na przekręty. Skutek był taki, że w najbardziej rozwiniętych gospodarkach należących do organizacji OECD średnia stawka podatku od osób prawnych spadła z 32,2 proc. w 2000 roku do 23,3 proc. w 2020 roku. Jeszcze w 1980 roku stawki w krajach OECD wynosiły ok. 45 proc.

Nowe ramy globalizacji

"Wyścig do dna", a co za tym idzie utrata przez rządy "przestrzeni fiskalnej" i cięcia wydatków na usługi publiczne to efekty globalizacji, która w ostatnich czterech dekadach wymknęła się spod kontroli i przestała być procesem możliwym do zarządzania. A pandemia pokazała, jak niezbędne jest narzucenie globalizacji ram nowego ładu, podjęcie próby zarządzania tym złożonym i wielotorowym procesem, maksymalizowanie jego pozytywnych skutków i niwelowanie negatywnych.

- To kładzie kres szaleństwu, w wyniku którego można legalnie zmniejszyć obciążenia podatkowe na masową skalę i w całkowitej sprzeczności z duchem prawa - powiedział o propozycji amerykańskiej sekretarz skarbu Pascal Saint-Amans, dyrektor centrum polityki podatkowej OECD, cytowany przez agencję Bloomberg.

Propozycja Janet Yellen nie jest całkowitą nowością. OECD pracuje już od 10 lat nad ujednoliceniem opodatkowania i na razie różnice interesów państw zrzeszonych w organizacji podważały możliwość osiągnięcia konsensusu. Podobnie zresztą jak w przypadku "podatku cyfrowego", który wprowadziło wprawdzie już kilka państw w Europie, ale opór USA zablokował prace OECD nad globalnym rozwiązaniem. Teraz OECD zasygnalizowała, że porozumienie w sprawie jednolitej stawki będzie możliwe nawet do połowy roku. Nie wiadomo jeszcze, jakie w takim razie będą losy wprowadzania "podatku cyfrowego".

Stanowisko Janet Yellen może być pierwszy krokiem, który USA - jeśli poprze je Kongres - zrobią dla budowy światowego popandemicznego ładu. Ankieta przeprowadzona przez agencję Bloomberg pokazuje spore zrozumienie przyciśniętych do ściany rządów dla konieczności zmian w zasadach polityki fiskalnej, nawet w krajach tradycyjnie postrzeganych jako raje podatkowe.

- Propozycje administracji Bidena idą w dobrym kierunku - powiedział TV Bloomberg Pierre Gramegna, minister finansów Luksemburga, uważanego za raj położony w środku Europy.

Ale doświadczenia z najnowszej historii pokazują, że postępy są możliwe. Wieloletnia presja na Szwajcarię ze strony USA, w tym na uchylenie tajemnicy bankowej w związku z mieniem zagrabionym przez nazistów, zmniejszyła znaczenie tego państwa jako raju podatkowego i globalnej, bezstresowej pralni brudnych pieniędzy.

Miliardy dolarów w grze

Efektem wyścigu do dna było obniżanie podatków nie tylko dla korporacji, lecz także dla  najbogatszych, rozluźnianie regulacji dla biznesu, pogłębianie asymetrii w prawie pracy, lekceważenie przez rządy szkód ekologicznych, czy np. ignorowanie takich zjawisk jak transgraniczny import odpadów, w czym specjalizuje się Polska. Ale - paradoksalnie - to właśnie wyścig do dna jest odpowiedzialny za "wojny handlowe" wywołane przez poprzedniego prezydenta USA Donalda Trumpa. Pchnęły go do tego szkody, jakie globalizacji uczyniła w USA, i poczucie bezradności w zapobieganiu takim procesom, jak rdzewienie "Pasa Rdzy".

Przekonanie ponad stu państw do wprowadzenia jednolitej stawki będzie trudne. Tym bardziej, że niektóre kraje widzą swoje przewagi dzięki statusowi "rajów". Irlandia, która ma najniższą stawkę podatku od osób prawnych -12,5 proc. - przyciągnęła dzięki temu wiele globalnych inwestycji, w tym inwestycje amerykańskich technologicznych gigantów.

- Mamy zastrzeżenia do zasady globalnej minimalnej efektywnej stawki podatkowej - powiedział agencji Bloomberg Paschal Donohoe, irlandzki minister finansów.

Do tej pory prace OECD nad jednolitym podatkiem koncentrowały się wokół stawki bliskiej irlandzkiemu CIT, czyli w okolicach 12,5 proc. Według szacunków Organizacji dochody fiskalne przy wprowadzeniu takiej stawki wyniosłyby w skali globalnej ok. 100 mld dolarów rocznie. Ale USA proponują minimalną stawkę znacząco wyższą.

Inne pytania, które stawia Yoel Minkoff, wydawca portalu inwestorskiego Seeking Alpha, brzmią następująco: Czy w propozycji tej będą mechanizmy egzekwowania podatków? Czy będą one wystarczająco skuteczne, aby wyeliminować raje podatkowe lub jurysdykcje o niskich podatkach? Na te pytania odpowiedzi jeszcze nie znamy.

Stawka - stawką, ale czy będzie zgoda co do eliminacji innych mechanizmów podatkowej konkurencji? Amerykański Apple płacił w Irlandii przez wiele lat nie obowiązującą przedsiębiorstwa, i tak niską stawkę 12,5 proc., ale podatki nieprzekraczające 1 proc., gdyż w zamian za inwestycje uzyskał specjalne ulgi od tamtejszego rządu. Dopiero eliminacja takich zachowań mogłaby naprawdę powstrzymać "wyścig do dna".

Jacek Ramotowski

***

Dowiedz się więcej na temat: podatki | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »