W skrócie
- Przedsiębiorcy przedstawiają alternatywny plan wobec reformy PIP, proponując stopniowe, pięcioletnie dochodzenie do pełnego oskładkowania umów zleceń.
- Propozycja pomija jednak problem nadużywania B2B zamiast etatów, co obejmowałaby zablokowana reforma.
- Różne organizacje pracodawców przedstawiają odmienne pomysły, natomiast rząd musi wypracować nowe rozwiązania i prawdopodobnie ponownie renegocjować ten punkt KPO.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Po tym, jak premier Tusk skasował reformę i projekt ustawy nadający PIP uprawnienie do administracyjnego przekształcania pozornych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, rząd musi przygotować nowe rozwiązanie i prawdopodobnie zmienić wynegocjowany wiosną 2025 kamień milowy w KPO (nowe uprawnienie jest wprost wpisane w tym dokumencie).
We wtorek Federacja Przedsiębiorców Polskich wysłała do premiera Tuska propozycję wraz z gotowym projektem ustawy, który ma rozwiązać problem tzw. śmieciówek przez pełne oskładkowanie umów zleceń, ale rozłożone w czasie.
Według Federacji jedynym skutecznym rozwiązaniem problemu jest zrównanie zasad oskładkowania umów zlecenia z umowami o pracę. Jednocześnie, aby umożliwić rynkowi dostosowanie się do tych zmian, FPP proponuje ścieżkę dojścia do pełnego oskładkowania umów zlecenia rozłożoną na okres pięciu lat.

Organizacja reprezentująca przedsiębiorców argumentuje, że takie rozwiązanie, uzupełnione o mechanizmy waloryzacyjne w ramach zamówień publicznych, pozwoli osiągnąć oczekiwany przez Unię Europejską efekt reformy, przy jednoczesnym zachowaniu dalszej możliwości stosowania elastycznych form zatrudnienia.
Szef Federacji Marek Kowalski w piśmie do premiera Tuska pisze, że byłaby to kontynuacja reformy zapoczątkowanej przez PO w 2014 roku, kiedy wprowadzona została zasada kumulacji tytułów do ubezpieczenia społecznego w przypadku umów zleceń do kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Pełne oskładkowanie zleceń w ciągu 5 lat
Byłby to w zasadzie powrót do wcześniejszego kamienia milowego wpisanego, ale nie wprowadzonego za rządów PiS. Przewidywał on właśnie pełne oskładkowanie umów, ale obecny rząd Donalda Tuska w ramach rewizji KPO zmienił go na reformę PIP z mocnym, ale jak się okazało później, kontrowersyjnym uprawnieniem inspekcji.
Obecnie umowy zlecenie muszą być oskładkowane co najmniej do kwoty minimalnego wynagrodzenia. Dopiero druga i kolejna może w tej sytuacji być nieoskładkowana.
Propozycja i projekt FPP obejmuje jedynie umowy zlecenie, natomiast nie ma w nim żadnych rozwiązań ograniczających stosowanie pozornych B2B zamiast umów o pracę ze względu na niższe składki ZUS oraz możliwość płacenia niższych podatków.
Fikcyjne B2B pominięte
Tymczasem w zablokowanej reformie PIP uprawnienia do wydawania przez inspektora decyzji administracyjnej o przekształceniu pozornych umów miały objąć także pozorne B2B.
FPP była jedyną dużą organizacją pracodawców, która popierała pełne oskładkowanie umów cywilnoprawnych.
Dzień wcześniej inna organizacja pracodawców - Konfederacja Lewiatan - wskazywała, że zakładane cele skuteczniejszej ochrony pracowników można osiągnąć bez antysystemowych regulacji, a PIP, która zyska dostęp do danych ZUS, łatwiej będzie mogła identyfikować potencjalne nadużycia.
"Po drugie, wykorzystując istniejące instrumenty, w szczególności uprawnienia do występowania w imieniu pracowników z wnioskiem do sądu pracy, działania PIP mogą okazać się wystarczające, aby skutecznie walczyć z nieuczciwymi praktykami, nie ingerując w kontrakty, które są wyborem pracodawców i zleceniobiorców. Po trzecie, dodatkowym instrumentem, który jest na etapie konsultacji z PIP, jest wprowadzenie ankiety samokontroli umowy, która diagnozować będzie cechy kontraktu już na etapie wewnętrznej samokontroli pracodawcy w zakładzie pracy. Po czwarte wreszcie, kluczowym elementem, już zapowiadanym w dalszych pracach nad projektem, jest usprawnienie działania sądów pracy" - podał w swoim stanowisku Lewiatan.
Z kolei Liwiusz Laska, dyrektor generalny w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które było autorem zablokowanego przez premiera projektu, wskazuje, że analogiczne do proponowanych przez ministerstwo uprawnienia dla PIP funkcjonują w innych krajach europejskich, między innymi we Włoszech czy Hiszpanii.
Monika Krześniak-Sajewicz











