W skrócie
- Premier Donald Tusk zdecydował się wycofać reformę Państwowej Inspekcji Pracy.
- Eksperci zwracają uwagę na przyczyny narastającego problemu wypychania pracowników na tańsze i mniej chronione formy zatrudnienia, takie jak B2B czy zlecenia.
- Brak reform skutkuje stratami budżetowymi sięgającymi nawet kilkudziesięciu miliardów złotych oraz coraz większymi nierównościami między etatem a alternatywnymi formami zatrudnienia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Decyzja premiera Tuska wywołała burzę i konsternację, bo skasował reformę, którą jego rząd sam zaproponował, wynegocjował z Komisją Europejską i zgodził się na wpisanie literalnie jako kamień milowy w KPO. To obecny rząd zrezygnował z odziedziczonego po rządach PiS zobowiązania do pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych.
Interia opisywała ten proces w ostatnich miesiącach, bo finalne ustalenia negocjacji kamienia milowego zapadły pod koniec maja i do kamienia milowego literalnie wpisano, że mają powstać regulacje prawne, by upoważnić Państwową Inspekcję Pracy do wydawania decyzji administracyjnych przekształcających nieprawidłowo zawarte umowy cywilnoprawne w umowy o pracę.
Teraz premier z tego zobowiązania się wycofuje. Jednak problemem nie jest tylko groźba utraty pieniędzy z KPO, ale także a może przede wszystkim to, czy i jak rząd zamierza naprawić to, co się dzieje na rynku pracy. W czym tkwi problem?
Ta sama praca, zupełnie inne podatki i składki
- Źródłem problemu, który miał rozwiązać ten kamień milowy - negocjowany i renegocjowany - jest niezwykłe zróżnicowanie obciążenia pracy najemnej kosztami podatkowo-składkowymi. To znaczy, za tę samą pracę można zapłacić więcej, jeśli wybierzemy jedną formę zatrudnienia, jak etat, albo dużo mniej, jeśli wybierzemy umowę cywilną albo skłonimy pracownika do założenia działalności gospodarczej. Choć samo zjawisko występuje w różnych gospodarkach, to polski fenomen polega na bardzo dużej - wręcz systemowej - skali jego wykorzystywania. Państwo w praktyce nie radzi sobie ze sprawdzaniem, czy taki kontrakt jest w danym przypadku uzasadniony, czy chodzi tylko o ograniczenie kosztów. Nie pomagają też reguły konkurencji rynkowej. Jeśli państwo pozwala na omijanie kosztów, to wielu z tych możliwości chce korzystać - mówi Interii Tomasz Lasocki z Politechniki Warszawskiej, specjalizujący się w ubezpieczeniach społecznych.
Jak dodaje, nasze obciążenie umowy o pracę jest na poziomie średniej europejskiej, problemem nie jest jej koszt w porównaniu z Europą, tylko to, że w Polsce możliwa jest praca bez zabezpieczenia społecznego - w tym również emerytalnego.
Rynek pracy: Coraz więcej zleceń i JDG
- W polskim systemie niestandardowe formy realizowania aktywności ekonomicznej, takie jak umowy cywilnoprawne czy działalność gospodarcza, są objęte niższymi daninami. W ostatnich pięciu latach, czyli po pandemii, widzimy wyraźny trend w strukturze ubezpieczonych w ZUS, liczba etatów jest stabilna, natomiast najbardziej rośnie liczba wykonawców usług bez umowy o pracę - zarówno z tytułu umów zlecenia, jak i działalności gospodarczej - mówi Interii Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. I przytacza twarde liczby pokazujące rosnącą skalę tego zjawiska.
W perspektywie dwunastoletniej liczba etatów zwiększyła się o około 750 tys., czyli o blisko 7 proc., liczba osób na działalności gospodarczej wzrosła o 25 proc., a liczba zleceniobiorców aż o 72 proc. Od 2021 roku etatów już nie przybywa - w latach 2021-2024 ubyło ich 27 tys., a jednocześnie przybyło 178 tys. osób na umowach zlecenia i 120 tys. JDG. Struktura zatrudnienia zmienia się więc w coraz większym stopniu w kierunku form alternatywnych wobec umowy o pracę, które są podatkowo i składkowo preferowane.
- Przy czym preferencje są wielopoziomowe. W przypadku umów zlecenia mamy zbiegi tytułów, czyli możliwość nieodprowadzania składek od kolejnej umowy, czego nie ma przy umowie o pracę. Ubezpieczenie chorobowe w zleceniu i działalności jest dobrowolne, przy umowie o pracę - obowiązkowe. Działalność gospodarcza ma dodatkowo ulgi: "ulga na start", "mały ZUS plus", wakacje składkowe, a do tego możliwość wyboru formy opodatkowania - skala, liniowy, ryczałt. Polski Ład zwiększył atrakcyjność ryczałtu i otworzył do niego dostęp dla szerokiego grona podatników - wylicza Kozłowski.
Różnice na niekorzyść umów o pracę będą coraz większe.
Do tego dochodzi brak waloryzacji progów podatkowych, co sprawia, że rekordowo wysoki odsetek podatników zatrudnionych na umowach o pracę wpada w drugi próg podatkowy, bo w odróżnieniu od JDG nie mają możliwości wyboru formy opodatkowania i mniejsze możliwości odliczeń
- Kumulacja tych czynników powoduje, że na poziomie czystej kalkulacji finansowej bardziej racjonalne staje się korzystanie z form alternatywnych. Do tego dochodzi brak waloryzacji progów podatkowych, co sprawia, że rekordowo wysoki odsetek podatników zatrudnionych na umowach o pracę wpada w drugi próg podatkowy, bo w odróżnieniu od JDG nie mają możliwości wyboru formy opodatkowania i mniejsze możliwości odliczeń. Efekt jest bolesny - pod koniec roku pracownik etatowy odkrywa, że jego wypłata jest dużo niższa, bo każda kolejna złotówka jest opodatkowana stawką krańcową 32 proc. - mówi ekspert FPP.
Opieszałość w zmianie tego stanu rzeczy pokazał zarówno rząd PiS, jak i obecny, koalicyjny rząd Tuska.
Kolejne rządy przymykają oko
- Pierwszy pomysł wpisany do KPO polegał na tym, żeby to załatwić przynajmniej częściowo u źródła, czyli objąć ochroną ubezpieczeniową dotychczas pomijane umowy o dzieło oraz w pełni umowy zlecenia. To był krok w dobrą stronę, choć nie idealny. Nadal występowałoby zróżnicowanie zasad podlegania, ale wiele osób mogłoby osiągnąć przynajmniej minimalne bezpieczeństwo socjalne - mówi Lasocki.
Przypomina, że na początku taką zmianę zaproponował rząd PiS, ale odraczał jej realizację w nieskończoność i ostatecznie reformy nie wprowadzono. - Tę samą taktykę zastosował obecny rząd po zmianie władzy - pełne oskładkowanie miało wejść od 2024 r. Nie weszło. Miało wejść od 2025 r. Nie weszło. Właśnie pod koniec 2024 r. działalność lobbingowa ograniczonej części zatrudniających była szczególnie widoczna i udało się nakłonić rząd, żeby odszedł od oskładkowania umów cywilnoprawnych. Zaproponowano zmiany w PIP. Już wówczas ostrzegałem, że problem z tą zmianą polega na tym, że nadanie inspektorom uprawnień do ustalenia w drodze decyzji istnienia stosunku pracy mogłoby być dobrą, a zarazem drobną korektą na zdrowym rynku pracy, ale w polskim przypadku, gdzie śrubujemy europejskie rekordy pracy na umowach cywilnych, w tym również w ramach działalności gospodarczej, takie działania nie przyniosłyby dobrego rezultatu. Po pierwsze inspektorzy byliby w stanie skontrolować tylko niewielką część rynku, ale jednocześnie dla przedsiębiorców, których wytypowano by do kontroli, oznaczałoby to wielką niepewność, ponieważ do dzisiaj nie udało się jednoznacznie określić sytuacji, w których można stosować umowy cywilne. Niepewność prawa byłaby ogromna i byłoby to niekorzystne dla obu stron - mówi ekspert Politechniki Warszawskiej.
Ile traci budżet na wypychaniu na zlecenia, "dzieło" i pozorne B2B?
- Niestety to od pewnego czasu już nie jest liczone. Kiedyś Ministerstwo Finansów co roku przygotowywało raport o kosztach ulg podatkowych, czyli o kosztach preferencji podatkowych. Każde odstępstwo od normy w zakresie opodatkowania było tam kalkulowane, gdzie normą jest skala podatkowa. Odstępstwem są na przykład ryczałt czy niestandardowe sposoby ustalania kosztów uzyskania przychodu, albo podatek liniowy. Do 2016 roku taki raport był publikowany systematycznie, później była przerwa, w 2018 raport wrócił, a później już się skończyło. Czyli aparat państwowy, administracja podatkowa, Ministerstwo Finansów - przynajmniej w formie ogólnodostępnej publikacji - nie przedstawia takich szacunków. Może robi to na potrzeby wewnętrzne, ale nie publicznie - mówi Kozłowski.
Jak wylicza, jeśli chodzi o sam brak oskładkowania umów zleceń, to jeden element - nie całość tego, co państwo traci na odstępstwach od ogólnych reguł - to jest to około 5 miliardów złotych w ostatnim roku. To już samo w sobie jest kwotą niebagatelną. - To tylko część. Myślę, że łączny ubytek państwa z tego tytułu to już rząd kilkudziesięciu miliardów złotych - dodaje Kozłowski.
Co można i co trzeba zrobić?
- Docelowo trzeba myśleć o jednolitej daninie - rozwiązaniu, które eliminuje problem u źródła, a nie skupia się na eliminacji przejawów bez adresowania przyczyn. Oczywiście to nie jest coś, co można wprowadzić w rok czy dwa, raczej w perspektywie pięciu lat, ale kiedyś trzeba zacząć i nie odkładać tematu. Jeśli chodzi o rozwiązania szybsze do wprowadzenia, to pewnym wyjściem jest właśnie zmiana sposobu ustalania podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne. Składkę zdrowotną mamy już bardziej proporcjonalną do dochodu (ale i tak w zależności od formy opodatkowania jest dużo niższa niż na umowie o pracę - red.), więc tak liczone składki społeczne są naturalną konsekwencją. To rozwiązanie, które dla mniej dochodowych firm byłoby korzystne - ci, którzy zarabiają więcej, płaciliby wyższe składki, a ci z mniejszymi zasobami ekonomicznymi mieliby obciążenia nawet niższe. To przywróciłoby większą równowagę między poszczególnymi formami opodatkowania i zatrudnienia - argumentuje Łukasz Kozłowski.
Skala ryczałtu wzrosła gigantycznie od czasu wprowadzenia Polskiego Ładu, który umożliwił jego szerokie stosowanie, więc problem jest realny
Jak dodaje, pomogłoby też uszczelnienie bardzo atrakcyjnego podatkowo ryczałtu, który dodatkowo generuje problem związany z szarą strefą. Ryczałt jest bardzo uproszczoną formą opodatkowania - nie ma tutaj rozliczania kosztów. - W efekcie przedsiębiorca, który wchodzi w relacje handlowe z drugim podmiotem, nie ma motywacji, żeby brać fakturę. Skala ryczałtu wzrosła gigantycznie od czasu wprowadzenia Polskiego Ładu, który umożliwił jego szerokie stosowanie, więc problem jest realny - tłumaczy.
Tu nie chodzi tylko o KPO i zgodę KE, ale o zdrowy rynek pracy
Tomasz Lasocki zwraca uwagę na to, że tu nie chodzi o spełnienie oczekiwań KE, ale o to, jak będzie funkcjonował nasz rynek pracy.
- Pomijając fakt, że niewykonanie kamienia milowego grozi wstrzymaniem pieniędzy z KPO, pamiętajmy, że te zmiany robimy, czy raczej powinniśmy, zrobić przede wszystkim dla siebie, żeby rynek pracy funkcjonował jak najlepiej - z poszanowaniem praw jego uczestników. Ale jeśli ten argument nie działa, to jest drugi: trzeba zrealizować kamień milowy, żeby korzystać z pieniędzy z KPO. Unia może powiedzieć: "dajcie nam rzeczywistą reformę". Jeśli Komisja Europejska nam to odpuści, to dla rynku pracy w Polsce, dla społeczeństwa - będzie to zła wiadomość - mówi Lasocki i wskazuje, co się stanie, jeśli rząd nic z tym nie zrobi.
- Jeśli człowiekowi nie damy zabezpieczenia w zamian za wykonywaną pracę, czyli nie "oskładkujemy go", to się zestarzeje bez zabezpieczenia swojej sytuacji na okres, gdy nie będzie już w stanie pracować. Jeśli jednak takich osób będzie dużo, to oni się o swoje upomną. I wówczas jakiś rząd będzie musiał to jakoś sfinansować - w sposób dużo mniej efektywny, dużo bardziej frustrujący i niesprawiedliwy. To będzie pożywka dla partii populistycznych, które podchwycą oczekiwania tej grupy i hasła "Dlaczego ja mam taką niską emeryturę?" znajdą swoich politycznych patronów - ostrzega specjalista Politechniki Warszawskiej.
Monika Krześniak-Sajewicz













