Reklama

Polski Ład. Podatnicy za darmo kredytują budżet państwa

Jeśli podatnicy zapłacą zawyżone zaliczki, to oznacza, że skredytują budżet państwa, a w związku z tym, że mamy wysoką inflację, stracą na tym podwójnie. Co więcej z tego powodu, że będą kredytowali budżet państwa nie dostaną żadnych odsetek, ani premii w postaci obniżenia podatku. Znajdujemy się obecnie w stanie totalnej labilności systemu podatkowego, więc rośnie też ryzyko błędów. Dlatego konieczne jest wprowadzenie "abolicji daninowej" obejmującej błędy i pomyłki - mówi Interii Przemysław Hinc, doradca podatkowy.

Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: W lipcu weszły w życie przepisy porządkujące bałagan po wprowadzonym w styczniu Polskim Ładzie. Jednak Rzecznik Praw Obywatelskich jest zaniepokojony, czy nikt z obywateli nie poniesienie ostatecznie negatywnych konsekwencji tych zmian. Są powody do niepokoju?

Przemysław Hinc, doradca podatkowy i członek zarządu PJH Doradztwo Gospodarcze: - Na skutek działań rządu i parlamentu załamał się system podatkowy w roku 2022. Co do zasady, nie ma uzasadnienia dla zmiany systemu podatkowego w ciągu roku. Jednakże w roku bieżącym sytuacja nadzwyczajna wystąpiła, a system podatkowy de facto przestał normalnie funkcjonować i trzeba było zrobić wszystko, by na powrót mógł pozwolić na regulowanie daniny publicznej. Zostały jednak naruszone zasady dotyczące stabilności, pewności i przewidywalności prawa podatkowego. Obawiam się, że rządzący, i to bez względu na to z jakiej formacji politycznej będą się wywodzili, będą chcieli w przyszłości, powołując się na ten casus, też w taki sam sposób ingerować w bezpieczeństwo daninowe Polek i Polaków. I chociaż zasady rządzące nakładaniem daniny publicznej nie mają charakteru absolutnego, to powinny być respektowane, a pewność, stabilność i przewidywalność prawa podatkowego powinna być wyznacznikiem dla tworzonych rozwiązań w tym obszarze prawa. Polski Ład wprowadzał rozwiązania reorganizujące system podatkowy, ale choć były to zmiany o charakterze fundamentalnym, to zostały wprowadzone z pogwałceniem wymogów drogi ustawodawczej, procedury uchwalania ustaw podatkowych oraz szczególnej dbałości legislacyjnej umożliwiającej konstruowanie precyzyjnych norm podatkowych. Nie zachowano odpowiedniego vacatio legis ani przy wprowadzaniu Polskiego Ładu, ani gdy wprowadzano tzw. Polski Ład 2.0, a co więcej zmianom nadano moc wsteczną i były dokonywane w ciągu roku podatkowego.

Reklama

Czy na lipcowych zmianach podatkowych skorzystają wszyscy podatnicy? Zapytanie w tej sprawie zgłosił RPO. Podziela pan te wątpliwości?

- Podzielam zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich. Na między innymi te wątpliwości wskazywałem już wcześniej i tłumaczyłem, że tak złożone zadanie przemodelowania całego systemu podatkowego nie może być wprowadzane bez przygotowania, dokładnej analizy skutków i odpowiedniego vacatio legis. Niestety stało się to, co każdemu doradcy podatkowemu śni się jako koszmar - system podatkowy pierwszego dnia stycznia tego roku się zaczął pruć. Wyskakujące co chwilę błędy w Polskim Ładzie rząd najpierw próbował zacerować wydając rozporządzenie pozbawione podstawy prawnej, które miało naprawić problem niższych wypłat już pierwszych dniach stycznia. Potem, gdy wyszło na jaw, że w ten sposób nie wolno rozporządzeniem zmieniać ustawy, prawodawca próbował zeszyć tak powstałą dziurę, poprzez zmianę ustawy o PIT, dodając w niej art. 53a, a jeszcze później naszył łatę, którą próbował przykryć wcześniejsze pęknięcia i od pierwszego lipca zmienił radykalnie ustawy o podatkach dochodowych od osób fizycznych - tzw. Polski Ład 2.0 - wycofując się z wprowadzonych wcześniej pomysłów i w wielu miejscach przywracając rozwiązania ubiegłoroczne. Ale okazuje się, że nawet ta seria nowelizacji nie tylko nie usunęła wszystkich problemów, ale nawet ujawniła kolejne. Problem, który teraz artykułuje RPO wiąże się z "rolowaniem" zaliczek na PIT. Ale Rzecznik podniósł też wciąż niezałatwioną sprawę "podatku od podatku" czyli opodatkowania podatkiem dochodowym kwot, których podatnicy już nie mają, bo zapłacili je tytułem składek na ubezpieczenie zdrowotne. Wciąż istnieje szereg problemów związanych z liczoną po nowemu składką na ubezpieczenie zdrowotne.

- Prawodawca wciąż zapewnia o tym, że zmiany mają być korzystne dla podatników. Jednak zmiany wprowadzane są zbyt szybko, co nie pozwala na ocenę skutków jakie za sobą będą pociągały dla podatników. I nawet jeśli dużej grupie podatników przyniosą korzyści, to niekoniecznie przyniosą je wszystkim. Niewątpliwie część podatników może nawet na nich stracić. Podobnie jak w przypadku pierwszej wersji Polskiego Ładu wprowadzonej w styczniu, również te zmiany zostały wdrożone bez pełnej analizy konsekwencji i już widać, że w niektórych przypadkach będą potrzebne kolejne korekty.

Ale ustawa gwarantuje, że jeśli znajdzie się grupa, która na lipcowych zmianach straci, to zostanie jej zrekompensowana różnica, po przeliczeniu podatku według wcześniej obowiązujących zasad. To nie wystarcza, żeby uznać, że zmiany dla nikogo nie będą niekorzystne?

- Twierdzenie Ministerstwa Finansów, że obniża podatki jest nieprawdziwe, ponieważ, o ile dla pewnej grupy rzeczywiście nowa stawka podatkowa, w pewnym przedziale może okazać się korzystniejsza, to tak naprawdę podatnicy, którzy mieścili się w pierwszym progu podatkowym i mieli do zastosowania ulgę dla klasy średniej płacili podatek dokładnie takiej samej wysokości, co zapłacą teraz. Natomiast ci, którzy zbliżali się do granicy progu odniosą faktyczną korzyść, bo ich podatek może być mniejszy, ale podstawa opodatkowania podatkiem zdrowotnym będzie większa. Czyli to, że będzie mniejszy podatek, nie oznacza, że łączna danina publiczna będzie mniejsza.

- Mam tu też sporo wątpliwości, czy aby na pewno te zmiany zawsze będą na korzyść podatników. Przykładowo, zmiany w zakresie rozliczenia osób samotnie wychowujących dzieci wprowadzone od lipca dla większości z nich będą korzystne, ale nie oznacza to, że dla wszystkich. Sytuacja ekonomiczna podatników uległa istotnej przebudowie, po tym jak w życie wszedł Polski Ład i wspólne rozliczenie z dzieckiem samotnego rodzica zastąpiła niesławna "ulga 1500". Ponadto w styczniu tego roku zostały wprowadzone istotne ograniczenia dotyczące tego kto może być uznany za osobę samotnie wychowującą dziecko. Wprawdzie od lipca przywrócono, jak sądzę, ostatecznie możliwość wspólnego rozliczenia się z dzieckiem na zasadach podobnych do obowiązujących w roku ubiegłym, ale po pierwsze krąg uprawnionych do wspólnego rozliczenia z dzieckiem samotnie wychowywanym już jest na nowo ukształtowany, a po wtóre paradoksalnie to rozwiązanie może być mniej korzystne dla niektórych osób, niż ulga 1500 zł, którą wprowadzono w pierwszej wersji Polskiego Ładu. Obecnie ulga została zlikwidowana w związku z przywróceniem możliwości wspólnego rozliczenia. Tymczasem, o ile zgodzilibyśmy się z tym, że ustawodawca może w prawie podatkowym wprowadzać zmiany w trakcie roku, jeśli są na korzyść podatnika, to usunięcie tej ulgi może akurat działać na szkodę podatników. A to już niezgodne z zasadami państwa prawnego niedozwolone pogorszenie sytuacji podatników. Podatnicy 1 stycznia tego roku nabyli prawo do "ulgi 1500", więc prawodawcy nie wolo jej było zlikwidować . Podatnicy powinni móc do końca tego roku móc skorzystać z jednej lub drugiej ulgi przewidzianej dla samotnych rodziców, ale zostali tego uprawnienia pozbawieni. Stanowi to jaskrawy przykład naruszenia zasady stabilności, przewidywalności i pewności prawa podatkowego, a także jest przykładem naruszenia zasady zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.

RPO zgłosił też wątpliwości i zapytanie w sprawie konsekwencji zlikwidowania od lipca mechanizmu tzw. rolowania zaliczek na podatek dochodowy.

- Przypomnijmy o co w tym mechanizmie chodzi. Od 1 stycznia do końca czerwca możliwe było zastosowanie mechanizmu tzw. rolowania zaliczek. Polegał on na tym, że zaliczki miesięczne mogły być obniżane do poziomu z 2021 r., czyli podatek był płacony według 17 proc. stawki PIT i wirtualnie odliczana była kwota pobranej składki zdrowotnej do wysokości 7,75 proc. podstawy. Ale mimo to, że składka zdrowotna była już pobierana według tegorocznych zasad podatnik otrzymywał "na rękę" tyle samo co w ubiegłym roku - przy takim samym wynagrodzeniu.

- Z dniem 1 lipca mechanizm ten został zlikwidowany i jednocześnie wprowadzono nową 12 proc. stawkę PIT. Od lipca zatem podatek dochodowy płacony jest według stawki 12 proc. i do tego dochodzi 9 proc. składka na ubezpieczenie zdrowotne. To może jednak spowodować, że pewna grupa osób może w drugim półroczu otrzymać wynagrodzenia lub emerytury i renty, zauważalnie niższe w porównaniu do poprzednich miesięcy. Podobny skutek może pojawić się w przypadku emerytów i rencistów o niskich przychodach, z racji tego, że oni również korzystali przez pierwsze półrocze 2022 r. z dobrodziejstwa art. 53a ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Dlaczego ta zmiana może być niekorzystna dla podatnika, skoro pierwsza stawka podatku została obniżona do 12 proc.?

- Przede wszystkim, podatek w pierwszym progu wynosi 12 proc., ale oprócz podatku od tej samej podstawy obliczana i odprowadzana jest składa na ubezpieczenie zdrowotne, a to oznacza, że realnie liczony podatek wynosi obecnie 21 proc. W ubiegłym roku podatek w pierwszym progu wynosił 17 proc., była też 9 proc składka na ubezpieczenie zdrowotne, ale była ona w dużej części (7,75 proc.) odliczana od podatku. Pozostawało więc nieodliczalne 1,25 proc. Łącznie więc podatnik obciążony był daniną publiczną w wysokości 18,25 proc. Oczywiście była też składka na ubezpieczenia społeczne oraz FP i FGŚP, ale tu nie nastąpiła żadna zmiana ani co do stawek, według których pobierana jest składka przez ZUS, ani co do możliwości odliczenia jej od podstawy opodatkowania, więc można ją w tej dyskusji prowadzonej teraz pominąć. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę, że przedsiębiorcy w roku ubiegłym składkę na ubezpieczenie zdrowotne płacili od podstawy zryczałtowanej, w stałej wysokości przez cały rok, i większą jej część mogli (tak samo jak wszyscy inni podatnicy) odliczyć od podatku, to było to rozwiązanie generalnie akceptowalne.

- W tym roku mamy bardziej skomplikowaną sytuację, bo podwyższona została kwota wolna od podatku, co oznacza wprawdzie, że osoby które uzyskają mniej niż 30 tys. zł dochodu w skali roku podatku dochodowego nie zapłacą, ale i tak będą musieli zapłacić 9 proc. składkę zdrowotną.

- W efekcie końcowym może się okazać, że te same osoby, które mieszczą się w dochodach do 30 tys. zł zapłacą daninę publiczną, a w ubiegłym roku albo jej nie płaciły, zwłaszcza, gdyby korzystały z dodatkowych ulg czy zwolnień, albo właśnie dzięki możliwości zastosowania szeregu ulg podatkowych płaciły podatki w znacznie niższej wysokości. To będzie oznaczało, że finalnie na zmianach podatkowych stracą.

- I nie zapominajmy, że choć kwota wolna od podatku wzrosła w tym roku dla wszystkich do 30 tys. zł, to jednak te osoby, których roczne dochody były dość niskie miały wolne od podatku 8 tys. zł, a kwota wolna wciąż była wyższa, choć malała miedzy 8,001 zł a 13.000 zł. Dopiero dla tych, którzy osiągali rocznie więcej niż 13 tys. zł kwota wolna od podatku wynosiła 3.089 zł. Nie warto więc ulegać czczej propagandzie, ale zawsze należy ze spokojem i racjonalnie ocenić skutki wprowadzanych regulacji.

Jednak z wyliczeń Ministerstwa Finansów wynika, że osoby najmniej zarabiające na całej reformie podatkowo-składkowej zyskują. Z czego więc wynikają rozbieżności w ocenie korzyści i strat?

- Po pierwsze osoby, które w ubiegłym roku uzyskiwały niskie dochody miały wyższą kwotę wolną od podatku, co oznacza, że podatku nie płaciły, po wtóre korzystały z ograniczenia zaliczki na podatek dochodowy wysokością składki na ubezpieczenie zdrowotne. Ten element powodował, że nawet gdy podatek był liczony, to byłby niższy niż obecnie, bo teraz składka zdrowotna wynosi 9 proc. i nie jest odliczana. To oznacza, że wszyscy muszą podatek zdrowotny zapłacić, gdyż nie podlega on kwocie wolnej i nie jest już odliczany. Finalnie więc obciążenie z tego tytułu może być czasem wyższe niż w ubiegłym roku, mimo, że stawka podatkowa w pierwszy progu była wówczas wyższa niż obecnie. Tak samo jak i dlatego, że część osób nie będzie miała jak skorzystać z ulg podatkowych.  

Wracając do efektów likwidacji rolowania zaliczek na podatek dochodowy. Czy rzeczywiście może być to niekorzystne dla podatników, skoro ostatecznie będzie w zeznaniu podatkowym rozliczone?  Czy chodzi o to, że podatnicy kredytują w tym czasie budżet państwa?

- Jeśli podatnicy zapłacą zawyżone zaliczki, to oznacza, że skredytują budżet państwa, a w związku z tym, że mamy wysoką inflację, stracą na tym podwójnie. I nie zmienia tego fakt, że po zakończeniu roku podatkowego, w terminie do końca kwietnia, złożą zeznanie podatkowe, a urząd skarbowy w terminie do trzech miesięcy od tej daty dokona zwrotu nadpłaconych zaliczek. Podatnik zgodnie z przepisami ustawy zasadniczej, zwłaszcza zaś art. 84 i 217 powinien płacić tylko tyle i takie zaliczki, jakie są należne, a nie oczekiwać na ich rozliczenie w roku następnym i na to, że urząd skarbowy w końcu mu je zwróci. Co więcej z tego powodu, że będą kredytowali budżet państwa nie dostaną żadnych odsetek, ani premii w postaci obniżenia podatku.

RPO pyta też o "podatek od podatku". Możemy wyjaśnić o co chodzi?

- To dobrze, że Rzecznik Praw Obywatelskich ma bardzo wyczulony słuch na wszelkie możliwe naruszenia praw obywatelskich, w tym prawa do sprawiedliwego opodatkowania. Na szczęści również rząd zaczyna reagować na część postulatów zgłaszanych przez doradców podatkowych, księgowych, przedsiębiorców i pracowników. Ale na część pozostaje głuchy. Tymczasem RPO już w lutym zgłaszał zapytania i wątpliwości w sprawie, na którą ja zresztą zawracam uwagę już od ubiegłego roku, czyli podatku od podatku. Chodzi o to, że płacimy składkę na ubezpieczenie zdrowotne, a potem od tej samej podstawy płacimy podatek dochodowy. Tyle, że podatnicy już części tych pieniędzy, od których liczony jest PIT nie mają, bo zapłacili składkę zdrowotną. Albo inaczej rzecz ujmując płacimy podatek od zapłaconej składki na ubezpieczenie zdrowotne. Jest w tym coś głęboko niemoralnego i zwyczajnie nieuczciwego, że rządzący każą płacić ubezpieczonemu składkę i od tej kwoty, zapłaconej już na konto w ZUS (NFZ) chcą otrzymać jeszcze PIT.

W jaki sposób pana zdaniem to powinno zostać uregulowane? Skoro składka zdrowotna ma charakter podatku, tyle że celowego, to systemowa zmiana byłaby bardzo skomplikowana?

- Nie wymaga to żadnej głębokiej przebudowy systemu i nie dajmy sobie wmawiać, że byłoby to skomplikowane. Nie trzeba wymyślać nowego przepisu, lecz starczy na nowo wprowadzić przepis art. 27b w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2021 r. Albo chociaż zezwolić podatnikom na odliczenie składki od podstawy opodatkowania. Tu z kolei w art. 26 ust 1 pkt 2 po ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych dodać ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Czy zmiany podatkowe, po naprawie wprowadzonej w drugiej wersji Polskiego Ładu można uznać za bezpieczne dla podatników?

- Polski Ład, Polski Ład 2.0, teraz jeszcze czekają nas zapowiedziane zmiany w CIT (Polski Ład 3.0) i składce zdrowotnej (Polski Ład 4.0). W pierwszym półroczu tego roku już kilkukrotnie modyfikowane były radykalnie zasady obliczania, poboru i odprowadzania zaliczek na PIT. A to tylko jedne zmiany. Znajdujemy się obecnie w stanie totalnej labilności systemu podatkowego, więc rośnie też ryzyko błędów po stronie podatników i płatników, którzy często nie mają dość czasu by wszystkie te zmiany poznać, zrozumieć je i prawidłowo wdrożyć. Zresztą z tym samym problemem borykają się pracownicy aparatu skarbowego i ZUS, o czym dowiadujemy się przekazów medialnych i komunikatów działających w tych instytucjach związków zawodowych. Dlatego konieczne jest wprowadzenie "abolicji daninowej" obejmującej zarówno błędy i pomyłki w obszarze regulowanym przepisami podatkowymi jak i w zakresie ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia zdrowotnego. Postulat abolicji jest w tej sytuacji niezwykle ważny, bo jeśli nie zostanie wprowadzona, to za każdą pomyłką karany będzie podatnik bądź płatnik i to na nich przerzucane będą skutki błędów rządu i parlamentu, a przecież nie mają oni szans, żeby w czasie, gdy system poprawiany jest "na gorąco", mogli zapoznać się ze zmianami podatkowymi w odpowiednim czasie, by móc je wdrożyć. A zapoznanie się z treścią aktu prawnego to nie tylko jego przeczytanie, bo odczytanie tekstu jest tylko jedną i wcale nie najważniejszą częścią zapoznawania się z treścią normy prawnej. Adresat normy prawa daninowego musi mieć czas na jej lekturę, rozważenie skutków, jakie dla niego będzie miała, podjęcie odpowiednich środków dostosowawczych (np. zakup oprogramowania komputerowego), a nawet podjęcie decyzji o zmianie branży, formy prowadzenia działalności, a w skrajnych przypadkach nawet o zakończeniu działalności. Skoro prawodawca tego wszystkiego pozbawił podatników i płatników, to chociaż niech ich zwolni od odpowiedzialności podatkowej i składkowej oraz karnej za błędy, które mogą popełnić dokładając należytej staranności. Byłoby to nie tylko uczciwe wobec adresatów Polskiego Ładu, ale też wypełniałoby ogólną zasadę in dubio pro tributario oraz odbudowywało zasadę zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa. 

Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz 

Zobacz również: 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »