Reklama

Wszystkie litery kryzysu. Zaczęło się od V, a skończy na podwójnym Vv lub K?

- Przez najbliższe lata polska gospodarka będzie szybko rosnąć dzięki unijnym pieniądzom. W przyszłym roku, być może już w II kwartale, nastąpi mocne odbicie. Po paru latach zderzymy się z barierami wzrostu. Czy je pokonamy? Będzie to zależeć od polityki gospodarczej, restrukturyzacji firm i siły (lub słabości) banków - mówią Interii ekonomiści.

Po wybuchu pandemii gospodarka załamała się pod wpływem zachorowań i lockdownu. Potem - kiedy restrykcje zniesiono - szybko odbiła i już wydawało się, że spadek, a potem wzrost ma kształt litery "V". Ale lato, choć ludzie ruszyli na wakacje, zaczęli kupować, pełną parą ruszyły zakłady pracy, przyniosło rozczarowanie.

Od "V" do "U"

Popyt, konsumpcja, produkcja, a zwłaszcza inwestycje pokazały, że na odbicie w kształcie "V" nie ma co liczyć. Powrót do przedpandemicznej formy będzie dłuższy, a nie natychmiastowy i będzie przypominał kształt pierwiastka (czy też - odwróconego pierwiastka). Prawie ramię "V" zatrzymało się poniżej lewego i dalej nie chce się nakreślić. Na dłużej trend wyznaczać będzie prawie pozioma linia, może idąca trochę w górę.

Reklama

Ale na jesieni uderzyła "druga" fala i część ekonomistów zaczęła mówić, że będziemy mieli "W", czyli po pierwszym załamaniu odbicie, a potem ponowne silne załamanie. Okazało się jednak wkrótce, że działalność gospodarcza nie zamarzła tak bardzo, jak na wiosnę. Zaczęto wtedy mówić o "koślawym W" albo też połączonych literach "V" plus "U", a więc znaku, jakiego nie ma w polskim alfabecie.

Co znaczy "U" będące następstwem "V"? Że recesja nie będzie tak głęboka, jak w przypadku drugiego "V", ale wyjście z niej też nie będzie szybkie, takie jak na wiosnę. Niewykluczone, że za to, iż mamy "U", a nie "W" zapłaciliśmy setkami tysięcy zachorowań i tysiącami zgonów na jesieni.

Teraz "U" jest podstawowym scenariuszem odbudowy gospodarki po drugiej fali, choć ekonomiści już zwracają uwagę - nie będzie to pewnie "U" narysowane tak doskonale, jak na lekcjach kaligrafii. Będzie trochę koślawe, będzie bardziej przypominać ptaszek, jakim odznaczamy kupione produkty na liście lub logo firmy odzieżowej Nike.

Pytania o "trzecią" falę

- Kluczem do określenia sytuacji gospodarczej jest przyjęcie złożeń odnośnie tego, w jaki sposób będzie rozwijać się sytuacja epidemiczna. Powszechny konsensus przewiduje pełzający lockdown. Luzowanie będzie wpływać na podaż i na popyt, i na nastroje konsumentów - mówi Interii Jarosław Janecki ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Wszystko zależy zatem od rozwoju pandemii, od tego czy "trzecia" fala zatopi szanse na szczepionkę, jak zdarza się nieogarniętym surferom, czy też surferowi uda się przed nią uciec. A w końcu od tego także, jak duża część populacji da się zaszczepić. Wobec niskiej skłonności do szczepień odnotowywanej w sondażach w Polsce kluczowa może być kampania informacyjna. Jarosław Janecki sugeruje, że pracodawcy mogliby też wywierać presję na pracowników, żeby się zaszczepili.

- Dużą niewiadomą stanowi popularność akcji szczepienia i szybkość jej przeprowadzenia. Oczywiście ważna będzie nie tylko sprawa logistyczna przeprowadzania szczepień, ale również kampania informacyjna ze strony rządu - dodaje.

- Jestem sceptyczny jeśli chodzi o szybkie zdławienie epidemii. Pierwszy kwartał minie pod znakiem obostrzeń, cześć drugiego jeszcze też, jesień jest wielką niewiadomą. Kluczowym momentem będzie otwarcie szkół. Zobaczymy jak zwiększy transmisję wirusa i jak to się skończy - mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska

W II kwartale przyszłego roku polska gospodarka odnotuje bardzo silny wzrost w porównaniu rocznym, bo rok wcześniej pogrążyła się w najgłębszej recesji. Nie jest pewne, na ile to będzie odbicie czysto "statystyczne", a na ile gospodarka włączy już wyższy bieg. Ale wcześniej czy później go wrzuci - tego raczej możemy być tego raczej pewni.

- Pierwszy i drugi kwartał 2021 roku będą okresem przejściowym (...) Z powodu efektu bazy, jak też z uwagi na oczekiwane poluzowanie obostrzeń prowadzenia działalności gospodarczej, wyraźniejsze przyspieszenie aktywności gospodarczej powinno nastąpić w II kwartale - uważa Jarosław Janecki.

- Odbicie gospodarki po pandemii może być bardzo silne, jak wskazuje doświadczenie z lata tego roku. Poza ponownym uruchomieniem zamkniętych branż w różnych obszarach gospodarki mamy do czynienia ze skokową zmianą organizacji, szerszym zastosowaniem technologii cyfrowych. Pandemia przyspieszyła zmiany szeregu modeli biznesowych - mówi Interii główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju Aleksander Łaszek.

Prawdopodobnie najszybciej i najsilniej gospodarkę pociągną jednak "odmrożone" - w obliczu przeświadczenia, że wojna już naprawdę się skończyła - wydatki konsumentów.  

- Nastąpi silny impuls popytowy - mówi Jakub Borowski.

- Konsumenci powstrzymują się z niektórymi rodzajami zakupów, w dalszym ciągu nie można korzystać z dużej części sektora usługowego. Po likwidacji obostrzeń i ustaniu pandemii sytuacji w oczywisty sposób ulegnie zmianie - przewiduje Jarosław Janecki.

A może jednak "K"

Kryzys spowoduje jednak głębokie rany - to także jest pewne. Już teraz ekonomiści mówią o recesji i o późniejszej odbudowie w kształcie litery "K". To znaczy, że pandemiczny kryzys dzieli społeczeństwa, branże i przedsiębiorstwa na wygranych i przegranych. Gołym okiem widać, że do wygranych zalicza się branża IT, a do przegranych - turystyka czy lotnictwo.

To jednak zbyt prosty podział - twierdzą ekonomiści. Najbardziej poszkodowane branże też mają szanse na szybki wzrost, ale nie znaczy to, że kryzys przetrwają działające w nich przedsiębiorstwa.

- W niektórych branżach nawet najsilniej poszkodowanych przez pandemię będzie też silne odbicie, gdyż ludzie wrócą do starych przyzwyczajeń. Tak było w lecie z turystyką. Być może mniej popularne będą podróże biznesowe, skoro okazało się, że bardzo wiele można załatwić online - mówi Aleksander Łaszek.

O różnicy oraz szansach w popandemicznej rzeczywistości może przesądzić skala zadłużenia przedsiębiorstw, a także jakość zarządzania.    

- Przyjęcie założenia, że ogólna sytuacja gospodarcza będzie ulegała poprawie jest bardzo dużym uproszczeniem mogącym wprowadzać w błąd. Pomiędzy poszczególnymi sektorami są wyraźne różnice jeśli chodzi o punkt startu, chodzi przykładowo o kondycję finansową firm, czy też różną skalę korzystania z rządowej tarczy. To, w jaki sposób i jak szybko gospodarka będzie wychodziła z kryzysu, będzie w dużym stopniu zależało od zarządzających spółkami. Największe szanse mają mniejsze i średnie firmy, w których procesy decyzyjne przebiegają szybciej - mówi Jarosław Janecki.

- Największe problemy widzę po stronie podaży, po stronie firm, które wyjdą z okresu pandemii z dużym zadłużeniem. Kluczowe będą wówczas decyzje odnośnie dalszego funkcjonowania, co będzie również sprzyjało fuzjom i przejęciom - dodaje.

Silne odbicie może więc także napotkać na twarde bariery i rozmaite perturbacje. Bankructwa przedsiębiorstw, a w związku z tym przerwy w łańcuchach dostaw, wzrost bezrobocia w okresie restrukturyzacji - wszystkie te scenariusze pozostają aktualne i mogą osłabiać potencjał wzrostowy gospodarki.

- Są takie firmy, które się zadłużały w okresie pandemii, bo chciały podjąć ryzyko inwestowania, a inne dlatego, że musiały przeżyć. To dwie różne sytuacje (...) Polityka przedsiębiorstw w odniesieniu do ich zadłużenia będzie czynnikiem różnicującym - mówi Jarosław Janecki.

Kluczowy unijny dopalacz

Najważniejsze dla gospodarki będą środki z unijnego funduszu odbudowy, które będą mogły do Polski trafić już w przyszłym roku.  

- Zacznie się wzrost na sterydach unijnych pieniędzy. Na Polskę spłynie deszcz w postaci grantów i będzie szło to dość szybko. Po wygaśnięciu środków z funduszu odbudowy wrócimy do normalnego trybu, kiedy perspektywa unijna będzie się rozkręcać - mówi Jakub Borowski.

Kłopot w tym, że na razie ani pod środki z unijnego budżetu, ani pod pieniądze z funduszu odbudowy nie ma przygotowanych żadnych programów ani projektów. Około jednej trzeciej pieniędzy powinno pójść na "zieloną" transformację, a ok. 20 proc. - na transformację cyfrową. Nie ma wątpliwości jednak, że skala dostępnych środków będzie głównym impulsem do wyjścia z kryzysu. Ale mogą pojawić się kłopoty z utrwaleniem wzrostu.

- Będziemy mieć dwa lata dość szybkiego wzrostu, na tle historycznym, i w porównaniu z potencjałem. Przyszły rok przyniesie odbicie PKB o 3,6 proc,, a potem nawet w okolice 5 proc. Od 2024 roku nastąpi dość wyraźne hamowanie i stopniowe wygasanie do 2-3 proc. w dłuższej perspektywie - mówi Jakub Borowski.

- To scenariusz optymistyczny, dobry dla Polski, ale bariery dla wzrostu zostaną zamaskowane. Choć deszcz pieniędzy spadnie, w 2024 roku zorientujemy się, że król jest nagi - dodaje.

Jakie są te zamaskowane, długoterminowe bariery dla wzrostu? Pierwsza to zapaść w edukacji. Nie chodzi tylko o okres pandemii i klęskę, jaką poniosły szkoły w nauczaniu zdalnym, lecz o pogłębiający się od kilku lat anachronizm polskiego systemu oświaty.

- Mamy stracony rok w edukacji, a model nauki zdalnej dotknął dzieci z gorzej wykształconych i najczęściej także biedniejszych rodzin (...) Wyrównanie strat będzie wyzwaniem - mówi Aleksander Łaszek.

Kolejne wyzwania związane są z rynkiem pracy. Choć w przyszłym roku, gdy firmy wypełnią zobowiązania wynikające z korzystania z "tarcz", mogą zacząć zwalniać, choć część przedsiębiorstw upadnie, to w dłuższym terminie problem braku rąk do pracy wróci, podobnie jak wyraźnie zarysował się już na długo przed pandemią.

- W dłuższym terminie w polskiej gospodarce strona podażowa będzie mieć problemy przede wszystkim w związku z demografią. Malejąca podaż pracy będzie obniżała tempo wzrostu produktu potencjalnego - mówi Aleksander Łaszek.

- Polska napotka już na bariery w postaci liczby osób pracujących. Być może będziemy nadrabiać trochę wzrostem produktywności, bo 20 proc. unijnych funduszy na cyfryzację może napędzać produktywność - dodaje Jakub Borowski.

Gospodarcze znaki zapytania

Dług będzie ciążył nie tylko przedsiębiorstwom, ale i państwu, które może mieć kłopot ze zorganizowaniem współfinansowania unijnych prorozwojowych projektów. Nie tylko Polska, ale i wiele krajów będzie musiało politykę gospodarczą zaprojektować na nowo i dostosować do ograniczeń.

- Po okresie pandemii głównym wyzwaniem na poziomie mikro i makro będzie problem dostosowywania decyzji uwzględniających znacznie wyższe zadłużenie - mówi Jarosław Janecki.

Przez pięć ostatnich lat systematycznie kurczył się udział inwestycji w polskim PKB. Według danych Eurostatu, które przytacza Aleksander Łaszek, zmniejszył się on o 2 punkty procentowe pomiędzy I połową 2015 roku a I połową 2020 roku. Taka sytuacja była porównywalna lub gorsza tylko w czterech innych państwach Unii. Głównym powodem było malejące zaufanie sektora prywatnego do polityki gospodarczej rządu.

- Spadek inwestycji to nie tylko wynik pandemii, bo przez ostatnie pięć lat w Polsce był jednym z największych w Unii. Pewnego odbicia w sektorze prywatnym należy oczekiwać jeśli spadnie niepewność, ale odbicia, a nie skoku - mówi Aleksander Łaszek.

- Rząd powinien unikać dalszego wzrostu niepewności. Z jednej strony jej źródłem mogą być problemy finansów publicznych. Będzie na pewno szukanie pieniędzy w postaci różnych danin, a jeśli zrobi się to punktowymi działaniami, to będzie wzbudzać niepewność, bo nie wiadomo w kogo trafi - dodaje.

Polski system bankowy wyjdzie z kryzysu osłabiony spadkiem rentowności, spodziewanymi stratami kredytowymi, obciążeniami, takimi jak podatek bankowy i wysokie opłaty na bezpieczeństwo depozytów, czy też konfliktami z frankowiczami. Poważną barierą wzrostu może być nie tylko popyt inwestycyjny sektora prywatnego, ale odpowiedź sektora finansowego na ten popyt, gdyby się pojawił.

- Mam obawy, czy (sektor bankowy) będzie stać na finansowanie inwestycji kiedy wyjdziemy z pandemii - mówi Aleksander Łaszek.

W końcu bariery może też budować polityka gospodarcza państwa. Choć unijne fundusze wyznaczą najważniejsze kierunki rozwoju, państwo powinno rzetelnie zdiagnozować dlaczego w polskiej gospodarce brakuje inwestycji, zwłaszcza mających silny wzrostowy potencjał. I powinno wyciągnąć z tego wnioski. 

 - Rząd powinien unikać dalszego wzrostu niepewności. Jej źródłem mogą być problemy finansów publicznych. Będzie na pewno szukanie pieniędzy w postaci różnych danin, a jeśli zrobi się to punktowymi działaniami, to będzie wzbudzać niepewność, bo nie wiadomo w kogo trafi - mówi Aleksander Łaszek.

- Mogą być także pomysły na wspieranie czy promowanie wybranych branż. Branża będzie szczęśliwa, ale odbywać się to będzie kosztem opodatkowania innych. Rząd powinien powstrzymać się przed takimi działaniami, tworzyć stabilne warunki gry a nie wybierać zwycięzców - dodaje ekonomista.

Jacek Ramotowski

- - - - - -
Trwa wielka loteria na 20-lecie Interii! 

Weź udział i wygraj! Każdego dnia czeka ponad 20 000 złotych - kliknij i sprawdź

- - - - - -

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »