Reklama

Szef OPZZ: Przypomnimy o powinnościach władz wobec społeczeństwa

Szef OPZZ Jan Guz w środę zapowiedział sobotni protest związków zawodowych. - Chcemy przypomnieć o powinnościach władz wobec społeczeństwa i zapytać, dlaczego rząd nie jest dobrym pracodawcą - podkreślił. Początek protestu o godz. 11 na pl. Trzech Krzyży w Warszawie.

- Rosną dochody budżetowe, rośnie zyskowność, wydajność, ale nie rośnie w takim samym stopniu wynagrodzenie - mówił Guz. Jego zdaniem, wynika z tego "nadwyżka rąk do pracy w Polsce". - Mamy ponad 5,2 mln osób nieaktywnych zawodowo, ale ze względu na niskie wynagrodzenia najaktywniejsi emigrują za granicę, bo ciągle w Polsce nie ma dla nich pracy - powiedział Guz. Dodał, że sobotnią manifestacją związki zawodowe chcą "przypomnieć rządowi, że przeciętny Polak musi przeżyć cały miesiąc za 1500 złotych".  Guz wyraził też zmartwienie stanem dialogu społecznego. - Rada Dialogu Społecznego (RDS) "dryfuje", a premier Mateusz Morawiecki nie ma dla nas czasu, dlatego w najbliższą sobotę o godz. 11 zapraszamy na manifestację - poinformował szef OPZZ. Dodał, że "będzie tam możliwość prezentacji spraw i problemów pracowniczych".

Reklama

- W tej manifestacji wezmą udział pracownicy oświaty, zdrowia, szeroko rozumianych usług publicznych, pracownicy cywilni wojska, wszyscy pracujący w otoczeniu rolnictwa obnażą kłamstwa władzy i te wielkie zapowiedzi premiera, jeżdżącego po kraju, że Polska się tak świetnie rozwija - zapowiedział. Podkreślił, że "manifestacją chcemy przypomnieć o powinnościach władz wobec społeczeństwa i zapytać, dlaczego rząd nie jest przykładem dobrego pracodawcy, dlaczego nie jest wzorem dobrego pracodawcy, a pracownicy budżetówki zarabiają poniżej minimum socjalnego, a bardzo często biologicznego przetrwania".

Zdaniem Guza, "Polska potrzebuje wzrostu wynagrodzeń, dialogu, rozmów i bezpieczeństwa socjalnego pracujących". - Pragniemy dialogu odpowiedzialnego, partnerskiego i chcemy, by sprawy były rozstrzygane w RDS ze wszystkimi partnerami na równi - z trzema centralami związkowymi i czterema związkowymi organizacjami pracodawców - zaznaczył szef OPZZ.

Sobotni protest zapowiadany był przez OPZZ już w sierpniu. Wtedy związki zawodowe zaproponowały, aby wynagrodzenia w sferze budżetowej wzrosły w 2019 r. o co najmniej 12,1 proc. Proponowano również, aby minimalne wynagrodzenie za pracę w 2019 r. wynosiło nie mniej niż 2383 zł brutto (rząd proponuje 2220 zł brutto, a minimalną stawkę godzinową 14,5 zł).

Rząd przyjął w czerwcu, że podstawą do opracowania przyszłorocznego budżetu będzie wzrost PKB w 2019 r. o 3,8 proc. oraz inflacja w wysokości 2,3 proc. Założył, że w 2019 r. przeciętne zatrudnienie w gospodarce narodowej wyniesie 10 mln 709 tys. etatów. Stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec roku - 5,6 proc., a przeciętne zatrudnienie w państwowej sferze budżetowej - 559 tys. etatów. Przyjęto także średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej - 100 proc. w ujęciu nominalnym, co oznacza, że wynagrodzenia w 2019 r. nie będą automatycznie waloryzowane jednym wskaźnikiem.

Ponadto założono wzrost funduszu płac w budżetówce o 2,3 proc. Oznacza to, że, co prawda, średnio wynagrodzenia w budżetówce wzrosną o taki wskaźnik, ale nie każdy dostanie podwyżkę. Będzie ona zależała od decyzji kierownika danej jednostki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »