Reklama

Tomasz Ciąpała: Produkcja odzieży nie wróci do Polski

Nasza sprzedaż detaliczna była zamykana cztery razy - mówi Interii Tomasz Ciąpała, prezes odzieżowej firmy Lancerto, członek władz Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług. - Konsumenci nie zostawiali w sklepach gotówki, która jest potrzebna by realizować kolejne dostawy, płacić pracownikom itd. Ta luka gotówkowa szacowana jest przez PwC na 30 mld zł. Na szczęście małe i średnie firmy - najbardziej narażone na wahania koniunktury - uzyskały pomoc z Polskiego Funduszu Rozwoju, duże firmy też poradziły sobie bardzo dzielnie - podkreśla.

- Do tego doszły problemy operacyjne - proszę sobie wyobrazić że jednego dnia 400 tysięcy osób idzie do domu, nie wie kiedy wróci do pracy, do jakiej firmy, co z pensjami... Nagle musieliśmy się stać ekspertami od zarządzania kryzysowego. Dziś z pokorą patrzymy na to co przed nami, wcale nie jest pewne że pandemia nie wróci - mówi w rozmowie z Interią Ciąpała.

- Branża przetrwała, choć na pewno będą sanacje i upadłości. Kluczowe były przepisy, które pozwalały odraczać opłaty z tytułu najmu. Gdyby nie to mielibyśmy falę bankructw. Moja spółka też nie dałaby rady gdyby musiała płacić pełne czynsze przy każdym lockdownie - przyznaje prezes Ciąpała.

Reklama

- Z magazynów nie wyjeżdżały towary, a wciąż przywożono nowe. Firmy zaczęły więc redukować zamówienia i producenci wpadli w kłopoty. Szacujemy, że 25 proc. naszych włoskich dostawców nie wróci już do biznesu. Kłopotów, których konsument nie widzi, a z którymi musimy sobie radzić jest bardzo wiele.

Najłatwiej miały firmy sprzedające wyłącznie w internecie - inne, które sprzedają w sieci, ale mają też sklepy, nie mogły sobie pozwolić na przejście w całości do e-commerce i to mimo że kanał internetowy bardzo rósł, a 73 proc. Polaków deklaruje że w pandemii kupowało odzież online - ocenia szef Lancerto. - Wszystkie firmy analizują dziś, które sklepy stacjonarne trzeba będzie zamknąć, ale centra handlowe pozostaną na razie głównym miejscem zakupów, mimo że wybór w sieci jest większy. Ludzie kupują przez internet nasze t-shirty, ale po garnitur idą jednak do sklepu - dodaje rozmówca Interii.

- Bardzo bym chciał by w Polsce udało się odtworzyć produkcję odzieży. Mamy u nas wciąż kilkanaście tysięcy firm, które szyją dla innych podmiotów, o wsparciu takich producentów myśli Unia Europejska, ale decyduje rynek. Klienci chcą płacić za odzież coraz mniej, a jej koszt to głównie cena pracy. A presja na wyższe płace w Europie jest spora. Rąk do pracy w tej branży brakuje nawet w krajach rozwijających się - zauważa Tomasz Ciąpała.

- Polskie marki odzieżowe, nawet te największe, nie mają wielu sukcesów na rynkach zachodnich - przyznaje ekspert. - Marka polska nie kojarzy się z designem jakiego oczekują Francuzi, Niemcy czy Włosi. Na nasze wyroby patrzą tak jak my na odzież np. z Kazachstanu, choć jej jakość może być bardzo dobra. Co ciekawe - choć polscy klienci deklarują wsparcie krajowych marek, w rzeczywistości kupują te zachodnie. "Międzynarodowe"nazwy polskich firm odzieżowych pomagają zatem nie tylko próbować sił poza granicami, ale zwiększają szansę na sukces w kraju - ocenia prezes Lancerto.

Wojciech Szeląg

Dowiedz się więcej na temat: polskie marki | polska odzież | PFR | tarcza 2.0 | ubrania | polski handel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »