Reklama

Koronawirus nie wpłynął na zarobki Ukraińców

Epidemia koronawirusa osłabiła pozycję pracowników z Ukrainy na polskim rynku, jednak nie zmieniła znacząco wysokości zarobków.

Niemal połowa pracodawców oferuje Ukraińcom ok. 18 zł/h brutto, a już 28 proc. decyduje się na stawkę przekraczającą 21 zł/h brutto - wynika z pierwszej edycji "Barometru Polskiego Rynku Pracy" Personnel Service.

Co więcej, jeszcze pod koniec lutego co czwarta firma deklarowała, że byłaby skłonna zapłacić pracownikowi z Ukrainy więcej "na rękę" niż Polakowi, byle tylko przyciągnąć kadrę ze Wschodu. Koronawirus zweryfikował te deklaracje.

Reklama

Eksperci wskazują, że chociaż zarobki Ukraińców, którzy nadal są w Polsce, nie uległy zmianie, to zatrzymała się dynamika wzrostu płac. A ta była całkiem spora - w niektórych branżach zarobki Ukraińców rosły nawet o 20 proc. rok do roku.

Epidemia koronawirusa osłabiła pozycję pracowników z Ukrainy na polskim rynku pracy. Przez lockdown znacznej części usług czy przemysłu motoryzacyjnego, deficyt kadrowy przestał być tak mocno odczuwalny jak do niedawna. Coraz częściej stanowiska dotychczas obsadzane Ukraińcami przejmują Polacy, którzy mają przewagę w postaci braku ograniczeń czasowych zatrudnienia.

- Ukraińcy, którzy zostali w naszym kraju, nie muszą się martwić o wynagrodzenie. Zarabiają tyle samo, co przed wybuchem epidemii, chociaż wyraźnie widać, że została zatrzymana wzrostowa tendencja, z którą mieliśmy do czynienia. Według naszych analiz w 2019 roku zarobki Ukraińców w niektórych branżach wzrosły nawet o 20 proc. rok do roku. Zamrożenie trendu rynku pracownika powoduje, że pensje raczej utrzymają się na tym samym poziomie, na którym były na początku bieżącego roku - mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Z pierwszej edycji "Barometru Polskiego Rynku Pracy" wynika, że ukraińscy pracownicy mogą liczyć w Polsce na atrakcyjne wynagrodzenia, zwłaszcza jeśli zestawimy je z wypłatami na Ukrainie. Prawie co druga firma oferuje kadrze ze Wschodu zarobki od 17 do 18 zł brutto na godzinę. Zdecydowanie mniej, bo 14 proc. firm płaci od 18 do 21 zł brutto na godzinę, a 28 proc. decyduje się na zaoferowanie Ukraińcom ponad 21 zł brutto na godzinę. Tymczasem płaca minimalna u naszych wschodnich sąsiadów od 1 stycznia 2020 roku wynosi 4723 hrywien miesięcznie. Daje to średnio 28,31 hrywien na godzinę, czyli ok. 4,2 zł. To oznacza, że pracownik z Ukrainy otrzymujący 17 zł za godzinę pracy brutto, zarabia w Polsce czterokrotnie więcej niż wynosi minimalna stawka godzinowa w jego ojczyźnie.

Pracownicy z Ukrainy oprócz atrakcyjnego wynagrodzenia mogą też liczyć na benefity. Najczęściej pracodawcy decydują się na zapewnienie: pomocy w załatwieniu formalności (67 proc.), świadczeń socjalnych (49 proc.) oraz mieszkania (41 proc.). Zdecydowanie mniej, bo co czwarta firma, zapewnia pracownikom z Ukrainy darmowy dojazd do miejsca pracy, a 16 proc. internet.

- Benefity zawsze stanowiły ważną kartę przetargową w przyciąganiu pracowników z Ukrainy. Najczęściej oferowane dodatki miały na celu ułatwić decyzję o wyjeździe do pracy za granicę, stąd pomoc w załatwieniu formalności czy mieszkanie. Aktualnie jednak firmy mogą rezygnować z różnego typu benefitów ze względu na sytuację związaną z koronawirusem. Spodziewamy się też, że nawet do końca roku w wielu sektorach zapotrzebowanie na pracowników z Ukrainy będzie ograniczone, a większość firm poradzi sobie rekrutując Polaków. Wyjątek mogą stanowić takie branże jak logistyka czy branża rolno-spożywcza, gdzie zapotrzebowanie na Ukraińców jest duże - podsumowuje Krzysztof Inglot.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »