W skrócie
- Komisja sejmowa zatwierdziła projekt ustawy o PIP z minimalnymi zmianami, w tym poprawką dotyczącą numeru PESEL. Projekt z komisji wyszedł w niemal takim samym kształcie, w jakim wpłynął.
- Nowe przepisy nie przewidują działania wstecz, a Główny Inspektor Pracy zapewnia, że inspekcja będzie się starała, by indywidualne interpretacje były wydawane w terminie 30 dni, choć nie wiadomo, ile takich wniosków wpłynie.
- Główny Inspektor Pracy odrzuca alarmistyczne prognozy pracodawców. I podkreśla, że problem nadużywania umów cywilnoprawnych jest realny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Monika Krześniak-Sajewicz, Biznes Interia: Jak pan ocenia obrady komisji sejmowej nad projektem o PIP? Oprócz tego, że były długie, bo prawie 10 godzinny maraton….Pytam o finalny efekt tego posiedzenia.
Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy: - Prace były bardzo intensywne - zaczęły się o 11 tej i kończyły po 20 tej, więc tempo było bardzo wysokie.
Ale czy komisja w jakimś stopniu zmieni, doprecyzuje ten projekt, bo większość poprawek nie zyskała akceptacji?
- Komisja zatwierdziła projekt praktycznie w kształcie, w jakim wpłynął. Były zmiany legislacyjne i jedna zmiana merytoryczna - przyjęto poprawkę partii Razem o wpisywaniu numeru PESEL w protokole, gdy ktoś nie ma REGON-u. Natomiast dyskusja była bardzo ciekawa i merytoryczna. Dobre były też wystąpienia strony społecznej - zarówno pracodawców, jak i związków zawodowych, które przedstawiały mocne, sugestywne argumenty. Myślę, że najmocniej wybrzmiały głosy przedstawicieli strony związkowej, którzy stwierdzili, że projekt powinien być jak najszybciej wdrożony.
Zgłaszał pan jako GIP poprawkę dotyczącą wydłużenia czasu na wydanie wiążącej indywidualnej interpretacji - z 1 miesiąca do 3, argumentując, że zmieszczenie się w 30 dniach może być w praktyce nierealne. Ale MRPiPS nie podzieliło tej argumentacji. To będzie problematyczne dla praktyki inspekcji?
- Jako Inspekcja Pracy, dotrzymamy terminu 30 dni na wydanie interpretacji, powiem więcej, zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby ten termin został zachowany, nawet jeśli realizacja tego nowego obowiązku będzie wymagała od nas zwiększonego wysiłku.
- Nie wiemy jednak, ile tych interpretacji napłynie. Sam pomysł wiążących interpretacji bardzo mi się podoba - i to nie tylko w sprawie przekształcania umów, ale też np. w kwestiach potrąceń z wynagrodzeń czy części BHP, które można rozstrzygać "zza biurka". Uważam, że to rozwiązanie korzystne dla pracodawców.
- Każdy stan faktyczny trzeba rozpatrywać indywidualnie. Jeśli wniosków będzie dużo, to będzie wymagało ogromu pracy. Na szczęcie projekt przewiduje, że dostaniemy dodatkowe etaty, poradzimy sobie, ale nowi pracownicy bez inspektorskiego doświadczenia nie będą mogli od razu usiąść do wydawania interpretacji - trzeba będzie korzystać z doświadczonych inspektorów.
To będzie czasochłonna procedura?
- Docelowo interpretacje mają być wydawane przez urzędników z GIP, ale na początku zrobią to doświadczeni inspektorzy.
- Najważniejszy będzie opis stanu faktycznego przedstawiony przez pracodawcę - od tego zależy ocena. Trzeba też wskazać przepisy będące przedmiotem interpretacji oraz własne stanowisko.
- Jeśli opis będzie fragmentaryczny lub niepełny, będziemy wzywać do uzupełnienia. Liczę, że pracodawcy będą załączać dokumenty źródłowe - nie tylko umowę, ale również załączniki, bo dopiero ich analiza pozwala rzetelnie ocenić sprawę.
Ale PIP to będzie jakoś weryfikować?
- Tylko na podstawie tego, co otrzymamy od wnioskodawcy. Tak zresztą są obecnie wydawane interpretacje dotyczące przepisów podatkowych, czy ubezpieczeniowych. Nie ma możliwości wszczynać kontroli, żeby zweryfikować dane z wniosku - to byłoby niemożliwe, aby zmieścić się w tak krótkim terminie.
- Chcę też podkreślić, że nie jest też prawdą to, co twierdzą niektórzy, że wniosek o indywidualną interpretację to będzie taki samodonos.
- To nieporozumienie. Wniosek o interpretację nie uruchomi żadnej kontroli. Nie będzie tak, jak sugerują niektóre media - że Główny Inspektor zadzwoni do okręgu i nakaże natychmiastową kontrolę u konkretnego pracodawcy.
- Interpretacja to interpretacja, a nie skarga - to dwa różne instrumenty. Podobnie jak dziś z poradami, jakich udzielamy: ktoś może poprosić o analizę czasu pracy i nie oznacza to że po udzieleniu wyjaśnień przeprowadzimy kontrolę.
Zgłaszał pan również inne poprawki, ale nie znalazły aprobaty. Której żałuje pan najbardziej, że nie przeszła?
- Projekt zawiera tyle zmian wzmacniających uprawnienia inspektorów pracy, że zgłoszone w Sejmie poprawki są wyłącznie doprecyzowujące i nie mają tak fundamentalnego znaczenia.
A poprawka dotycząca asysty policji przy niektórych kontrolach?
- To ważna poprawka dotycząca doprecyzowania przepisów przewidujących możliwość przeprowadzenia kontroli w asyście policji. Zgłosił ją poseł Razem, Maciej Konieczny. Uważam, że to byłoby dobre rozwiązanie. Ministerstwo zapowiedziało konsultacje w tej sprawie z MSWiA, co daje nadzieję, że ta zmiana zostanie wprowadzona.
- Z mojej praktyki wiem, że obecny przepis o pomocy policji jest martwy, a bez wsparcia funkcjonariuszy inspektorkom i inspektorom pracy trudno wylegitymować dobrowolnie osobę, która wie, że czeka ją kara za złamanie prawa.
- Będąc inspektorem pracy, wielokrotnie znajdowałem się w sytuacji, w której chciałem skierować do sądu wniosek o ukaranie pracodawcy, ale nie mogłem ustalić miejsca jego pobytu. Zdarzało się często, że do inspekcji przychodzili byli pracownicy porzuceni przez swojego szefa. Składali skargę, opowiadali, że nie wypłacono im wynagrodzeń, nie wydano świadectw pracy.
- Pracodawca opuszczał siedzibę firmy, nie odbierał korespondencji, nie figurował pod dotychczasowym adresem. Jeździłem po okolicznych urzędach gmin, próbując ustalić jego miejsce zamieszkania albo jakikolwiek aktualny adres - bez skutku.
- Dlatego poprawka dotycząca doprecyzowania zasad współpracy z policją jest ważna.
W debacie publicznej słychać skrajne opinie - od takich, że projekt choć dalece nieidealny jest krokiem naprzód, po takie, że w obecnej wersji to "wydmuszka". Czy ustawa w obecnej wersji coś realnie zmieni?
- Zdecydowanie nie jest to wydmuszka. Kontrole zdalne, analiza ryzyka, wymiana danych między ZUS, KAS i PIP, pomoc prawna między okręgami - to ogromne zmiany, na które czekaliśmy latami.
- Zdecydowanie nie jest to wydmuszka. Kontrole zdalne, analiza ryzyka, wymiana danych między ZUS, KAS i PIP, pomoc prawna między okręgami — to ogromne zmiany, na które czekaliśmy latami.
- Kluczowe jest oczywiście prawo wydawania decyzji administracyjnej o przekształceniu umowy cywilnoprawnej - o to zabiegali główni inspektorzy od wielu lat.
- Bardzo się też cieszę, że w projekcie pojawił się mechanizm "polecenia" przed wydaniem decyzji. Bardzo dobre rozwiązanie. Sam mocno o to zabiegałem.
- Polecenie oznacza, że strony mogą się porozumieć już podczas kontroli. Jest duża szansa, że zamiast decyzji administracyjnej dogadają się i zostanie zawarta umowa o pracę na warunkach, na które zgodzą się obie strony - bez sankcji i bez odwołań do sądu. Moim zdaniem za rok zobaczymy znaczący wzrost liczby przekształconych umów właśnie w trybie polecenia. Dziś wiele osób nie docenia tego rozwiązania.
Chcę rozwiać jeszcze wątpliwości związane z tym, jak zmienił się ten projekt. W komentarzach wciąż przewijają się jeszcze obawy, że decyzja będzie działała wstecz i obciąży zaległymi składkami. Czy w aktualnej wersji jest jeszcze gdzieś działanie wstecz czy nie?
- Nie. Ta wersja projektu nie zawiera działania wstecz. Decyzja obowiązuje tylko na przyszłość. Wiele osób komentuje projekt w oparciu o jego poprzednią, nieaktualną wersję, jakby nie zauważyli, że jest nowa kompromisowa wersja projektu.
Ze strony organizacji pracodawców cały czas płyną alarmistyczne oceny, firmy będą masowo upadać, bezrobocie wzrośnie, a rynek zaleje fala kontroli PIP. Co pan na to?
- Kiedy słyszę alarmistyczne zapowiedzi, że ta ustawa doprowadzi do upadku firm czy masowej likwidacji miejsc pracy, mam zawsze w pamięci sytuację z 2022 roku. Byłem wtedy po raz pierwszy na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego, kiedy podnoszono minimalne wynagrodzenie - była to duża podwyżka. Pamiętam bardzo dobrze głosy pracodawców, którzy twierdzili, że "za rok nie będzie polskiego biznesu" i że czeka nas fala bankructw.
- Okazało się, że żaden z tych czarnych scenariuszy się nie ziścił. Wręcz przeciwnie - gospodarka zanotowała wzrost. Dlatego uważam, że teraz będzie podobnie.
- Jeśli chodzi o liczbę kontroli - nie jestem w stanie przewidzieć skali. Już dziś, w okręgu warszawskim, który jest najbardziej obciążony i strategiczny, na początku lutego wpłynęło 2100 skarg. Dominują dwa tematy: mobbing i przekształcanie umów cywilnoprawnych. Zdarzają się też skargi, gdzie jedna osoba wskazuje pięć miejsc pracy z ostatnich dwóch lat - co oznacza, że inspektor musi przeprowadzić pięć oddzielnych kontroli.
- Tych planowych w związku z ustawą zakładaliśmy około 200, by zdobyć doświadczenie i wykorzystać analizę ryzyka, ale przy takiej skali napływających skarg być może będzie ich więcej.
- Miałem okazję odbierać telefony podczas godzinnego dyżuru w jednej z telewizji śniadaniowych. Byłem zaskoczony - linia była cały czas zajęta, dzwoniły osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych. Wszystkie zadawały jedno pytanie: Kiedy reforma wejdzie w życie i kiedy będzie można złożyć skargę? Skala zainteresowania była naprawdę ogromna. To pokazuje, że problem nadużywania umów cywilnoprawnych jest realny.
Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz












