Reklama

Ropa narażona na wstrząsy

Ropa naftowa jest bardzo wrażliwa na geopolitykę. Istotne są tu zarówno czynniki polityczne: wojny handlowe, sankcje, starcia wojskowe w regionach wydobywających surowiec, jak i kwestie czysto gospodarcze. Teraz dodatkowe spustoszenie sieje pandemia koronawirusa.

Ropa w odpowiedzi na ostatnie wydarzenia zanurkowała. Notowania surowca spadły w ciągu miesiąca o 50 proc. O ile w połowie lutego za baryłkę płacono 60 dol., o tyle teraz jest to już nieco ponad 30 dol.

Rynkiem zachwiały obawy w pierwszej kolejności o spadek popytu na surowiec ze strony Chin, gdzie po obchodach chińskiego Nowego Roku ludzie nie wrócili do zakładów pracy ze względu na ryzyko rozprzestrzeniania się groźnej choroby. Wprowadzono tam dotkliwe ograniczenia w transporcie towarów i ludzi. W efekcie zapotrzebowanie na surowiec wyraźnie spadło.

Skala rażenia dużo większa

Ale to był dopiero początek problemów. Epidemia rozlała się na cały świat, objęła swoim zasięgiem ponad 130 krajów. Zawieszono liczne połączenia lotnicze, zamknięto granice.

Reklama

Wiele państw wprowadziło środki zapobiegawcze, by zahamować rozprzestrzenianie się choroby. W Polsce np. zamknięto szkoły, w wielu firmach pracownicy przeszli na pracę zdalną. Podjęto też decyzję o ograniczeniu galerii handlowych, w których otwarte pozostały jedynie sklepy spożywcze, pralnie, apteki i drogerie sprzedające środki higieny osobistej. Zawieszono działalność kin, teatrów, muzeów, bibliotek, ale też pubów, barów, kasyn, siłowni basenów itd.

Świat mówi o nieuniknionym kryzysie gospodarczym. Istnieją poważne obawy o upadłości firm transportowych, lotniczych, turystycznych, a także handlowych. Wychodzenie z kryzysu może potrwać lata. A to oznacza m.in., że zapotrzebowanie na ropę w najbliższym czasie będzie niższe.

MAE rysuje trzy scenariusze

Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że spadek popytu na ropę w wyniku pandemii koronawirusa wyniesie w 2020 r. w porównaniu z rokiem ubiegłym średnio 90 tys. baryłek dziennie. Gdyby prognozy się potwierdziły, byłby to pierwszy spadek od 2009 r. Według agencji, popyt powróci w okolice normalnych poziomów dopiero w drugiej połowie roku.

SPRAWDŹ NOTOWANIA ROPY BRENT I CRUDE ONLINE

Ale biorąc pod uwagę niepewność sytuacji, agencja - poza podstawową projekcją - przedstawia również dwa inne warianty, pesymistyczny i optymistyczny. W pesymistycznym sytuacja  w większym stopniu wymyka się spod kontroli. Społeczeństwa zainfekowane wirusem powracają do zdrowia wolniej, a pandemia rozprzestrzenia się w Europie, Azji i dalej. W efekcie zapotrzebowanie na ropę może spaść już nie o 90 tys. baryłek dziennie, jak w wariancie pierwszym, a nawet o 730 tys. baryłek dziennie.

  Z kolei wersja optymistyczna przewiduje, że sytuacja w Chinach zostanie szybko opanowana, a poważniejsze konsekwencje wirusa będą odczuwalne jedynie w kilku krajach, przy czym nie wpłyną w istotny sposób na większość Europy i Ameryki Północnej. W tej sytuacji w skali roku globalne zapotrzebowanie na ropę może wzrosnąć o 480 tys. baryłek dziennie.

Póki co MAE szacuje, że w I kwartale w samych Chinach zapotrzebowanie na ropę zmniejszy się aż o 1,8 mln baryłek dziennie, natomiast w skali globalnej spadek wyniesie 2,5 mln baryłek dziennie.

OPEC+ bez porozumienia

W sytuacji gdy rynek poddawany jest wstrząsom, do działania przystępuje OPEC, kartel skupiający największych producentów ropy światowej, we współpracy z Rosją. Swoimi działaniami stymuluje on cenę surowca. W momencie przeceny podejmuje decyzję o cięciu produkcji, co przekłada się na ograniczoną podaż. Mniejsza ilość ropy na rynku powoduje, że jej cena rośnie.

Kartel spotkał się na posiedzeniu w pierwszym tygodniu marca. Tym razem do porozumienia jednak nie doszło. OPEC domagał się cięć na poziomie 1,5 mln baryłek ropy dziennie, ale Rosja nie wyraziła na to zgody. W efekcie Arabia Saudyjska,  jeden z największych producentów ropy na świecie, zdecydowała o znacznym obniżeniu cen, po jakich będzie sprzedawać surowiec w kwietniu.

Saudyjczycy zniecierpliwieni stanowiskiem Rosjan zapowiedzieli, że zwiększą produkcję z obecnych 9,7 mln baryłek dziennie do ponad 10 mln baryłek. A możliwości kraju sięgają 12,5 mln baryłek dziennie. W mediach pojawiają się informacje, że Arabia Saudyjska może zmierzać w kierunku maksymalnego wykorzystania swoich mocy. Celem jest wyeliminowanie z rynku graczy o najwyższych kosztach produkcji.

Rosja nie chce odpuścić Ameryce

Dla Moskwy to zła wiadomość, bo państwo praktycznie utrzymuje się ze sprzedaży surowca. Władimir Putin informował jakiś czas temu, że Rosja przyjęła cenę ropy Brent w założeniach makroekonomicznych na ten rok na poziomie 42,4 dol. za baryłkę, zaznaczając jednak, że trzeba być przygotowanym na różne scenariusze.

Z drugiej jednak strony Rosjanie nie chcieli oddawać pola do gry Stanom Zjednoczonym, które w wyniku rewolucji łupkowej z importera stały się kluczowym eksporterem surowca na cały świat. Cięcie produkcji przez OPEC+ powodowało, że rosły ceny, a to z kolei sprzyjało amerykańskim firmom wydobywczym, dla których wyższe ceny oznaczają większą opłacalność wydobycia nawet z trudniej położonych pokładów.

Jak szacuje Paweł Poprawa z Instytutu Studiów Energetycznych, średni koszt produkcji na amerykańskich złożach to 35-40 dol. Choć są oczywiście złoża trudniej dostępne, dla których barierą jest już nawet 50 dol.

W piątek w sprawie przeceny ropy głos zabrał Donald Trump. Uznał on, że spadek cen to okazja do uzupełnienia strategicznych rezerw surowca. Zapewnił, że ta decyzja uratuje miliardy dolarów amerykańskich podatników, pomoże też przemysłowi.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »